Jaki jest zamysł minister Radziszewskiej

Z ks. dr. Piotrem Kieniewiczem, adiunktem przy Katedrze Teologii Życia w
Instytucie Teologii Moralnej na Wydziale Teologii KUL, rozmawia Paulina
Jarosińska

Elżbieta Radziszewska, minister ds. równego traktowania, zaproponowała zmianę
dyskryminacyjnego według niej zapisu zawartego w art. 12 par. 1 Kodeksu
Rodzinnego i Opiekuńczego. W obecnym brzmieniu ma on zakazywać zawierania
małżeństw osobom dotkniętym chorobą psychiczną i niepełnosprawnością
intelektualną, które nie są ubezwłasnowolnione. Czy ten zapis jest faktycznie
dyskryminacyjny? Jak Ksiądz ocenia tę inicjatywę?

– Należałoby uporządkować kilka kwestii. W pierwszej kolejności wydaje mi się,
że minister Radziszewska ma trochę racji, sugerując niezbyt poprawne
sformułowania zawarte w powyższym zapisie. Można interpretować zapisy
obowiązujące obecnie jako faktycznie uniemożliwiające zawarcie małżeństwa
wszystkim osobom chorym psychicznie oraz wszystkim dotkniętym – jak stanowi
zapis – "niepełnosprawnością intelektualną" w sytuacji, kiedy osoby te są w
pełni zdolne do zawarcia małżeństwa. Otóż czym innym jest choroba psychiczna, a
czym innym niezdolność do zawarcia małżeństwa. Oczywiście, może zdarzyć się taka
sytuacja, że ktoś z powodu choroby psychicznej nie jest zdolny do zawarcia
związku małżeńskiego. Może być też tak, że osoba dotknięta jakąś niesprawnością
intelektualną jest dotknięta nią w takim stopniu, który uniemożliwia podjęcie
istotnych czynności małżeńskich. Jednakowoż rodzi się pytanie, kto wyznacza
normy i jakie one w ogóle powinny być. Zdarza się przecież, że osoba dotknięta
konkretną niepełnosprawnością intelektualną w jakimś innym zakresie okazuje się
geniuszem. Są również osoby, które cierpią na depresję albo chorobę afektywną
dwubiegunową, jednak będąc pod stałą kontrolą lekarza i stosując zaleconą
terapię, są w pełni zdolne do podejmowania odpowiedzialnych działań, czyli – jak
to ujmujemy w teologii moralnej – aktów ludzkich. Choroby psychiczne mają to do
siebie, że jak wszystkie inne choroby mogą mieć różne poziomy zaawansowania czy
stopni uciążliwości dla danej osoby. To również ma znaczenie dla ewentualnej
decyzji, czy dana osoba jest zdolna do zawarcia małżeństwa, czy też nie. Obecny
zapis jest bardzo ogólny.

To znaczy?
– Niestety, daje on urzędnikom nieprzygotowanym merytorycznie do wydawania
kompetentnej oceny prawo do odmowy zawarcia małżeństwa osobie, która w istocie
może być do tego aktu zdolna. Należałoby więc dążyć do takiego doprecyzowania
istniejących zapisów, które władzę rozstrzygania oddawałyby w ręce sądu na
wniosek urzędnika. Oznaczałoby to, że urzędnik ma prawo taką odmowę sformułować,
jednak jego opinia powinna w przyspieszonej ścieżce prawnej trafić w ręce sądu,
który na podstawie merytorycznej ekspertyzy lekarzy czy diagnostów wyda właściwy
wyrok. W sytuacji wątpliwości racja powinna stać po stronie obywatela, a nie
urzędnika.

W obecnym zapisie ustawy jest zastrzeżenie, że "jeżeli jednak stan zdrowia
lub umysłu takiej osoby nie zagraża małżeństwu ani zdrowiu potomstwa i jeżeli
osoba ta nie została ubezwłasnowolniona całkowicie, sąd może zezwolić na
zawarcie małżeństwa". Czy zapis ten można określić jako dyskryminację?

– Ten zapis Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego jest jak najbardziej słuszny.
Chodzi o to, że trzeba go po prostu doprecyzować. Uważam, że odmowa
zarejestrowania związku w urzędzie stanu cywilnego (uściślając bowiem, nie jest
to zawarcie, lecz jedynie zarejestrowanie małżeństwa) przez urzędnika ma być
decyzją administracyjną w oparciu o istniejące przepisy, ale ponieważ rzecz
dotyczy podstawowych praw osoby, tj. wolności, to te odebrać można tylko w
oparciu o prawomocny wyrok sądu, a nie na podstawie decyzji administracyjnej
wydanej w dodatku w oparciu o własne zdanie urzędnika bez podstaw
merytorycznych. Nie nazwałbym istniejącego obecnie zapisu dyskryminacją. Jest to
raczej pozostałość komunistycznych przepisów, które oddawały zbyt dużo władzy
urzędnikom, częstokroć niekompetentnym (przynajmniej w sensie nieposiadania
potrzebnej w danym wypadku wiedzy fachowej), zwłaszcza w tak delikatnej i
wymagającej sprawie. Dlatego zakładając, że chodzi o doprecyzowanie obecnego
zapisu, ta inicjatywa minister Radziszewskiej wydaje się słuszna. Zakładam
również dobrą wolę, choć oczywiście dopiero za jakiś czas przekonamy się, co z
tego pomysłu wyjdzie w praktyce. Jeśli proponowane zapisy będą słuszne, to
należy je poprzeć. Pamiętajmy, że małżeństwo jest podstawową komórką społeczną i
jednym z głównych powołań człowieka. Natomiast powtórzę, nie mówiłbym tu o
dyskryminacji, ale o ograniczeniu nazbyt szerokich kompetencji urzędniczych,
będących pozostałością po poprzednim systemie.

Co dokładnie w tej materii, czyli o niezdolności do zawarcia związku
małżeńskiego osób dotkniętych chorobą psychiczną, mówi Kodeks Prawa
Kanonicznego?

– "Niezdolni do zawarcia małżeństwa są ci, którzy: są pozbawieni wystarczającego
używania rozumu; mają poważny brak rozeznania oceniającego co do istotnych praw
i obowiązków małżeńskich wzajemnie przekazywanych i przyjmowanych; z przyczyn
natury psychicznej nie są zdolni podjąć istotnych obowiązków małżeńskich". Tak
mówi kanon 1095. Jeżeli dzięki pomocy lekarzy dana osoba jest w stanie podjąć
normalne ludzkie działanie, to jest zdolna do małżeństwa. Konieczny jest
oczywiście pewien podstawowy poziom dojrzałości, który ujawnia się poprzez
umiejętność odpowiedniego rozeznania. Błogosławiony Jan Paweł II w 1988 roku w
specjalnym przemówieniu do Trybunału Roty Rzymskiej zwrócił uwagę, że kanoniczne
rozumienie normalności (w sensie zdolności do zawarcia sakramentu małżeństwa)
jest szersze od kryteriów psychiatrycznych, które każą każdą dysfunkcję
traktować jako odstępstwo od normy. Mając w pamięci, jak poważnie Kościół
traktuje małżeństwo, należy wprost powiedzieć, że z punktu widzenia prawa
kościelnego potrzeba naprawdę poważnego zaburzenia świadomości, wolności i
zdolności rozeznania, by uznać kogoś za niezdolnego do zawarcia sakramentu
małżeństwa (oczywiście przy założeniu, że w grę nie wchodzą inne przeszkody).
Dlatego w praktyce, jeżeli są wątpliwości przed zawarciem sakramentu małżeństwa,
to podczas rozmowy przedślubnej ksiądz ma możliwość poproszenia o stosowną
ekspertyzę osoby kompetentnej.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj