Jest sposób, gdy śledztwo utknie

Z prof. Piotrem Kruszyńskim, karnistą z Uniwersytetu Warszawskiego,
rozmawia Paulina Jarosińska

Pana zdaniem, strona polska wykorzystała wszystkie możliwe ścieżki prawne,
aby śledztwo w sprawie katastrofy Tu-154M doprowadziło do wyjaśnienia jej
przyczyn i przebiegu?

– Sprawa w ogóle jest bardzo trudna, ale zacznijmy od kwestii najistotniejszych:
do katastrofy doszło na terenie Federacji Rosyjskiej, więc właściwe są w tym
przypadku władze rosyjskie. Ale jednocześnie zginęła część elity intelektualnej
i politycznej naszego kraju z urzędującym prezydentem na czele. Strona polska
powinna cały czas domagać się dopuszczenia do udziału w czynnościach. Ostatnio
dochodzą sprzeczne informacje, bo z jednej strony słyszę, że współpraca jest
owocna, a z drugiej, że jest ona daleka od doskonałości. Czy polska strona
zrobiła wszystko, co mogła, trudno mi odpowiedzieć, ale pewne jest jedno, a
mianowicie to, że starań nigdy nie za wiele. Nie może być tak, jak czasami
słyszę, że prokuratura zapewnia, iż śledztwo i sama współpraca ze stroną
rosyjską toczą się znakomicie – to jest bardzo niepokojący objaw. Nigdy nie jest
tak, że już nic więcej nie można zrobić. Strona polska musi podjąć maksymalne
starania o przystąpienie do pełnego udziału w śledztwie.

Na jakiej podstawie prawnej Polacy mogą domagać się od Rosji odzyskania
materiałów dowodowych? Czy istnieje taka możliwość, aby Rosja nie wydała
dowodów?

– Mamy nieustannie do czynienia ze stykiem prawa karnego z prawem
międzynarodowym publicznym. Rosja jest państwem suwerennym i organa śledcze
rosyjskie prowadzą czynności śledcze. Sprawa ta jednak dotyczy przede wszystkim
polskich obywateli. Zginął polski prezydent, pierwsza dama, parlamentarzyści,
generalicja – i z tego wynika prawo, a wręcz obowiązek Polski, aby domagać się
wydania materiałów. Wiemy, że są z tym problemy, opornie idzie współpraca w tym
aspekcie. Nie ma do tej pory telefonu satelitarnego, nie ma zapisów rozmów z
telefonów komórkowych. To jest bardzo poważna sprawa, Rosjanie nie chcą działać
opieszale, ale powinni jak najszybciej te dowody Polsce zwrócić. Nie można
lekceważyć głosów rodzin i ich pełnomocników domagających się zwrotu tego
materiału. Mają oni bowiem status pokrzywdzonych. Organa śledcze rosyjskie mają
obowiązek w rozsądnym terminie umożliwić Polsce dostęp do dowodów. Zwłaszcza że
polscy prokuratorzy zapowiadali, że rodziny będą miały wgląd do akt sprawy, a
żeby mieć dostęp do akt, trzeba mieć dostęp do materiałów. Organa prokuratury
mają prawo domagać się jak najszybszego przekazania materiałów śledztwa.

Co strona polska może jeszcze zrobić? Są możliwości tworzenia prawa ad hoc,
specjalnych umów?

– Oczywiście. Umowa Międzynarodowa o Współpracy w Sprawach Karnych z początku
lat 90. przewiduje współdziałanie organów polskich i rosyjskich w celu
wyjaśniania różnych spraw, a co dopiero sprawy takiej wagi. Polska prokuratura
musi być w tym aspekcie wręcz natrętna, stanowcza w treści, ale delikatna w
formie. Nawet gdyby nie było tej konwencji, Polska i tak miałaby prawo domagać
się współpracy, ponieważ w prawie międzynarodowym istnieją zwyczaje, grzeczności
itp. W takiej sytuacji tym bardziej musi domagać się współpracy.

Jaka byłaby droga prawna powstania międzynarodowej komisji do zbadania
katastrofy teraz, już trzy miesiące po katastrofie. Postulują to zarówno rodziny
ofiar, jak też chociażby amerykański kongresman Peter T. King.

– To jest trudne pytanie. Nie bardzo potrafię znaleźć na nie odpowiedź.
Przypomnijmy sobie kazusy powołania takiej komisji, choćby wojna domowa w
Jugosławii, gdzie doszło do zbrodni. Taka międzynarodowa komisja ma rację bytu
wtedy, gdy nie działają w państwach demokratycznych organa śledcze
odpowiedzialne i konstytucyjnie uprawnione do wyjaśnienia danej sprawy. Do pracy
obydwu prokuratur w śledztwie smoleńskim można mieć poważne zastrzeżenia, ale
aby powstała taka specjalna komisja międzynarodowa, trzeba by było wykazać złą
wolę i złe działanie po stronie rosyjskiej. W tym momencie droga do tego byłaby,
moim zdaniem, bardzo trudna, choć oczywiście nie można wykluczać powstania
takiej komisji.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj