IPN sprawdza kim byli zabójcy
Prokuratorzy IPN sprawdzają, czy sprawcy mordu w Bzurach w sierpniu
1941 r. na 20 Polkach narodowości żydowskiej byli opłacanymi współpracownikami
niemieckiej administracji. Instytut dysponuje dokumentami wskazującymi, że
organizatorem pogromów w okolicach Szczuczyna i Łomży mógł być agent gestapo
Mieczysław K.
Sprawa tego mordu posłużyła "Gazecie Wyborczej" do eksplikowania tezy o
seryjnym mordowaniu przez Polaków swoich żydowskich sąsiadów w realiach
wojennych. W trakcie śledztwa prowadzonego przez białostocką prokuraturę IPN w
roku 2009, które dotyczyło zbrodni niemieckiej popełnionej na ośmiu osobach w
miejscowości Świdry – Awissa (gmina Szczuczyn), natrafiono na ślad jej
organizatora Mieczysława K., agenta gestapo, który podczas wojny zadenuncjował
wielu Polaków. Przy okazji tego śledztwa na podstawie badanych dokumentów
prokuratorzy powzięli podejrzenie, że Mieczysław K. ps. "Gienek" mógł jako agent
gestapo, jeszcze przed wojną niemiecko-sowiecką, przygotowywać pogromy w 1941 r.
w kilku miejscowościach w okolicach Szczuczyna i Łomży. Prokuratura
białostockiego IPN od tamtej pory sprawdza wątek udziału w nich agenta "Gienka".
Według ustaleń prokuratorów IPN, Mieczysław K. podczas wojny, w roku 1940,
dopuścił się nadużyć finansowych i z tego powodu uciekł do niemieckiej strefy
okupacyjnej. Gestapo zwerbowało go 30 października 1940 r. do współpracy z
niemieckim wywiadem. Nadano mu fałszywe nazwisko i imię Walter Krause. Instytut
dysponuje oryginalnym dokumentem, potwierdzeniem jego werbunku dokonanego przez
gestapo w Olsztynie. Agent do czasu wojny niemiecko-sowieckiej kilkakrotnie
przekraczał granicę. Przenikał do strefy sowieckiej z zadaniem zbierania
wiadomości szpiegowskich z terenów granicznych, takich jak m.in. Szczuczyn czy
Wąsosz, Radziłów i Jedwabne. Są to miejsca, w których po wkroczeniu na te tereny
wojsk niemieckich dochodzi do pogromów na Żydach. Do współpracy, za pieniądze,
organizuje siatkę niemieckich konfidentów; głównie spośród osób, które miały do
czynienia przed wojną z polskim wymiarem sprawiedliwości, czy rodzin tych,
których bliscy padli ofiarą żydowskich konfidentów Sowietów, wskazujących ludzi
do deportacji na Syberię. Z początkiem wojny niemiecko-sowieckiej w czerwcu 1941
r. Mieczysław K. został przeniesiony przez gestapo w jego rodzinne strony, czyli
w okolice Szczuczyna. Wskazuje gestapo Polaków, również tych narodowości
żydowskiej, których trzeba zlikwidować.
W późniejszych latach wojny gestapo przenosi "Gienka" na Białostocczyznę,
gdzie ten, nieznany w tych stronach, wnika w struktury podziemia i wydaje jego
żołnierzy. Swoją zbrodniczą działalność, sowicie opłacaną, prowadzi niemal przez
całą okupację. Mieczysława K. ostatni raz widziano w roku 1944 w Bydgoszczy,
kiedy ewakuował się razem z wojskami niemieckimi. Od tamtego czasu ślad po nim
zaginął. Białostocki IPN wciąż bada wątek Mieczysława K. i jego udział w
organizacji pogromów. Wprawdzie nie ma dowodów na to, że Mieczysław K. brał
udział w mordzie dokonanym w Bzurach, ale według ustaleń prokuratorów IPN byli
inni współpracownicy Niemców, werbowani przeważnie wśród Polaków z kryminalną
kartoteką. Jak ustalił "Nasz Dziennik", nazwisko jednego ze sprawców zbrodni w
Bzurach powtarza się w aktach sprawy dotyczącej innego pogromu dokonanego na
osobach narodowości żydowskiej w lipcu 1941 r. w Szczuczynie. Czy
współpracownicy Niemców uczestniczyli w organizacji i przeprowadzeniu mordu w
Bzurach – to m.in. ma zamiar ustalić prokuratura IPN.
Z zeznań Stanisława Zalewskiego, jedynego oskarżonego i skazanego po wojnie w
sprawie mordu w Bzurach, wynika, że niemieccy żandarmi z posterunku w
Szczuczynie pytali go o zabójstwo wynajętych z getta do prac polowych 20 Polek
narodowości żydowskiej. Dziwne jest, że chociaż zabójców, a jednocześnie
konwojentów było co najmniej sześciu, o okoliczności zbrodni Niemcy pytali tylko
jednego. Za to, że zamordowano i obrabowano "na własną rękę", żandarm raz
uderzył gumową pałką Zalewskiego. Za taką samowolkę to dziwnie łagodna kara.
Sama wiedza historyczna podpowiada, że gdyby tego samowolnego działania
dopuściły się osoby niezwiązane z niemieckim okupantem, to najpewniej za tę
samowolkę zostałyby one rozstrzelane lub wywiezione do obozu koncentracyjnego.
Białostocki oddział IPN śledztwo w sprawie mordu w Bzurach (gmina Szczuczyn,
woj. podlaskie) rozpoczął dwa tygodnie temu. Określone jest ono mianem zbrodni
nazistowskiej będącej nadto zbrodnią wojenną. "Miała ona polegać na dokonaniu w
sierpniu 1941 roku w lesie położonym w rejonie wsi Bzury, przez obywateli
polskich mieszkańców wsi Bzury, idących na rękę funkcjonariuszom niemieckiego
aparatu okupacyjnego, zabójstw 20 kobiet narodowości żydowskiej" – czytamy w
komunikacie zamieszczonym na stronie internetowej IPN. – Aktualnie niniejsze
śledztwo jest na etapie zbierania materiału dowodowego dokumentującego tę
zbrodnię – mówi Tomasz Danilecki, rzecznik białostockiego IPN. – Prokuratorzy
chcą m.in. ustalić sprawców, którzy po wojnie nie byli za tę zbrodnię osądzeni,
oraz personalia zamordowanych osób – dodaje. Po wojnie osądzono jedynie jednego
ze sprawców. Został skazany na więzienie. Zmarł w 1957 roku. W latach 60.
ubiegłego wieku sprawą zajmowała się też Okręgowa Komisja Badania Zbrodni
przeciwko Narodowi Polskiemu.
Adam Białous Białystok
