In vitro wywołuje schorzenia genetyczne

Z prof. Aliną Midro, kierownikiem Zakładu Genetyki Klinicznej Uniwersytetu
Medycznego w Białymstoku, rozmawia Mariusz Bober

Podczas rozpoczynającej się w nadchodzący piątek międzynarodowej konferencji
naukowej w Białymstoku poświęconej godności życia wygłosi Pani referat na temat
zaburzeń genetycznych u dzieci, które przyszły na świat w wyniku procedury in
vitro. Jak dochodzi do powstawania tych chorób?

– Sama się zdziwiłam, gdy odkryłam, że te zespoły chorobowe, które znalazły się
w centrum mojego zainteresowania, występują także w wyniku procedury in vitro.
Są one wywoływane przez zmiany aktywności genów, które są wyłączane w zależności
od tego, czy geny są dziedziczone po ojcu czy po matce. Okazuje się, że w czasie
powstawania komórek rozrodczych w zależności od tego, czy są to komórki męskie,
czy żeńskie, następuje zmiana tzw. piętnowania genów, które w efekcie nie będą
aktywowane w okresie rozwoju danego organizmu. Ten właśnie proces zachodzi we
wczesnym okresie rozwojowym człowieka. Zaburza go m.in. hiperstymulacja
jajników, która jest jednym z elementów procedury in vitro.

Czy badania kliniczne potwierdzają zależność między procedurą in vitro a
częstością wad genetycznych u dzieci?

– Tak. Jednym z przykładów jest zwiększona częstość urodzeń dzieci z niską masą
ciała, która może być jednym z objawów różnych zespołów schorzeń genetycznych.
Problem jest jednak trudny do diagnozowania klinicznego wobec kilkunastu tysięcy
znanych zespołów genetycznych. Weryfikacja diagnozy klinicznej wymaga
zastosowania różnych testów genetycznych dostosowanych do rozpoznania. Są one
bardzo drogie, w przypadku rzadkich schorzeń nie zawsze dostępne. Występują
jednak wady genetyczne typowe dla narodów słowiańskich. Testy na ich
występowanie wykonujemy akurat w Polsce, i są one stosunkowo tanie. Ale wiele z
nich trzeba wykonywać za granicą, co podnosi koszty. Dlatego potrzebne byłoby
stworzenie międzynarodowej sieci współpracujących placówek, które wykonywałyby
testy genetyczne także polskim dzieciom.

Czy in vitro zwiększa ryzyko przeniesienia na dziecko niepłodności, którą
dotknięci byli rodzice?

– Tak, w efekcie nawet jeśli dojdzie do poczęcia dziecka, to jeśli niepłodność
rodzica jest genetyczna, może przenieść się na dziecko. Mam pacjentów
niepłodnych, którzy cierpią np. na zespół Kallmana [schorzenie genetyczne
charakteryzujące się m.in. zaburzeniami rozwoju płciowego – red.], czy też z
mikrodelecją [utrata małego fragmentu chromosomu – red.] chromosomu Y obejmującą
regiony (zwłaszcza AZF – z ang. azoospermia factor) zawierające geny zawiadujące
procesami spermatogenezy i związane z wytwarzaniem plemników, które mogą być
przenoszone na dzieci, jeśli są poczęte za pomocą metody in vitro.

Możemy zdefiniować inne – oprócz zaburzenia procesu piętnowania – przyczyny
wywołujące schorzenia genetyczne?

– Schorzenia mogą być również skutkiem tzw. mutacji patologicznych, które
dotyczą zaburzeń sekwencji DNA, i to jest inna grupa schorzeń niż ta, o której
chcę mówić na konferencji. Są również zaburzenia rozchodzenia się chromosomów
powstające w wyniku in vitro, ponieważ chromosomy komórki podczas jej podziału
nie zawsze przenoszą się w sposób prawidłowy z pokolenia na pokolenie. To
powoduje poronienia samoistne u 10-15 proc. kobiet w normalnej populacji, u
których nie wykryto żadnych obciążeń genetycznych. Po zastosowaniu procedur in
vitro procent poronień samoistnych i ciąż obumarłych jest znacznie większy… Po
in vitro częściej dochodzi też do poronień uwarunkowanych zaburzeniami
chromosomowymi. Jednak w swoim referacie skupię się głównie na zaburzeniach
procesu piętnowania genów, a w mniejszym stopniu na zaburzeniach powstałych w
wyniku zmian chromosomowych.

Jakie wady genetyczne u dzieci poczętych w efekcie in vitro występują
najczęściej?

– W piśmiennictwie fachowym są bardzo różne dane na ten temat. Sama nie
przeprowadzałam takich badań, dlatego nie mogę mieć własnego zdania co do ich
wiarygodności. Czytałam, że zespół Beckwitha-Wiedemanna [schorzenie genetyczne
charakteryzujące się m.in. dużą masą, połowiczym przerostem ciała dziecka, a
szczególnie przerostem języka oraz przepukliną pępowinową – red.] występuje w
populacji dzieci poczętych w sposób naturalny raz na 13 tys., a wśród dzieci
urodzonych w wyniku in vitro 10 razy częściej; z duńskich danych wynika, że
nawet w stosunku 1:1370. To już sugeruje, że procedura ta może znacznie
zwiększać ryzyko wystąpienia tego schorzenia. Niską masą ciała i niskim wzrostem
charakteryzuje się zaś zespól Silvera-Rusella – inne schorzenie epigenetyczne
tego samego regionu piętnowania jak w przypadku Beckwitha-Wiedemanna. O
zwiększonej częstości występowania tego zespołu po procedurze in vitro donoszono
ze Szwecji i z Francji. Ponadto często dochodzi do zaburzenia piętna
genetycznego na chromosomie 7., gdzie znajduje się tzw. gen gramatyki. Ale
ujawnia się to dopiero, gdy dziecko idzie do szkoły i okazuje się, że ma
dysleksję. Bywa, że zaburzenia piętna ujawniają się w wieku 40 czy 50 lat, gdy
osoby z takimi uszkodzeniami genetycznymi chorują na nowotwory czy schorzenia w
zakresie ośrodkowego układu nerwowego. Między innymi dlatego trudno jest podać
dokładne dane na temat wszystkich wad wywołanych przez in vitro, zwłaszcza że
określone schorzenia są wywoływane także przez inne czynniki, również u osób
poczętych w sposób naturalny. Nie ma jednak wątpliwości, że procedura ta zakłóca
proces piętnowania genetycznego. Mamy na to dowody m.in. z badań
przeprowadzonych na zwierzętach. Nie ma też wątpliwości, że sztuczne
zapłodnienie częściej wywołuje schorzenia genetyczne tej grupy. Dlatego nie
można po prostu bezrefleksyjnie proponować in vitro tylko dlatego, że "każdy
chce mieć swoje dziecko".

To paradoksalna sytuacja, biorąc pod uwagę, że w trakcie tej procedury
stosuje się selekcję embrionów i "programowanie ich" pod kątem odporności, a
niekiedy jej braku, na różne choroby…

– Niestety tak. Jeżeli do komórki jajowej na siłę "wpycha" się plemnik, nie
wiedząc, czy jest uszkodzony, czy nie, czy jest dostatecznie przeprogramowany na
poziomie genomu do celów prokreacyjnych, to od razu naraża się poczęte w ten
sposób dziecko na wystąpienie schorzeń genetycznych. Bowiem selekcji, i to pod
kątem jedynie wybranych cech lub chęci wyeliminowania określonych chorób (co nie
oznacza, że eliminuje się inne, które mogą ewentualnie wystąpić), dokonuje się
dopiero na etapie wytworzonych embrionów. Hipokryzją jest twierdzić, że in vitro
jest formą leczenia, gdy tak naprawdę za pomocą selekcji prenatalnej usiłuje się
wyeliminować różne schorzenia genetyczne. Ma to charakter postępowania
eugenicznego w imię szczytnych założeń działania dla dobra ludzkości. W tej
formie postawa eugeniczna wyraża się jako działanie przeciwdziałające cierpieniu
człowieka za wszelką cenę, także odbierania życia najsłabszym istotom ludzkim
przed ich urodzeniem. Przecież, uczciwie mówiąc, z połączenia ludzkiego plemnika
z ludzką komórką jajową może się urodzić tylko i wyłącznie człowiek. Zapominamy
o tym nawet my, lekarze. W niedawno wydanej książce mojego autorstwa pt.
"Istnieć, żyć i być kochanym" opisałam przykład matki, która zwróciła się do
poradni z dzieckiem z zespołem Downa i usłyszała tam od lekarza: "czemu nie
zrobiła pani sobie wcześniej badań prenatalnych?" – co w domyśle oznacza –
"czemu nie dokonała pani aborcji?".
Zwiększona częstość występowania wybranych schorzeń genetycznych u dzieci
poczętych w wyniku in vitro zmusza do refleksji. Jestem przeciwna opłacaniu z
NFZ procedury, która jest droga, mało efektywna i może powodować występowanie
schorzeń genetycznych niekoniecznie widocznych tuż po urodzeniu dziecka. A
przecież można też pomyśleć o dzieciach, które czekają na rodziców w ośrodkach
adopcyjnych, dzieciach niechcianych czy porzuconych z różnych powodów.

Czy wiedza o związku pomiędzy in vitro a wadami genetycznymi jest powszechna
w środowisku medycznym, czy raczej jest ukrywana?

– Może nie jest ukrywana, ale nie jest popularyzowana. Ponadto w Polsce jest
wciąż za mało genetyków. W dodatku ze względów finansowych mamy problemy nawet
ze szkoleniem studentów w tym kierunku.

Skoro in vitro ma zgubne konsekwencje dla zdrowia dzieci, to można oczekiwać,
że świadomi tych skutków lekarze podejmą nowe działania na rzecz delegalizacji
tej procedury?

– Alternatywą dla in vitro w przypadku pewnych zaburzeń jest naprotechnologia,
choć wymaga ona wysiłku i poszukiwania rzeczywistych przyczyn niepłodności.
Osobom, których niepłodność wynika z wad genetycznych, może pomóc także
genetyka. Leczenie z jej wykorzystaniem w przyszłości będzie polegało na
wzmacnianiu tych szlaków sygnałowych białek, których produkcja jest zaburzona
zmienioną informacją w genach wymagających wsparcia. Obecnie osiągamy wspaniałe
efekty leczenia podobną metodą białaczki szpiku kostnego. Jestem również
optymistką w zakresie leczenia tą metodą pewnych objawów wchodzących w skład
zespołu Downa. Osoby, u których podejrzewa się wystąpienie wad genetycznych,
powinny skorzystać z pomocy poradni genetycznych. Jest ich ponad 30, działają w
każdym mieście akademickim.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj