Jak komuniści „rozładowywali las”
Doktor hab. Piotr Niwiński z Uniwersytetu Gdańskiego zrekonstruował sposób
działania służb sowieckich – NKGB (Ludowy Komisariat Bezpieczeństwa Ludowego) –
policji politycznej ZSRS – w celu ujawnienia żołnierzy Armii Krajowej na
Wileńszczyźnie.
Po wkroczeniu Armii Czerwonej w 1944 r. na tereny II Rzeczypospolitej Rosjanie
stosowali tzw. akcje ujawnieniowe, zmierzające do dezorganizacji ruchu oporu na
podbitych przez siebie terytoriach. Posługiwali się w tym celu, jego zdaniem,
schwytanymi żołnierzami Armii Krajowej, których próbowano nakłonić do
przekonania swoich towarzyszy broni, aby wyszli z konspiracji. Niwiński
podkreślił, że rozmowy prowadzone z przedstawicielami podziemia nie dochodziły
do skutku, ponieważ stawiali oni warunki m.in. powstrzymania się Sowietów od
prowadzenia obław i wypuszczenia uwięzionych. Efektem akcji do końca 1944 r.
było ujawnienie się do 1 tys. osób przed komisjami NKGB oraz Związku Patriotów
Polskich. – Celem było usunięcie AK z Wileńszczyzny w związku z rosnącym
litewskim ruchem oporu. Osoby ujawnione musiały się meldować co dwa lata, w
przypadku zamiaru wyjazdu na terytorium Polski ich dokumenty, dossier, były
przekazywane tamtejszym Urzędom Bezpieczeństwa – twierdzi dr hab. Niwiński.
Przemysław Gasztołd-Seń z Biura Edukacji Publicznej IPN przytoczył historię
akcji ujawniania przeprowadzanych na terenie Polski Ludowej w 1945 oraz 1947 r.
Celem amnestii była ewidencja ludzi podziemia, "rozładowanie lasu" i pokazywanie
dobrej woli władzy – mówił Gasztołd-Seń. Jednak, jak zaznaczył, akcje te
spotkały się z nieufnością żołnierzy podziemia, spowodowaną prawdziwymi
informacjami o aresztowaniach i faktem, że w więzieniach w dalszym ciągu
przetrzymywano żołnierzy formalnie podlegających amnestii. – Amnestia z 1947 r.
podobnie jak z 1945 r. została przez kierownictwo Ministerstwa Bezpieczeństwa
Publicznego oceniona negatywnie. Według ppłk. Czaplickiego, dyrektora
departamentu III, aparatowi bezpieczeństwa nie udało się zrealizować większości
założeń operacyjnych – podsumował Gasztołd-Seń.
Losy żołnierzy konspiracji – oddziału Giedymina Rogińskiego ps. "Dzielny" z
Wielkopolski, którzy zdecydowali się ujawnić, zrekonstruowała dr Agnieszka
Łuczak z IPN w Poznaniu. – Jesienią 1946 r. oddział "Dzielnego" dowodzony już w
tym czasie przez kpt. Mariana Rączkę ps. "Kościuszko" pod wpływem nasilających
się represji stosowanych przez aparat bezpieczeństwa postanowił się ujawnić –
mówiła Łuczak. Wskazała, że tajni współpracownicy bezpieki przekonywali
zazwyczaj w takich przypadkach żołnierzy podziemia, że nie zostaną wobec nich
wyciągnięte żadne konsekwencje. Tymczasem praktyka była inna. Najbardziej
spektakularne były losy kpt. Rączki, który został aresztowany w 1949 r.,
otrzymał karę śmierci zamienioną na dożywocie. Był inwigilowany właściwie do
końca życia, a po wprowadzeniu stanu wojennego w 1981 r. został prewencyjnie
internowany.
Jacek Dytkowski
