Jak to Kościół prześladuje Polaków…

Już w czasie prezydenckiej
kampanii wyborczej odzywały się głosy, by Kościół i wiara w Boga nie
odegrały jakiejś roli przeciwko opcji liberalnej i politycznie
ateizującej, a tragedia smoleńska nie ożywiła przypadkiem ducha
klasycznie patriotycznego.

Kiedy jednak po wyborach okazało
się jeszcze raz, że katolicy polscy nie mają ani wyrobienia
politycznego, ani właściwej orientacji społeczno-politycznej, zaczyna
śpiewać już cały chór rozochoconych zwycięzców, by do reszty usunąć
religię i Kościół z naszego życia publicznego. W tej propagandzie pod
zdrapką hasła „nowoczesność” odnajdujemy ich „złotą myśl” – oto Kościół
katolicki gnębi i uciska: niewierzących, inaczej wierzących, słabo
wierzących oraz różne mniejszości i całe państwo polskie.

Od
marksizmu do katoliberalizmu

Rozbrzmiewa chór wielogłosowy:
marksiści, postmarksiści, agenci służb i wywiadów, mniejszości
wyznaniowe i etniczne, niektóre media pozostające w służbie obcych
interesów, rząd, PO, SLD, niektóre inne ugrupowania żerujące na naszej
naiwności oraz ateiści wszelkiej maści. Wszyscy oni uznali, że zdobyli
mistrzostwo Polski i hasło tolerancji czy zgody może już zostać zdjęte z
szyldu, bo wygrana jest legalizacją ich poglądów i działań, także
antykościelnych i antypolskich. Jednakże zwycięzcy nie mogą zdjąć swych
masek do końca, bo niektórzy katolicy mogą się ocknąć przy następnych
wyborach. Dlatego Kościół polski albo przeciwstawiają „Kościołowi Jana
Pawła II” – oczywiście perfidnie, albo tolerują jakiś Kościół, tyle że
nie realny, lecz marzeniowy i podług swoich profilów. Albo, wreszcie,
zmieniają nazwę tarczy strzelniczej; nie strzelają już, jak mówią, do
Kościoła, lecz tylko do „pedofilów” lub tylko do „zacofanych” czy tylko
do klerykałów, którzy uznają kapłanów jako hierarchię formującą Kościół
„niedemokratycznie”. W tym duchu znany eseista polityczny, niechętny
Kościołowi łacińskiemu, Mirosław Czech, zdradza niebacznie prawdziwe
dziś intencje PO: „pewne elementy antyklerykalizmu – a Sławomir Nowak i
Janusz Palikot już zapowiedzieli działania w tym kierunku – zostaną
dobrze przyjęte przez wyborców Platformy” („Gazeta Wyborcza”,
10-11.07.2010).
Czech mówi już o „działaniach w tym kierunku”, a więc
partytura chóru będzie podstawą dla konkretnych działań
antykościelnych. O ile jednak ludzi spoza Kościoła w jakiejś mierze
można zrozumieć, o tyle już trudno wytłumaczyć sens głosu, coraz
donioślejszego, z wewnątrz Kościoła, a mianowicie katolewicy, czyli
lewicy katolickiej, a właściwie dziś katoliberałów, czyli katolików,
którzy poddają się wpływom niszczącego liberalizmu, w dziedzinie
duchowej ostatecznie ateizującego. Owszem, krytyka doczesnej i ludzkiej
strony Kościoła jest potrzebna i bywa oczyszczająca, ja sam nieraz to
robię, ale katoliberałowie rozwijają krytykę niszczącą Kościół, który
pojmują przeważnie każdy na swój fantazyjny sposób, aż do zanegowania
jego charakteru sakramentalnego. Niedawno udzielili w prasie wywiadu
dwaj – jeśli wierzyć – księża, oczywiście bardzo młodzi, którzy
stwierdzili, że niemal całe duchowieństwo polskie jest złe, w dużej
także liczbie niewierzące, z czego wynika, że tylko oni dwaj są
wyjątkowi i całkowicie bezgrzeszni. Oto oświeceni liberałowie
duchowni…

Główne tezy katoliberałów
Głosów
antykościelnych, także ze strony katoliberałów, jest coraz więcej.
Myślę, że główne ich tezy trzeba w miarę krótko przedstawić w oparciu o
kilka artykułów prasowych z ostatnich dni. Oto one:
Narastającej
niechęci do Kościoła są winni sami biskupi polscy, bo to oni szukają
wrogów Kościoła, „jakby bez nich nie mogli żyć”. – Czyli Kościół sam
sobie tworzy wrogów z ludzi, którzy bez tego byliby przyjaciółmi, bo
sami w sobie są szlachetni.
Kościół niesłusznie krytykuje nasze media
jako „polskojęzyczne”, jakoby były niechętne patriotyzmowi i
katolicyzmowi. – Media w Polsce są faktycznie obiektywne, prawdziwe i
patriotyczne.
Kościół stał się bardziej „strukturą religijno-socjalną
niż osobistą relacją do Boga”. – Czyli trzeba zrezygnować z widzialnej,
ludzkiej i doczesnej struktury Kościoła na rzecz czysto duchowej.
Opinia,
jakoby Lecz Kaczyński był źle traktowany przez PO jako prezydent, i
związany z tym po jego śmierci zryw propatriotyczny nie są uzasadnione,
śmierć prezydenta i cała katastrofa smoleńska nie była żadnym „znakiem
od Boga”, lecz tylko wyborczą propagandą PiS. I tu dodaje się nieraz, że
całą katastrofę spowodował sam prezydent.
Pochowanie Lecha
Kaczyńskiego na Wawelu przez ks. kard. Stanisława Dziwisza było
dzieleniem Polski i opowiedzeniem się za jedną z dwóch wielkich opcji
politycznych, a mianowicie za PiS. – Czyli należało odmówić w ogóle
pogrzebu kościelno-państwowego, byłoby to sprawiedliwe w stosunku do PO i
SLD.
„Pewne środowiska podsycały histerię po Smoleńsku”. – Czyli nic
się nie stało, po prostu był to wypadek jak wiele innych.
Niektórzy
biskupi i księża poparli otwarcie kandydaturę Jarosława Kaczyńskiego
jako „opcję patriotyczną”. – Czyli był to atak na wierzących o
orientacji liberalnej i nowoczesnej.
Kościół nie uległ „oczyszczeniu”
po roku 1989, „wszedł w nowy ustrój z dawną mentalnością” i chciał
podtrzymywać tożsamość i suwerenność Narodu Polskiego. – Czyli nie
zrozumiał, że w demokracji taka rola jest już anachroniczna.
Po
katastrofie smoleńskiej Kościół próbował odegrać rolę dawnego interreksa
(Prymas wypełniał częściowo wakans królewski), ma złudne poczucie
autorytetu z poprzedniego okresu, dlatego przez 20 lat nie odnalazł się w
społeczeństwie pluralistycznym, nie zrozumiał, że ma się trzymać z dala
od polityki. – Czyli Kościół nie może sobie przypisywać dziś żadnego
autorytetu społecznego.
Biskupi pisali, żeby głosować na człowieka,
„któremu bliskie są wartości chrześcijańskie albo wręcz nauka Kościoła
katolickiego”, tymczasem o walorach kandydata nie decyduje ani wiara,
ani moralność religijna, lecz jedynie kompetencje polityczne i
skuteczność działania. Czyli – jeszcze raz – życie społeczne i
polityczne nie ma nic do wiary ani moralności tradycyjnej.
Niektórzy
politycy w Polsce istotnie kierują się wiarą i manifestują swoją
kościelność, ale są to ludzie nieobyci za granicą i niedojrzali do
demokracji, „Kościół powinien im dawać po łapach” i wręcz uczyć
demokracji. – Czyli demokrata nie może mieć nic wspólnego z Kościołem w
życiu publicznym.
Biskupi przez zakaz in vitro wkroczyli w politykę,
in vitro nie jest sprawą moralności, lecz stanowiskiem wolnym od etyki,
czysto politycznym. – Dlatego zakaz in vitro jest nielegalną próbą
Kościoła władania Narodem Polskim.
Episkopat – mimo interwencji
nuncjusza – nie zlikwidował Radia Maryja i „Naszego Dziennika”, które są
przeciwne Platformie: „Może większość biskupów myśli tak jak o.
Rydzyk?”. – Czyli Kościołowi nie wolno się bronić przed rozkładającym
liberalizmem i ateizmem.
Podziały polityczne w Episkopacie są
twórcze, ale w jednym powinien być zjednoczony, a mianowicie w usuwaniu
katolicyzmu z polityki, powinien do polityków wołać: „Nie oglądajcie się
na Kościół”.
Biskupi mówią, że dziś w Polsce religię zwalcza się
skrycie lub otwarcie. Ale to nieprawda: „Czy ktoś jest w Polsce
prześladowany za to, że jest katolikiem?”. Katolik w Polsce jest
prześladowany tylko przez swoją grzeszność, przez swoje własne grzechy, a
nie z zewnątrz. „Retoryka walki z liberalizmem i ateizmem” jest błędna.
– Czyli Episkopat powinno się wyprowadzić z tego błędu przez silną jego
krytykę.
Próby „odpolitycznienia Kościoła” ze strony niektórych
hierarchów są za słabe, nie przynoszą owoców. – Czyli odsunięcie
Kościoła, w tym także katolików świeckich, od forum publicznego jest
dziś zadaniem naczelnym.
W ciągu 10 ostatnich lat ubyło 9 proc.
katolików praktykujących w Polsce nie z ich winy ani z winy wrogiej
propagandy w mediach i w kulturze świeckiej, lecz z winy samego
Kościoła, który nie chce się otworzyć na świat współczesny. – Czytaj:
nie rezygnuje z niektórych prawd wiary i moralności oraz z innych
wymogów.
Biskupi zamiast wyniośle błogosławić ludzi i nauczać ich
autorytatywnie i bezdyskusyjnie, powinni ludzi słuchać i uczyć się od
nich. – Czyli trzeba zreinterpretować polecenie Chrystusa: „Idźcie i
nauczajcie wszystkie narody” (Mt 28, 19).
„Kościół rozpętał kampanię
apologetyczną, wręcz histerię”, po wyroku Trybunału w Strasburgu,
nakazującym zdjąć krzyż w szkole włoskiej. Krzyże nie powinny wisieć w
żadnym urzędzie publicznym, bo tam przychodzą i niewierzący, „trzeba
mieć krzyż tylko w sercu”. – Czyli przez krzyże w miejscach publicznych
Kościół prześladuje niewierzących czy inaczej wierzących.
Kościół nie
powinien krytykować braku religijności i nawracać, lecz winien służyć
swoim pokarmem duchowym każdemu, kto do niego po to się zwróci. Przede
wszystkim jednak powinien się ograniczać na zewnątrz do akcji
charytatywnych. – Czyli neokapitalizm ma mnożyć ubogich bez liku, a
Kościół ma ich pocieszać.
Kościół źle ocenia in vitro,
homoseksualizm, małżeństwa rozwiedzionych, żyjących w powtórnych
związkach i pary żyjące bez ślubu, tymczasem nie jest to zło oczywiste,
trzeba dyskutować, bo ci wszyscy ludzie przecież „szukają dobra w swoim
życiu”. Trzeba słuchać ludzi. Na przykład w jednej diecezji polskiej aż
60 proc. katolików opowiedziało się za in vitro. Kiedy Jan Paweł II
mówił, że „człowiek jest drogą Kościoła”, to znaczy, że człowiek wolny
ma podejmować własne decyzje w sprawach wiary, moralności i prawa
kościelnego. Kościół musi uznać homoseksualizm za dobry, a jedynie musi
karać za to duchownych.
Takich i podobnych tez jest więcej. Nie
sposób ich wszystkich na poważnie oceniać. Trzeba tylko zwrócić uwagę,
że odzwierciedlają w sobie poziom intelektualny totalnego liberalizmu.

Kilka
refleksji niespokojnych

Z tych przedstawionych tez wynika, że i u
nas, nie tylko w Ameryce, słuszna jest ironia o. Richarda Neuhausa, że
jedyny „dobry” katolik, ewangelik czy żyd, to „zły” katolik, ewangelik
czy żyd. Wszelkie reguły poznania intelektualnego, jak i logiki, zostały
dziś w liberalizmie i postmodernizmie rozbite.
Niepokojące jest, że
niektóre z tych tez chce wprowadzić w życie polski prezydent elekt. Tuż
po wyborach, ganiąc duchownych, którzy na niego nie głosowali,
powiedział, że duchowni, a chyba także i katolicy jako katolicy, nie
mają nic do polityki: „Kościół to także ja, wielu innych wiernych,
księży, biskupów, hierarchów, którzy zachowali pełny dystans do
polityki” („Gazeta Wyborcza”, 10-11.07.2010). Z tego wynika, że w jednym
prezydencie będziemy mieli dwie osoby: jedną jako katolika i
wierzącego, mającego „dystans do polityki”, i jednocześnie drugą jako
polityka, który ma „pełny dystans do Kościoła”, czyli będzie ateistą
politycznym.
W ślad za tym idzie obecnie żądanie usunięcia sprzed
Pałacu Prezydenckiego krzyża postawionego przez harcerzy, a
upamiętniającego straszliwą smoleńską tragedię Narodu Polskiego.
Niektórzy mówią: „Dlaczego to robi, przecież to katolik”. Tak, ale
katolik wyznający platformiany liberalizm ateistyczny. Przyjedzie jakaś
„tolerancyjna” figura z Zachodu i powie: Jaka tu w Polsce ciemnota
katolicka!
Będzie to także nawiązanie do wyroku Europejskiego
Trybunału Praw Człowieka nakazującego usunąć krzyż w szkole we Włoszech.
Tak też argumentuje rzecznik rządu PO, mówiąc, że Pałac Prezydencki ma
charakter publiczny, a nie prywatny lub, broń Boże, kościelny, czyli
krzyż ma się nijak do polityki i do prezydenta. Jeszcze parę miesięcy, a
będzie się naśladować senatora Belgii Philippe’a Mahoux, który wystąpił
z inicjatywą, ażeby usunąć krzyże ze wszystkich budynków użyteczności
publicznej, łącznie z cmentarzami komunalnymi, i zabronić królowi i
urzędnikom udziału w uroczystościach religijnych. Będzie to prosta
kontynuacja postawy rządu PO – PSL, który nie dołączył do grupy państw
wspierających Włochy na rozprawie odwoławczej przeciwko wyrokowi
Trybunału.
Niepokoi nas także dziwna logika w odniesieniu do ochrony
życia. W dyskusji przed wyborami Bronisław Komorowski mówił o in vitro:
ja też jestem katolikiem i bronię życia, dlatego popieram in vitro. A
przecież przy in vitro zabija się niejedno życie. Z czego wynikają te i
inne niespójności? Dałby Bóg, żeby się to ograniczało tylko do
propagandy wyborczej, kiedy to łowi się niezorientowanych wyborców jak
ryby na błyszcz zwodniczy, choć i tutaj obietnice wyborcze przypominały
dawny poziom. Opowiadali np., jak to przed wojną w Kraśnickiem ludowy
kandydat na posła łowił dla siebie chłopów: „Chłopi, zagłosujcie na
mnie, to wam wybuduję most!”. „Ale u nas nie ma rzeki” – odkrzyknęli
chłopi. „To będzie i rzeka” – ratował się polityk. Co zaś się tyczy
relacji między państwem a Kościołem, to prezydent Polski w 90 proc.
katolickiej powinien wiedzieć, że według Soboru Watykańskiego II i
państwo, i Kościół są autonomiczne, ale powinny współpracować ze sobą.
Autonomia przede wszystkim odnosi się do zakresów instytucjonalnych.
Państwo nie ma „autonomii” wobec Boga i religii (KDK 20, 36, 41), bo
byłoby wtedy „drugim bogiem”, jak u Hegla. Mielibyśmy wtedy dwóch bogów:
Boga „religijnego” i boga jako państwo.
Niepokojąca jest także
wielka rozbieżność między słowami a czynami. Oto prezydent ganił mocno
telewizję i radio, że są upartyjnione w duchu PiS i SLD. Ale po wyborze
„w trosce o apolityczność KRRiT” mianował dwóch ludzi ściśle związanych z
PO, co rozpoczyna zapewne kolejne nominacje ludzi z PO, która ma dziwny
charakter fanatyczny, niespójny i zaborczy. Dąży do pełnej
liberalizacji ideologicznej państwa polskiego. Pamiętamy, jak to Donald
Tusk mówił w Sejmie do posłów PiS (niepopierających rewolucyjnego
liberalizmu politycznego i ogólnego): „Jeśli tego nie zrozumiecie, to
wyginiecie jak dinozaury”. Że to niby liberalizm jest już początkiem
królestwa wieków i raju na ziemi. Coś podobnego obiecywał marksizm.
Normalnego
człowieka martwi też bardzo, że żarłoczna Platforma od dłuższego już
czasu obsadza wszelkie stanowiska i urzędy swoimi ludźmi, jak jakiś
okupant. Odnosi się to nie tylko do kraju, ale i do zagranicy. Weźmy
choćby dla ilustracji ostatni przykład z Białorusi. Niektórzy Polacy z
Białorusi twierdzą, że rząd PO chce koniecznie cały Związek Polaków na
Białorusi natchnąć tym obłędnym liberalizmem. Minister spraw
zagranicznych odwołał ze stanowiska na dwa lata przed upływem kadencji
dr. Jarosława Książka, konsula generalnego RP w Brześciu, przede
wszystkim dlatego że – jak mówią niektórzy Polacy z Białorusi – był
patriotą i katolikiem. Na jego miejsce przychodzi człowiek z PO już o
innej orientacji. 25 czerwca 2010 r. odwołano całe kierownictwo Fundacji
Pomoc Polakom na Wschodzie – z tych samych powodów – i wyznacza się na
ich miejsce ludzi związanych z PO. Pojawiają się też pokrętne działania
PO wobec Związku Polaków na Białorusi. Bodajże z tego powodu
zrezygnowała Andżelika Borys, która straciła swego inspiratora i obrońcę
w osobie śp. Lecha Kaczyńskiego. PO ciągle kieruje się nienawiścią do
braci Kaczyńskich i tym zaraża wielu ludzi. Jest to małość polityczna.
Forsuje się też raczej pełne wtapianie się Polonii w dany kraj, ze
szkodą dla kultywowania polskości i katolickości. Przykładem jest
prześladowanie Jana Kobylańskiego w Ameryce Łacińskiej. Peowiacy,
opamiętajcie się, opanujcie swój egoizm, nie róbcie tego, bo historia
was wyklnie!
Niepokoi nas też bardzo niemal paranoiczne samochwalstwo
rządu, że w pełni opanował problematykę katastrofy smoleńskiej i
powodzi. Tymczasem jest to dokonane tylko w ułamkowej części.
Rozwiązanie problemu smoleńskiego natrafia na coraz większe trudności.
Przede wszystkim nie da się zrozumieć tego, że rząd prawie wszystko
przekazał Rosjanom, a oni nie chcą nawet oddać nam całej oryginalnej
dokumentacji. Na przykład transkrypcję kopii czarnej skrzynki zakończyli
na przekleństwach. Myślę, że to właśnie jest świadectwem jakiejś awarii
technicznej. Widocznie jakaś aparatura nie dawała się opanować.
Człowiek wierzący w Boga nie przeklina, gdy zdaje sobie sprawę, że
uderzenie w ziemię może zakończyć się śmiercią.
Jest niepokojące
również, że nowy prezydent był popierany gwałtownie i szeroko przez
ludzi wrogich Polsce, jej suwerenności i katolicyzmowi. Nie płynie to z
uznania dla jego walorów, bo na Zachodzie walory ludzkie Bronisława
Komorowskiego ocenia się bardzo nisko, lecz z chęci okiełznania Polski i
Kościoła. Choć może dojść do tego, że Donald Tusk i ludzie PO będą
żałowali, iż tę osobę wydelegowali na prezydenta, ale zdaje się, że
poddaństwo liberalizmowi niszczącemu państwo polskie pozostanie. Nasze
wasalstwo wobec UE zapowiada już to, że nasz prezydent pierwszą wizytę
złoży w Brukseli.
Jeśli chodzi o rozważania przedwyborcze, to
przykro mi, że nie zostałem zrozumiany, gdy chciałem wykazać, że jest
zasadnicza różnica ideowa między prezydentem „polskim” a
„platformianym”. W głosowaniu należy się kierować nie wyglądem
kandydata, lecz jego programem ogólnym, a przede wszystkim ideologią,
która leży u podstaw wszystkich podejmowanych przez niego tematów
szczegółowych. Niewyrobiony politycznie wyborca myśli, że złożona
konkretna obietnica jest jednoznaczna. Nie wie, iż każdy element
ewentualnej przyszłej działalności wybranego prezydenta będzie wypływał
nie ze szczegółu, lecz z ideologii partyjnej. Nie rozumie np., że
obietnica poparcia rolnictwa przez członka PO nie oznacza poparcia dla
gospodarstw rodzinnych, lecz ostatecznie dla gospodarki towarowej, czyli
dla wielkich farm i latyfundiów. Nie rozumie też, że cała logika
liberalnej PO jest inna niż nasza, arystotelesowska lub stoicka. Ona
jest względna. I często to, co dla nas jest błędem czy kłamstwem, dla
owej „nowoczesnej” logiki jest prawdą. Stąd poziom intelektualny naszych
współczesnych wyborów jest na ogół bardzo niski, czemu winne są głównie
media.
Niech mi będzie wolno zilustrować to choćby jednym prawdziwym
przypadkiem, choć takich było bardzo wiele. Oto jedna katoliczka pyta
drugą katoliczkę, patriotkę: „Na kogo pani głosowała?”. „Na
Komorowskiego” – pada odpowiedź. „A dlaczego?”. „Bo bardziej
przystojny”. Ot i cała logika naszych wyborów powszechnych. Bez
uwzględniania przesłanek programowych i ideowych.

Ks. prof. Czesław S. Bartnik

*********************

 

Wyznawcy
dzisiejszego pseudoreligijnego liberalizmu nie znają historii, lecz
tylko chcą kreować nowy świat, który zaczyna się naprawdę dopiero od
nich, i nawet już nie eksperymentują i nie weryfikują. Nie wiedzą, że
bywały już w pradawnej historii takie ideologie i przepadły. Na przykład
pewnego rodzaju liberalizm pojawił się już w starożytnym Egipcie,
przyczyniając się do zwyrodnienia Nowego Państwa, które pogrążyło się w
chaosie i niemoralności z powodu osłabienia religii. Ocenił to jakiś
pisarz z czasów królowej Tausret (1190-1186 przed Chr.): „Egipt jako
kraj bezradnie patrzy, jak każdy człowiek sam sobie jest prawem”
(Papirus Harrisa, Muzeum Brytyjskie). Dziś tak samo dzieje się z Europą i
z Polską. Trzeba więc Ojczyznę ratować przed liberalnym, a raczej
pseudoliberalnym, nihilizmem. Przede wszystkim niech się skończą rządy
nienawiści do Kościoła, do ponadtysiącletniej Ojczyzny i do objawionej
etyki. Skąd taka szalona i piekielna nienawiść Platformy i innych do PiS
i do braci Kaczyńskich, chyba tylko z tego powodu, że są choć trochę
patriotyczni i katoliccy? Platformo, oszalałaś? Co cię opętało? Przecież
ty nienawidzisz nas wszystkich! Tworzysz w Polsce piekło, w którym nie
można żyć. Czy w ten sposób chcesz zakrywać swoje niedołęstwo i zło

drukuj