Jaki piękny mamy dług

Kiedyś Lech Wałęsa obiecywał po 100 mln startych złotych dla każdego
Polaka, potem nawet ta kwota wzrosła do 300 mln złotych, czyli 30 tys. nowych
złotych. I rząd Donalda Tuska zaczyna dawać takie obietnice, z tym jednak
zastrzeżeniem, że każdy przeciętny Polak dostanie w tym roku 19 tys. złotych.
Tyle tylko, że nie do wydania, a do spłacenia, bo tak ogromny jest dług naszego
państwa. Według danych Ministerstwa Finansów oficjalnie zadłużenie Skarbu
Państwa wynosi blisko 690 mld zł, czyli ponad 170 mld euro. Zdaniem ekonomistów,
jest ono większe i może sięgać nawet 724 mld złotych. Za rok rząd obiecuje nam
wzrost długu do ponad 800 mld złotych.

Zadłużenie krajowe w lipcu br. wyniosło blisko 124 mld euro. Większość tej kwoty
stanowi zadłużenie z tytułu sprzedaży skarbowych papierów wartościowych. W ciągu
pół roku, tj. od grudnia 2009 r. do lipca 2010 r. zadłużenie krajowe państwa
wzrosło o 9,9 procent. Zadłużenie zagraniczne to nieco ponad
48 mld euro. Od grudnia 2009 r. do lipca br. wzrosło ono prawie o 17 procent. W
tym wypadku dług z tytułu sprzedaży papierów skarbowych to ponad
38,6 mld euro, a dług z tytułu kredytów zaciągniętych w Banku Światowym,
Europejskim Banku Inwestycyjnym oraz Banku Rozwoju Rady Europy i Klubie Paryskim
to kolejne blisko 9,3 mld euro.
Zgodnie z opublikowaną niedawno rządową strategią zarządzania długiem sektora
finansów publicznych w latach 2011-2014, dług publiczny w 2010 r. wyniesie 53,2
proc. PKB, a w 2011 r. – 54,2 proc. PKB i będzie wynosił
811,4 mld złotych. Jak podkreśla prof. Jerzy Żyżyński z Wydziału Zarządzania
Uniwersytetu Warszawskiego, w kryzysie dług zawsze rośnie. – Spadają wpływy
podatkowe. Spadają więc dochody budżetu państwa. Pewnym rozwiązaniem dla budżetu
byłoby zniesienie przywilejów podatkowych dla podmiotów zagranicznych oraz
wzrost wysokości podatku dla najbogatszych – zauważa Żyżyński. Zdaniem
analityków z warszawskiego Instytutu Sobieskiego obecny zły stan finansów
państwa jest największym zagrożeniem dla rozwoju gospodarki. Rząd zamierza
ograniczać przyrost długu m.in. poprzez zwiększenie stawek VAT. Argumentem jest
to, że podwyżka tego rodzaju podatku o jeden punkt procentowy pozwoli na
pozyskanie do budżetu państwa od 5 do 5,5 mld zł rocznie. Ekonomiści ostrzegają
jednak, że zmiany stawek podatku VAT mogą dotkliwie nadwerężyć nasze finanse. O
kilkanaście procent wzrosną koszty produkcji żywności, a w efekcie jej ceny. –
Wzrost VAT spowoduje ubytek w dochodach, ponieważ znaczna część ludzi wydaje
pieniądze na zaspokojenie swoich podstawowych potrzeb, a po podwyżce utrata w
dochodach realnych może wynieść od kilkunastu do nawet kilkudziesięciu złotych
miesięcznie. Dla przeciętnego obywatela może nie jest to wielkim kosztem, ale
dla biedniejszych rodzin każdy grosz się liczy, czyli w sumie wyższy VAT
spowoduje spory realny spadek popytu – podkreśla prof. Żyżyński.
Jak zaznaczają analitycy Instytutu Sobieskiego, dane statystyczne resortu
finansów nie przystają do rzeczywistego zadłużenia naszego kraju. Może ono być
większe i wynosić nawet 724 mld złotych. Liczenie zadłużenia publicznego w
Polsce odbywa się według tzw. metody kasowej polegającej na pomijaniu
odroczonych w czasie płatności. Sektor publiczny większość swych zobowiązań
księguje dopiero w roku wypłaty gotówki, a nie w momencie ich powstania. W
efekcie znacznie zmniejsza się kwota tych zobowiązań. Zdecydowanie narusza to
unijną metodologię oceny długu publicznego, która opiera się z kolei na tzw.
metodzie memoriałowej, czyli ewidencji faktycznych zobowiązań.
Polska nie wykorzystuje środków przyznanych przez Międzynarodowy Fundusz
Walutowy w ramach elastycznej linii kredytowej. Do dyspozycji naszego kraju z
tego tytułu pozostaje kwota 13,69 mld SDR, czyli około 20,43 mld dolarów. Kwotę
tę MFW zaakceptował w maju 2009 r. w ramach jednorocznej umowy z Funduszem. SDR,
czyli specjalne prawa ciągnienia (ang. Special Drawing Rights), to
międzynarodowa jednostka monetarna mająca charakter pieniądza bezgotówkowego,
istniejącego wyłącznie w postaci zapisów księgowych na bankowych rachunkach
depozytowych. Są one emitowane przez MFW. W połowie kwietnia 2009 r. minister
finansów Jacek Rostowski informował, że przystąpienie do elastycznej linii
kredytowej pomoże ustabilizować kurs złotego, co jest jednym z warunków
przystąpienia do mechanizmu kursowego ERM2, oraz że zwiększy to rezerwy walutowe
banku centralnego o blisko jedną trzecią, czyli o ponad 20 mld dolarów.
Rostowski przekonywał, że dostęp Narodowego Banku Polskiego do tych dodatkowych
rezerw uodporni polską gospodarkę na "wirus kryzysu i na ataki spekulacyjne". A
także, że zwiększy to dostępność Skarbu Państwa do finansowania rynkowego i
pomoże obniżyć koszty obsługi długu publicznego. Wysokość prowizji, jaką płacimy
z tytułu linii kredytowej w MFW, wynosi rocznie 188 mln dolarów. Profesor
Andrzej Kaźmierczak, członek Rady Polityki Pieniężnej, zauważa, że środki z MFW
mogą zostać wykorzystane najprawdopodobniej pod koniec tego roku, kiedy wzrosną
wydatki budżetowe. Jego zdaniem, powodem ich dotychczasowego niewykorzystania
może być wzrost rezerw dewizowych banku centralnego oraz napływ tzw. kapitału
portfelowego poprzez zakup polskich obligacji skarbowych przez inwestorów
zagranicznych.
 

Anna Ambroziak

drukuj