Janicki strzela obcasami
Z płk. Andrzejem Pawlikowskim, szefem Biura Ochrony Rządu w latach
2006-2007, rozmawia Anna Ambroziak
Ponad połowa funkcjonariuszy BOR ze strzelania lub wyszkolenia
taktyczno-obronnego miała ocenę niedostateczną – wynika ze sprawozdania z
działalności kontrolnej prowadzonej w resorcie spraw wewnętrznych i
administracji w 2010 roku. Jak Pan to ocenia?
– To kolejny przypadek w obecnym systemie funkcjonowania Biura Ochrony Rządu,
który świadczy o braku właściwego nadzoru szefa BOR nad realizacją ustawowych
zadań tej formacji. Zgodnie z ustawą z 16 marca 2001 r. o Biurze Ochrony Rządu,
a konkretnie art. 7, to szef BOR kieruje Biurem i zapewnia sprawne oraz
efektywne wykonywanie jego zadań, w szczególności poprzez: organizowanie
ochrony, prowadzenie polityki kadrowej i określanie oraz wykonywanie programu
szkolenia funkcjonariuszy i doskonalenia zawodowego pracowników cywilnych, a
także zapewnianie im właściwych warunków i trybu szkolenia. Za tak kiepskie
wyniki testów nie należy winić funkcjonariuszy, bo zapewniam panią, są to
świetni fachowcy, oczywiście każdy w swoim zakresie obowiązków i
odpowiedzialności. Gdyby stworzono im odpowiednie warunki do szkolenia, to na
pewno te wyniki byłyby znacznie lepsze.
Jakie warunki byłyby
optymalne?
– Mam na myśli to, że na szefie BOR ciąży obowiązek właściwego zorganizowania
służby, czyli tak ułożyć grafik zadań służbowych, aby każdy funkcjonariusz
przynajmniej raz w tygodniu miał możliwość zrealizowania programu szkolenia.
Najwidoczniej tak nie było.
W raporcie MSWiA czytamy też o złym stanie technicznym bazy szkoleniowej.
– Kiedy byłem szefem BOR, wraz ze swoimi podwładnymi opracowałem program
zamierzeń inwestycyjnych na lata 2007-2009 w zakresie modernizacji bazy
szkoleniowej, m.in. w Raduczu koło Warszawy. Nie rozpoczęto jednak jego
realizacji, bo po wyborach parlamentarnych w 2007 roku wycofano pieniądze
przeznaczone na ten cel. Była to decyzja premiera Donalda Tuska oraz ówczesnego
szefa MSWiA Grzegorza Schetyny. Temat ten poruszyłem na posiedzeniach sejmowej
Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych, był to rok 2007. Zaprosiliśmy posłów
na posiedzenie wyjazdowe do Raducza, by przedstawić im faktyczny stan obiektów.
Pokazaliśmy, że są potrzebne pieniądze na inwestycje w te obiekty, by mogły one
dalej służyć funkcjonariuszom BOR, lecz także innych służb mundurowych do
realizacji programów szkoleniowych. Komisja jednogłośnie mój wniosek przyjęła.
Odpowiedni dezyderat w tej sprawie został wysłany do marszałka Sejmu, który go
zaakceptował. Jednak w międzyczasie zmienił się rząd, zostałem odwołany z
funkcji szefa BOR, przyszło nowe kierownictwo i te plany całkowicie podupadły.
Najwyraźniej zabrakło woli politycznej, by dalej coś z tym robić.
Resort podnosi, że zabrakło wytycznych szefa BOR w sprawie szkolenia
funkcjonariuszy, część kadry instruktorskiej nie ma przygotowania
pedagogicznego, brak też dokumentów potwierdzających fakt przeprowadzana analiz
dotyczących przebiegu szkolenia.
– Za moich czasów liczba instruktorów była wystarczająca. Instruktorzy ci
posiadali wszystkie potrzebne wymogi zarówno do szkolenia strzeleckiego, jak i
taktyki obronnej. Problem powstał w momencie, gdy funkcję szefa przejął gen.
Marian Janicki. Kiedy zostałem odwołany z funkcji szefa BOR, ci instruktorzy
także zostali zwolnieni lub przesunięci na inne stanowiska. Nie mam pojęcia,
dlaczego dokonano takich zmian kadrowych. W mojej ocenie, były one związane
tylko i wyłącznie z tym, że ci funkcjonariusze realizowali swoje obowiązki pod
moim kierownictwem.
Były jakieś nieporozumienia między Panem a gen. Janickim?
– Osobiście i prywatnie nie czuję żadnych animozji do pana Janickiego. Czy pan
Janicki ma jakiś żal do mnie? Tego nie wiem, należałoby go o to osobiście
zapytać. Z informacji, jakie posiadam, przypuszczam, że chodzi tu o fakt
odpowiedniego wykształcenia pana Janickiego, który swego czasu, gdy byłem szefem
BOR, był w mojej dyspozycji. Z uwagi na to, że nie posiadał on dostatecznego
wykształcenia, wyznaczyłem go i zakwalifikowałem do grupy uposażenia
zasadniczego majora. Działałem tu zgodnie z rozporządzeniem Ministra Spraw
Wewnętrznych i Administracji z dnia 4 września 2002 roku w sprawie wymagań,
jakim powinien odpowiadać funkcjonariusz BOR na stanowisku szefa komórki
organizacyjnej bądź innym stanowisku służbowym. Precyzuje ono wyraźnie
wymagania, jakim powinni sprostać funkcjonariusze BOR. Na stanowisko szefa
komórki z uposażeniem zasadniczym wyższym od stopnia etatowego podpułkownika
wzwyż mianuje się funkcjonariusza, który posiada wykształcenie wyższe z tytułem
magistra bądź innym równorzędnym.
A pan gen. Marian Janicki miał takowe?
– Jest absolwentem Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie i posiadał tytuł
zawodowy inżyniera, co jest równorzędne z licencjatem. Nie mogłem go więc
mianować na etat generalski, byłoby to sprzeczne z obowiązującym prawem. Dlatego
wyznaczyłem go na stanowisko o stopniu etatowym majora w pionie logistyki.
Zgodnie z art. 6 pkt 4 ustawy o BOR gen. Janickiego powołał premier Donald Tusk
na wniosek ministra spraw wewnętrznych i administracji Grzegorza Schetyny. Mnie
odwołał także premier Tusk na wniosek Grzegorza Schetyny.
Wróćmy do szkoleń. Raport mówi, że środków na szkolenie i doskonalenie
zawodowe funkcjonariuszy było za mało.
– Powiem tak: funduszy nigdy dość na cele, które mają zapewnić bezpieczeństwo na
jak najwyższym poziomie. W mojej ocenie, na modernizację i rozbudowę obiektów
szkoleniowych w BOR należałoby przeznaczyć dodatkowo około 30-40 proc. środków
finansowych przeznaczanych przez budżet państwa na ten cel. BOR mówi, że
pieniądze się znalazły na powtórkę testów ze strzelania lub wyszkolenia
taktyczno-obronnego dla tych, którzy ich nie zaliczyli. Przeznaczono na ten cel
dodatkowo 50 tys. złotych.
BOR zapewnia, że dzięki polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej
funkcjonariusze Biura od 2010 r. korzystają z dodatkowych szkoleń.
– Słyszałem o tym. To dobrze, ale z tego, co wiem, chodzi głównie o realizację
wspólnych szkoleń wraz z funkcjonariuszami innych służb zaangażowanych w
zabezpieczenie prezydencji.
Czy to obniża rangę samego szkolenia?
– Nie, każde dodatkowe szkolenie wpływa na poprawę bezpieczeństwa. Natomiast
powiem tak: podstawowy cykl szkolenia powinien się odbywać stale. Nawet jeśli
brakuje na to funduszy, szef BOR powinien je za wszelką cenę pozyskiwać.
BOR deklaruje, że system szkoleń uległ modyfikacji: obecnie każda grupa ma
swój własny program określony na podstawie wykonywanych zadań i go realizuje.
– Być może tak jest. Mogę powiedzieć, że jednym z wielu priorytetów, które ja
jako szef BOR zacząłem wprowadzać, było m.in. ulepszanie systemu szkolenia i
dostosowanie go do obecnych zagrożeń. I tego zadania się podjęliśmy.
Na czym miało ono polegać?
– Przede wszystkim na tym, by wszyscy funkcjonariusze, bez wyjątku, mieli
możliwość systematycznego szkolenia się poprzez doskonalenie technik
strzeleckich lub uczęszczanie na zajęcia fizyczne. Zleciłem ówczesnemu
dyrektorowi zarządu kadr i szkolenia opracowanie i wdrożenie w życie nowego
programu szkoleń dla funkcjonariuszy. W mojej ocenie, wywiązał się z tego
zadania perfekcyjnie. Program polegał głównie na ulepszeniu i dostosowaniu
programu szkoleń do obecnie występujących zagrożeń, a także stworzeniu
harmonogramu umożliwiającego udział w szkoleniach funkcjonariuszy przynajmniej
minimum jeden dzień w tygodniu. Cel był zasadniczy: doskonalenie kondycji
fizycznej i umiejętności strzeleckich. Dla każdej z grup BOR, a więc
funkcjonariuszy ochrony VIP-ów, pirotechników czy kierowców zostały przygotowane
oddzielne programy szkolenia.
Ze sprawozdania MSWiA wynika, że najgorzej wypadli właśnie funkcjonariusze
Oddziału II, czyli pirotechnicy, Oddziału III – ochraniający obiekty, i Oddziału
V – transport, w tym m.in. kierowcy Biura. Major Dariusz Aleksandrowicz,
rzecznik BOR, tłumaczy, że te trzy oddziały, które wypadły najgorzej, są jednak
najmniej zaangażowane w ochronę osobistą, a pirotechnik nie musi dobrze
strzelać, tylko rozbrajać bomby.
– Gdybym to ja był szefem BOR i mój rzecznik wypowiedziałby się w ten sposób,
natychmiast zdjąłbym go z tego stanowiska. Z uwagi na to, że zaprzeczył on
celom, dla których BOR zostało powołane. Każdy funkcjonariusz, który działa na
pierwszej linii, bez względu na to, czy to jest oficer ochrony bezpośredniej,
pirotechnik czy też kierowca – każdy powinien posiadać umiejętności strzeleckie.
Bo to od każdego z nich w danym momencie może zależeć zdrowie lub życie osoby
ochranianej. Może zaistnieć taka sytuacja, że funkcjonariusz ochrony
bezpośredniej może być wyeliminowany przez potencjalnego zamachowca, wtedy w
rękach tego pirotechnika czy kierowcy pozostaje osoba chroniona. Wszyscy oni
muszą na bieżąco podnosić swoje kwalifikacje. Wiadomo, że świat przestępczy też
się rozwija i szuka jak najlepszych metod dokonania zamachu. Każdy musi przejść
szkolenie z zakresu technik strzeleckich. Każdy funkcjonariusz powinien umieć
szybko wyciągać broń i precyzyjnie strzelać, bez względu na presję otoczenia.
Jednocześnie bardzo ważną rolę odgrywa tutaj umiejętność skutecznego
obezwładnienia przeciwnika, do czego jest potrzebna doskonała sprawność fizyczna
i umiejętność walki wręcz. Dlatego funkcjonariusze szkolą się całe życie. Ale
wyszkolenie podstawowe to rok ciężkiej, wytężonej pracy.
Stara kadra instruktorska odeszła. Kto zastąpił tych ludzi?
– Z informacji, jakie posiadam od funkcjonariuszy BOR, są to osoby
niekompetentne, kompletnie nieprzygotowane do tego zadania, o czym zresztą
świadczy raport MSWiA. Nie posiadają odpowiedniej wiedzy i doświadczenia w
kwestiach szkoleniowych. Zresztą raport wskazał także braki w przygotowaniach
przez te osoby odpowiednich planów szkoleniowych dla konkretnych grup
funkcjonariuszy – aby je przygotować, trzeba mieć jednak odpowiednie
doświadczenie.
Jakie są wymagania stawiane funkcjonariuszowi BOR, który ochrania prezydenta?
– Zarówno za czasów moich poprzedników, jak w momencie piastowania przeze mnie
funkcji szefa BOR, wymogi te były bardzo wysokie, były one niemalże porównywalne
z poziomem klasy mistrzów olimpijskich. Dotyczyło to także testów
sprawnościowych. Wymogom tym byli głównie poddawani funkcjonariusze z tzw.
pierwszej linii, czyli funkcjonariusze dbający o bezpieczeństwo prezydenta,
premiera, marszałka Sejmu itd. Jak jest teraz, nie wiem. Opierając się na
wynikach raportu, mogę tylko przypuszczać, że jeśli za szkolenie zabrały się
osoby niekompetentne, to i te wymogi są kiepskie. Mam nadzieję, że po
opublikowaniu raportu MSWiA pan Janicki wyciągnie odpowiednie wnioski i system
szkolenia w BOR znacznie się poprawi, a wyniki testów szkolenia strzeleckiego
oraz taktyki obronnej w przyszłości będą znacznie lepsze. Czego mu osobiście
życzę.
Dziękuję za rozmowę.
