Jak Ameryka odzyskuje duszę

Dominujący model myślenia i działania w USA tworzą nie tylko politycy i
urzędnicy z monumentalnych gmachów Waszyngtonu; istnieje także nie mniej
wpływowy drugi rząd, sektor ośrodków myśli (think tanków), fundacji, instytutów
i uniwersytetów, które kształtują poglądy i decyzje stojących na czele Ameryki
polityków, sędziów i wojskowych. W samym Waszyngtonie jest kilkanaście szkół
wyższych (uniwersytetów) i kilkadziesiąt instytucji mających za cel propagowanie
określonych idei, wizji i przekonań o znaczeniu politycznym, społecznym i
ekonomicznym. "Przemysł idei rozwija się nawet, gdy gospodarka jest w kryzysie"
– pisał dwa lata temu "National Review".

Waszyngton skupia na niewielkim obszarze szereg ośrodków reprezentujących
ogromną władzę i wpływy. Podejmuje się tu decyzje dotyczące setek milionów ludzi
i miliardów dolarów. Nic dziwnego, to stolica światowego imperium – nowy Rzym.
Skojarzenie z Wiecznym Miastem nasila się, gdy widzimy majestatyczną
architekturę rządowych budynków, pomniki w kształcie starożytnych obelisków,
przypominające starożytne świątynie lub łuki triumfalne – miejsca upamiętnienia
wielkich amerykańskich przywódców i wygranych przez USA wojen. Można tu na
szczęście znaleźć także ośrodki sprzeciwiające się popularnej, liberalnej i
bezideowej wizji społecznego postępu i odrzucenia tradycyjnych wartości.
Wszystko, co wystawione jest na widok publiczny pomiędzy największą na świecie
Biblioteką Kongresu (150 milionów książek) a największym na świecie budynkiem
(Pentagonem), mówi o wielkości, sile i sukcesach Stanów Zjednoczonych. Wolność,
wiara, sprawiedliwość, uczciwość, odwaga i pracowitość – to wartości, dzięki
którym Ameryka osiągnęła to, czym jest dzisiaj. Jednak współczesne oblicze
pierwszego światowego mocarstwa jest zupełnie inne, niż wyobrażenia ojców
założycieli zawarte w Konstytucji, Deklaracji Niepodległości czy Karcie Praw. To
tu zrodziła się także zagrażająca wolności słowa koncepcja politycznej
poprawności, za prawo człowieka uważa się swobodę przeprowadzania aborcji, a
idea równości interpretowana jest tak, że wymuszane są parytety na przykład dla
homoseksualistów. Kontrpropozycje dla lewicowej propagandy wysuwa silny sektor
konserwatywnych think tanków. Ich twórcy podzielają przekonania amerykańskiego
konserwatywnego myśliciela Richarda M. Weavera, który napisał książkę pod
tytułem "Idee mają konsekwencje" (1948).

Idee na sprzedaż

– Grupy tego typu mają w Stanach Zjednoczonych bardzo duże znaczenie. W USA
niezwykle ceni się opinie ekspertów. Trzeba pamiętać, że każdy bierze
odpowiedzialność za to, co napisał. Każdy błąd może oznaczać utratę renomy, więc
specjaliści są ostrożni, bardzo dbają, żeby się nie skompromitować, gdyż wówczas
stracą zarobek – mówi Krzysztof Zawitkowski z polsko-amerykańskiej fundacji
PAFERE. Dlatego think tanki dbają o niezależność i bezstronność, a wypowiedzi
ich ekspertów są zazwyczaj bardzo wyważone. – Zupełnie inaczej niż się to dzieje
z wypowiedziami i obietnicami polityków – tłumaczy nasz rozmówca. O ile
większość polityków reprezentuje poglądy bliskie dominującym we współczesnych
środkach masowego przekazu i dyskursie akademickim, o tyle wśród instytucji o
charakterze doradczym i eksperckim ilościowo dominują ośrodki konserwatywne,
którym przy zachowaniu wysokiego poziomu i prestiżu udaje się wyłamywać z owego
głównego nurtu (mainstream) przekazu myśli, wiedzy i idei. Jak zauważa badacz
tego obszaru Kristian Alexander z Uniwersytetu Utah, "mają one szczególne
znaczenie w wyznaczaniu tematów (agenda setting)". Wyróżnił on trzy sposoby
oddziaływania think tanków na świat polityki. Kreują one nowe idee lub rozwijają
istniejące, są źródłem propozycji rozwiązań politycznych oraz dostarczają kadr
dla instytucji rządowych. Pierwsze tego rodzaju instytucje powstały na początku
XX wieku i miały raczej lewicowy i liberalny charakter, tak jak założona w 1916
roku Brookings Institution. Pierwszy think tank reprezentujący prawicę to
Enterprise Institute (Instytut Przedsiębiorczości) założony dopiero w 1943 roku.
– One wpisane są w specyfikę amerykańskiej kultury politycznej. Uzupełniają to,
czego brakuje partiom politycznym, to znaczy analizy merytorycznej. Amerykańskie
partie są zasadniczo platformami wyborczymi do zbierania pieniędzy. Obok nich
funkcjonują tzw. PAC (Political Action Committees – komitety akcji politycznej),
które przeprowadzają analizy, monitorują głosowania w Kongresie i budują
poparcie dla swoich interesów – mówi Jan Filip Staniłko z Instytutu Sobieskiego,
jednego z polskich think tanków, który dostrzega szansę dla tego rodzaju
inicjatyw również poza Ameryką. – W Europie, w kontynentalnym modelu demokracji
wielopartyjnej, tę rolę pełnią aparaty partii politycznych i administracji
rządowej. Amerykańskie wzorce implementują się wtedy, gdy nie działają one
wystarczająco, tak jak to ma miejsce w Polsce – dodaje. Sukcesy konserwatywnych
ośrodków kształtujących myślenie o polityce niepokoją lewicę. George Soros
założył, głównie w celu skutecznego przeciwstawiania się tym tendencjom, nową
organizację – Amerykański Postęp. Jej szef, John Podesta, wysoki urzędnik
administracji w czasach Clintona, wylicza kilkudziesięciomilionowe dochody
głównych prawicowych i centrowych think tanków oraz wskazuje na popularność ich
działaczy i współpracowników. W istocie zajmujący się tą tematyką magazyn "Fair"
publikuje coroczne statystyki obecności przedstawicieli poszczególnych think
tanków w głównych mediach. Konserwatyści w połączeniu z centroprawicą osiągają
połowę wszystkich cytowań. Około 33 proc. przypada na centrum, a 17 proc.
zostaje dla lewicy, określanej tu mianem sił "postępowych". Znaczny rozwój think
tanków nastąpił po II wojnie światowej, gdy większe znaczenie zyskała polityka
zagraniczna, która musiała stać się polityką imperialną, zajmującą się całym
światem. – Potrzebni byli specjaliści z różnych dziedzin, dostępni na miejscu, w
Waszyngtonie, a nie rozsiani po uniwersytetach całego kraju. Wtedy także sama
stolica się rozrosła, pojawiło się więcej stałych mieszkańców, wbrew pierwotnemu
planowi, aby było to miasto instytucji, a nie zasiedziałych urzędników –
wyjaśnia Staniłko. To się wówczas zmieniło.

Kartagina i państwo ograniczone

Instytut Katona łączy działalność badawczą i analityczną z edukacją i
aktywnością publiczną. Gdy Edward Crane zakładał go w 1977 roku, za patrona
przyjął starożytnego rzymskiego polityka i pisarza Katona, obrońcę tradycyjnych
republikańskich zasad i wartości. Jak sławny z powtarzania w każdym przemówieniu
słów: "Kartagina musi być zburzona" patron, Crane pragnął z podobną konsekwencją
bronić, wspierać i propagować idee, którym Stany Zjednoczone zawdzięczają swoje
bogactwo i silną pozycję w świecie. Chodziło przede wszystkim o wolność
gospodarczą i powstrzymanie rozrostu biurokratycznych struktur państwowych,
rozbudowanego systemu socjalnego i nadmiernej ingerencji rządu (tzw. państwo
ograniczone). Wśród idei, które przyświecają działalności Instytutu, jest także
obrona wolności, praw człowieka i swobód obywatelskich na świecie. Związani z
Instytutem eksperci krytykowali wielokrotnie politykę amerykańskiej
administracji, zarówno demokratycznej, jak i republikańskiej, w tym interwencje
wojskowe w Kosowie, na Haiti, w Iraku i Afganistanie; ze szczególnym zapałem
sprzeciwiają się zaangażowaniu środków publicznych w kosztowne i kontrowersyjne
programy na rzecz walki z globalnym ociepleniem, zmianami klimatu itp. Instytut
utrzymuje się wyłącznie z wpłat osób i instytucji prywatnych. Wydaje kilka
czasopism, książki, funduje stypendia, wspiera kampanie społeczne i polityczne,
przyznaje co dwa lata Nagrodę im. Miltona Friedmana (laureata ekonomicznego
Nobla, który wyznawał wolnorynkowe poglądy) o wartości pół miliona dolarów. Na
stałe z Cato Institute związanych jest ponad stu specjalistów z różnych dziedzin
i pochodzących z wielu krajów. Jednym z nich jest znany czytelnikom "Naszego
Dziennika" Andriej Iłłarionow, były doradca Władimira Putina, który zrezygnował
ze stanowiska, gdy uświadomił sobie autorytarny i totalitarny kierunek polityki
ówczesnego prezydenta Rosji. To tu występowali wielokrotnie dysydenci z państw
postkomunistycznych, na przykład rosyjska niezależna publicystka Julia Łatynina.
Z rezerwą spogląda się w Instytucie Katona na proces tzw. integracji
europejskiej, a wśród stałych autorów publikacji tej instytucji jest prezydent
Czech Vaclav Klaus.

Święty Tomasz w tajnych służbach

Z publicznej aktywności rezygnuje Institute of World Politics (IWP, Instytut
Polityki Światowej). To instytucja w pierwszym rzędzie naukowa i edukacyjna.
Instytut założył w 1990 roku Amerykanin polskiego pochodzenia John Lenczowski,
wcześniej wysoki urzędnik Departamentu Stanu, wybitny ekspert w dziedzinie
stosunków międzynarodowych. Położony w pobliżu Białego Domu, ale nieco na
uboczu, w willowej, dyplomatycznej dzielnicy Waszyngtonu Instytut ma do
dyspozycji kilkudziesięciu ekspertów, wśród których jest wielu byłych czołowych
dyplomatów, wojskowych i pracowników amerykańskich służb specjalnych. Studentami
są nie tylko młodzi Amerykanie, z kursów oferowanych przez IWP korzystają
również dyplomaci i analitycy w zakresie spraw międzynarodowych z wielu krajów.
Specyfiką programu Instytutu jest łączenie najwyższego profesjonalizmu w
dziedzinie stosunków międzynarodowych, bezpieczeństwa i funkcjonowania służb
specjalnych z zagadnieniami etycznymi w oparciu o klasyczną filozofię
realistyczną i naukę św. Tomasza z Akwinu. Wśród wykładowców są m.in.: Thomas
Melady, w latach 1989-1993 ambasador USA w Watykanie; generał Walter Jajko, były
szef planowania strategicznego i operacji specjalnych Sił Powietrznych Stanów
Zjednoczonych, a także Eugene Poteat, przez 20 lat wysoki oficer CIA, następnie
szef niezależnego centrum analitycznego stosunków międzynarodowych, a od 10 lat
przewodniczący Stowarzyszenia Oficerów Wywiadu. Ludzie, którzy tworzą Institute
of World Politics, w większości osiągali swoje największe sukcesy w latach 80.
XX wieku, w okresie prezydentury Ronalda Reagana, który potrafił jasno i
otwarcie wskazywać cele i konsekwentnie walczyć o ich realizację. Gdy rozmawia
się z tymi osobami, widać, że zachowały w sobie tę prostotę i dynamizm, dzięki
którym skutecznie pokonały nazwany "Imperium Zła" Związek Sowiecki. Kiedy Polak
pyta tu o katastrofę smoleńską, czuje się zupełnie inaczej niż w większości
salonów amerykańskiej stolicy. Nie ma w IWP ani politycznej poprawności, ani
łatwowierności wobec rosyjskiej propagandy. Jest natomiast miejsce na odważne
pytania i hipotezy dotyczące możliwych przyczyn tej tragedii, szczególnie z
uwagi na jej konsekwencje w relacjach międzynarodowych.

Konserwatyzm na świeczniku

Niektóre zespoły ekspertów wprost angażują się w spory polityczne po jednej
ze stron. Wchodzą wówczas w rolę lobbystów równie znaczących w amerykańskim
krajobrazie politycznym. – Należy odróżnić think tanki od grup nacisku, czyli
lobbystów. Jedno i drugie odbywa się za pieniądze. Jednak lobbing jest
ukierunkowany na załatwienie konkretnej sprawy, żeby czyjś wizerunek poprawić
albo pogorszyć – wyjaśnia Krzysztof Zawitkowski. Może to dotyczyć jednego
wydarzenia, takiego jak uchwalenie jakiejś ustawy, ale może również chodzić o
dłuższą kampanię. – Natomiast think tanki to zespoły specjalistów, które na
czyjeś zamówienie – na przykład rządu albo przedsiębiorców jakiejś branży –
opracowują konkretne zagadnienie. Wtedy ludzie różnych specjalności pracują nad
tym i powstaje ekspertyza – uzupełnia. Organizacją łączącą obie funkcje, która
jednak stawia głównie na bezpośrednie polityczne oddziaływanie, jest Heritage
Foundation (Fundacja Dziedzictwa). To jedno z najbardziej wpływowych centrów
myśli i politycznego nacisku na świecie. Istnieje od 1973 roku i ma siedzibę tuż
przy Kapitolu. W pobliżu swoje biura mają członkowie Kongresu. To oni są
głównymi adresatami prac Fundacji, która za cel stawia sobie obronę dziedzictwa
tradycyjnych amerykańskich wartości, przywiązania do wolności, sprawiedliwości i
własności prywatnej oraz walkę o silną pozycję Ameryki i jej obecność w
światowym systemie bezpieczeństwa i współpracy. Honorową przewodniczącą i
patronką Fundacji jest była brytyjska premier Margaret Thatcher. Kilkuset
pracowników fundacji to najlepsi w całej Ameryce specjaliści w swoich
dziedzinach reprezentujący poglądy konserwatywne. Są aktywni w prasie i mediach
elektronicznych. Fundacja wydaje książki i czasopisma, prowadzi badania,
przygotowuje raporty i projekty ustaw. Najważniejszą kampanią Fundacji w
ostatnim czasie był nacisk na republikańskich senatorów w związku z debatą
ratyfikacyjną traktatu START. Pod hasłem "To nie czas, by osłabiać Amerykę"
współpracownicy Fundacji robili przez kilka miesięcy wszystko, aby wyjaśniać
kongresmanom i amerykańskiej opinii publicznej, jakie konsekwencje będzie miało
przyjęcie traktatu. Taka działalność na rzecz propagowania i forsowania
wyznawanych przez siebie poglądów (policy lobbing) w warunkach amerykańskich
wymaga stworzenia kosztownego, rozbudowanego systemu mechanizmów społecznego
nacisku na ogromną skalę. Wśród konserwatywnej części wyborców w Stanach
Zjednoczonych jest jednak grupa dobrze zorganizowana i zdeterminowana, aby
wspierać, przede wszystkim finansowo, działalność instytucji takich, jak tu
opisane. Szacuje się, że rocznie dysponują one środkami w wysokości około
miliarda dolarów. Ludzie tacy jak Bill Gates czy George Soros inwestują miliony
dolarów we wspieranie wyznawanych przez siebie poglądów równie chętnie jak w
swój biznes. Jednak te rekiny wybierają zdecydowanie kurs "postępowy". Ośrodki
konserwatywne istnieją dzięki mniejszym, ale liczniejszym dotacjom zwykłych
Amerykanów, najczęściej z tzw. klasy średniej, drobnych przedsiębiorców i
specjalistów. To dzięki nim wahadło ideowe i polityczne Ameryki nie odchyla się
pod wpływem politycznie poprawnej propagandy całkowicie w stronę
lewicowo-liberalnych utopii forsowanych przez media i szkolnictwo.

Piotr Falkowski

drukuj