Iran na euroazjatyckiej szachownicy
Ewentualny atak militarny na Iran łączy się z dość dużym ryzykiem dla USA,
gdyż trudno wykluczyć, czy wojna w Zatoce Perskiej nie uruchomi spirali zdarzeń
prowadzących nawet do konfliktu obejmującego różne regiony Azji.
Na spotkaniu ministrów spraw zagranicznych Unii Europejskiej 23 stycznia 2012
r. zapadła decyzja w sprawie nowych sankcji nałożonych na Iran w związku z
wywołującym niepokój programem atomowym tego kraju. Sankcje dotyczą importu
irańskiej ropy oraz wstrzymania transakcji finansowych z irańskim bankiem
centralnym, co miałoby skłonić przywódców Iranu do uległości w sprawach
nuklearnych. Sytuacja jest o tyle trudna, że najbardziej zadłużone kraje Unii
(Hiszpania, Grecja, Portugalia) są głównymi odbiorcami irańskiego surowca.
Embargo zatem z pewnością spowoduje podniesienie ceny nafty, co musi uderzyć
zarówno w te kraje, jak i we wszystkich importerów czarnego złota. Zatem straty,
jakie poniesie Iran na skutek embarga, może sobie częściowo zrekompensować
podwyżką cen na rynkach światowych. Musimy wszak pamiętać, że główny odbiorca
irańskiego surowca – Chiny, nie przystąpią do embarga. Nie chcą tego szybko
uczynić ani Indie, ani Japonia, ani Korea Południowa. Rysuje się zatem tutaj
zasadnicza różnica zdań między Azją a Europą.
Wyścig po ropę
W tej sytuacji przywódcy zachodni muszą szukać alternatyw. Stąd starania UE,
aby państwa Organizacji Krajów Eksportujących Ropę Naftową (OPEC), zwłaszcza
Arabia Saudyjska, zwiększyły wydobycie w celu utrzymania stabilnych cen. W tym
kontekście jasne się staje wcześniejsze poparcie Zachodu dla różnorakich
rewolucji arabskich, w szczególności w Libii, Egipcie itp. Destabilizacja
północnej Afryki i Bliskiego Wschodu powoduje łatwiejszą grę polityczną Zachodu
w tym regionie, ta gra zaś bezwzględnie dotyczy ropy. Zachęty Zachodu wobec
Arabii Saudyjskiej wynikają z faktu, że jest to główny islamski konkurent Iranu
w Zatoce Perskiej, być może również główny konkurent do jednoczenia świata
islamskiego. Iran w sensie etnicznym (Persowie) różni się od świata arabskiego,
co może ułatwić podgrzewanie konkurencji między Arabią Saudyjską a Teheranem.
Oczywiście głównym rozgrywającym kwestię embarga na Iran są Stany Zjednoczone,
które powołując się na stwierdzenia Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej,
dowodzą, że Teheran prostą drogą zmierza do posiadania broni masowej zagłady.
Same USA żyją pod silną presją Izraela, który konsekwentnie naciska na
interwencję wojskową, mającą za zadanie powstrzymać irański program nuklearny.
Sukces Teheranu w tej dziedzinie praktycznie uniemożliwiłby w przyszłości atak
USA i Izraela na Iran. Ten bowiem podmiot, który posiada broń atomową, w pewnym
sensie jest nietykalny. Izrael, sam dysponując (oczywiście nieformalnie) bronią
atomową, nie chce dopuścić, by którykolwiek z sąsiednich krajów islamskich
wszedł również w jej posiadanie. To bowiem zniwelowałoby przewagę Tel Awiwu w
regionie.
Izrael jest zatem do wojny z Iranem gotowy, można powiedzieć, że nawet
konsekwentnie dąży w tym kierunku. "Rewolucje arabskie" zablokowały na jakiś
czas możliwości pomocy Iranowi. Z gry została wyeliminowana Syria, po
długotrwałej wojnie w Iraku również Bagdad nie występuje jako gracz w
przestrzeni międzynarodowej. Droga do ataku na Iran pozostaje zatem otwarta.
Koalicja przeciwko Ameryce
Niektórzy Czytelnicy mogą się dziwić, dlaczego USA z takim uporem starają się
powstrzymać programy nuklearne Iranu i innych krajów bliskowschodnich.
Pamiętajmy, że w wielkiej grze na euroazjatyckiej szachownicy państwa
posiadające broń nuklearną zwiększają swoją rangę (np. Chiny, Indie, Pakistan,
Korea Północna, Izrael). Jak pisał Paul Bracken, znany amerykański politolog, w
ten sposób kurczą się "militarne wpływy Zachodu w Azji, ulegnie zmianie jego
samozwańcza rola architekta i strażnika międzynarodowego bezpieczeństwa. Ameryka
będzie musiała postępować o wiele ostrożniej wobec państw zdolnych do uderzenia
odwetowego". Zatem Amerykanie starają się zrobić wszystko, aby Iran nie wzmocnił
się na tyle, by nie można go było wprost zaatakować. Stąd już bowiem prowadzi
bezpośrednia droga do ciągłego zagrożenia dla Izraela i do próby budowy imperium
islamskiego na Bliskim Wschodzie.
Iran ma jednak w obecnej grze kilka atutów. O jednym już wspomniałem – istnieje
przynajmniej kilka europejskich krajów w dużym stopniu uzależnionych od dostaw
irańskiego surowca. Druga rzecz to realna możliwość zamknięcia cieśniny Ormuz,
niezwykle ważnej drogi handlowej dla światowego handlu ropą. Zamknięcie tej
arterii morskiej musiałoby doprowadzić do horrendalnych podwyżek cen paliwa na
całym świecie. Oczywiście USA mają tak wielką przewagę militarną, że są w stanie
szybko odblokować cieśninę. Iran liczy jednak jeszcze na jedną kartę – chodzi o
Chiny.
Żeby dobrze zilustrować zmagania, które się toczą w Azji i na Bliskim
Wschodzie, warto przypomnieć słowa Zbigniewa Brzezińskiego, który jeszcze w
latach dziewięćdziesiątych XX wieku kreślił perspektywę skomplikowanej gry USA
na wielkiej euroazjatyckiej szachownicy. "Potencjalnym najbardziej
niebezpiecznym scenariuszem byłoby powstanie wielkiej koalicji Chin, Rosji i być
może Iranu – pisał Brzeziński – koalicji "antyhegemonistycznej", opartej nie na
ideologii, lecz na dopełniających się historycznych urazach. Przypominałaby ona
swoją skalą i zasięgiem dawny blok sowiecko-chiński, choć tym razem przywódcą
nie byłaby zapewne Rosja, tylko Chiny. Neutralizacja tego niebezpieczeństwa
(…) będzie wymagać od Stanów Zjednoczonych zręcznej gry geostrategicznej na
zachodnim, wschodnim i południowym krańcu Eurazji jednocześnie".
Pekin musi sobie zatem doskonale zdawać sprawę z faktu, że w grze na wielkiej
szachownicy USA chcą również nie dopuścić do odtworzenia potęgi Państwa Środka.
Pekin, mając potężne nadwyżki handlowe i finansowe, stara się wypychać
gospodarczo USA z wielu regionów świata. Chiny zaczęły być bardzo mocno obecne
nie tylko w Azji, ale i w Afryce, Ameryce Południowej (bogata w ropę Wenezuela),
a nawet w Europie. Waszyngton zdaje sobie sprawę, że na dłuższą metę może to
doprowadzić do narodzenia potęgi silniejszej od Ameryki. Niektórzy twierdzą, że
"pomoc" Zachodu dla tzw. rewolucji arabskich była również jakąś próbą
niewpuszczenia Chin na tereny roponośne Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu.
Jeśli tak, to gra o Iran ma fundamentalne znaczenie. Realizacja zapowiedzi
Pekinu o poparciu dla Teheranu może mieć podwójny charakter. Z jednej strony
możemy mówić o finansowym wsparciu dla Iranu, które Chińczycy mogą zapewnić bez
większych problemów, poprzez np. zakup większej ilości ropy od irańskiego
sojusznika. Jeszcze ważniejsze jednak może być wsparcie militarne, o którym mówi
się coraz głośniej. Pomoc ta musiałaby polegać na dostarczeniu Teheranowi
nowoczesnej broni. Nie wiadomo, jak w tej sytuacji zachowa się Rosja.
Prof. Mieczysław Ryba
historyk
Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II
Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu
