Jedność w wielości
Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie. W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Znacie drogę, dokąd Ja idę”.
Odezwał się do Niego Tomasz: „Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?”.
Odpowiedział mu Jezus: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie. Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i mojego Ojca. Ale teraz już Go znacie i zobaczyliście”.
Rzekł do Niego Filip: „Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy”.
Odpowiedział mu Jezus: „Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: 'Pokaż nam Ojca?’. Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? Słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł. Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. Jeżeli zaś nie, wierzcie przynajmniej ze względu na same dzieła.
Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem i większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca”.
Jedność w wielości
Oto dziś wpadamy w wir problemów, których nie brakowało młodemu Kościołowi. Z jednej strony chrześcijanie wywodzący się z Żydów Hebrajczyków, przyjmujący Ewangelię, ale też zachowujący przepisy Prawa, interpretujący Pismo według szkół rabinackich, i z drugiej strony helleniści – Żydzi mieszkający w zupełnie odmiennym cywilizacyjnie świecie, w diasporze greckiej, mówiący lepiej po grecku niż po hebrajsku, którym bliżej było do interpretacji Tory w świetle myśli Filona Aleksandryjskiego niż jerozolimskich nauczycieli. Wszyscy wierzyli w Jezusa Chrystusa, w Jego zmartwychwstanie, ale też kwestią czasu był moment, gdy „zaiskrzy”. Byli zbyt różni. Pretekst znalazł się szybko: „Bo oni, rozdając jałmużnę, zaniedbują nasze wdowy”… Wiele ludzkich nieszczęść i rozłamów wzięło się z drobiazgów, a nierozwiązane drobne sprawy z czasem zamieniły się w lawinę, która zmiatała z powierzchni ziemi wszystko. Podobny los mógł spotkać i młody Kościół – na szczęście tak się nie stało. Apostołowie zbierają się razem i postanawiają wybrać siedmiu diakonów, którzy odtąd będą się zajmowali posługą stołu, zbieraniem i wydawaniem jałmużny, sami zaś zwracają się ku temu, co jest istotą głoszenia Dobrej Nowiny: ku modlitwie i ewangelizacji.
Warto pamiętać o tym dziś, kiedy każdą różnorodność w Kościele, każdy problem pokazuje się (często z trudno ukrywaną satysfakcją) jako jego wielki dramat i przesłankę obwieszczającą niechybny upadek. Czegóż to nie było? Był Kościół „łagiewnicki” i „toruński”, były „frakcje” ścierających się ze sobą biskupów, a nagłaśniane fakty ludzkiej nieporadności i grzechu uznawano za początek końca. Jednak Kościół trwa. I będzie trwał aż do skończenia świata. Tak trudno jest pojąć różnym naszym zatroskanym o jego los adwersarzom, że w Kościele jest miejsce na różnorodność, odmienność. Jest przestrzeń dla świętych, ale też dla tych, którzy nawracają się, błądzą, upadają, może nieporadnie, ale jednak starają się żyć Ewangelią. Tak było, jest i będzie – bo Kościół to ludzie, ale to także asystencja Ducha Świętego i nieustanne, uświęcające i jednoczące jego działanie. Jego siła ukryta jest nie w ludzkiej potędze i mądrości, ale w mocy zaufania Bogu, oddania w Jego ręce przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Dlatego kiedy pojawił się problem w nowo powstałej wspólnocie, apostołowie postanawiają więcej czasu poświęcić właśnie modlitwie, posłudze słowa – nie zabiegom z pogranicza psychologii i marketingu, bo wiedzą – a może bardziej czują – że one byłyby nieskuteczne. Jest to wyraźne wskazanie drogi, także dla nas dzisiaj. Zamiast mówić o rzekomych i nieprawdziwych podziałach, trzeba po prostu zacząć się modlić, powrócić do żywej, pogłębionej katechezy, iść do świata odważnie i czynić go lepszym siłą świadectwa swojego życia. To zawsze był najskuteczniejszy środek i zawsze owocował dobrem, pokojem i świętością.
Marcin Jasiński
