ICAO może zrewidować MAK

Rada Międzynarodowej Organizacji Lotnictwa Cywilnego (ICAO) może
zweryfikować Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK) pod kątem zamieszczenia na
jego stronie internetowej dokumentacji sekcyjnej gen. Andrzeja Błasika. Takiej
możliwości nie przewiduje w ogóle załącznik 13 do konwencji chicagowskiej,
według którego miało przebiegać badanie przyczyn katastrofy smoleńskiej.

Analiza sądowo-lekarska z autopsji ciała dowódcy Sił Powietrznych została
umieszczona na stronie internetowej rosyjskiej komisji w jednym z załączników do
raportu końcowego MAK. Andrzej Błasik określany jest jako "niezidentyfikowany
mężczyzna" lub "trup nr 4".
– W raporcie końcowym powinno być ujęte tylko to, co dotyczy okoliczności i
przyczyn wypadku – mówi w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" prof. Marek Żylicz,
ekspert międzynarodowego prawa lotniczego, członek Państwowej Komisji Badania
Wypadków Lotniczych. – Kwestia badania zawartości alkoholu niekoniecznie stanowi
okoliczność i przyczynę wypadku. W związku z tym niewłaściwe było poruszenie tej
sprawy w raporcie – dodaje. Wariantu upublicznienia dokumentacji sekcyjnej nie
przewiduje w ogóle załącznik 13 do konwencji chicagowskiej, według którego miało
przebiegać badanie przez MAK przyczyn katastrofy smoleńskiej. Jak czytamy w
rozdziale 5 aneksu pt. "Badanie", państwo prowadzące badanie wypadku organizuje
badania medyczne członków załogi, pasażerów i personelu związanych ze
zdarzeniem, ale medyczne lub prywatne informacje, dotyczące osób uczestniczących
w wypadku, może udostępnić "tylko w tych przypadkach, kiedy odpowiednie władze
danego państwa, odpowiedzialne za wymiar sprawiedliwości, ustanowią, że ich
ujawnienie jest ważniejsze niż negatywne skutki, które mogą wyniknąć z takiego
działania bezpośrednio dla kraju oraz w skali międzynarodowej, jak również dla
danego lub przyszłych badań". Rosjanie złamali ten przepis. Publikacja
dokumentacji sekcyjnej gen. Błasika na stronie internetowej rosyjskiej komisji
to tylko jeden z przykładów łamania procedur aneksu 13. Konwencja chicagowska,
która reguluje zasady międzynarodowego ruchu lotniczego, w załączniku 13
ustanawia zasadę, że państwo-właściciel samolotu ma prawo w przypadku różnic
zdań co do treści raportu końcowego wezwać państwo badające katastrofę do
uzgodnienia wspólnego stanowiska. Do tego nie doszło. Tych uchybień ze strony
MAK jest więcej, jak choćby takie, że polski akredytowany i jego doradcy nie
mieli dostępu do wszystkich badań i dokumentacji. Jak zaznacza prof. Żylicz,
polski rząd nie może być związany ustaleniami i wnioskami dokumentu
sporządzonego przez MAK z naruszeniem aneksu 13. Co zatem może zrobić strona
polska? Może, a nawet powinna starać się o uregulowanie niewyjaśnionych kwestii
na szczeblu rządowym. Rząd może zabiegać o to, by Rosjanie uzupełnili dokument
MAK. Możliwe jest na przykład uzupełnienie raportu przez to, że rząd rosyjski
nakaże to MAK. Tak samo rząd Federacji Rosyjskiej może nam dostarczyć pewne
dane, ale nie poprzez MAK, co jednak działoby się poza przepisami konwencji
chicagowskiej. Jeżeli uzgodnienia nie będą możliwe w drodze rozmów
międzyrządowych, możemy zwrócić się do ICAO, ale jedynie w zakresie
prawidłowości zastosowania przez komisję rosyjską procedur określonych w
konwencji chicagowskiej. – Jeżeli zwrócimy się i zapytamy Radę ICAO, czy
słusznie Rosjanie interpretują aneks 13, to rada nie będzie mogła odmówić
zajęcia się tą sprawą – tłumaczy prof. Żylicz.

To zależy od rządu

Pod koniec stycznia Stowarzyszenie Rodzin Katyń 2010 zwróciło się z prośbą o
interwencję rządu polskiego u odpowiednich władz Federacji Rosyjskiej w sprawie
zamieszczonej na stronach internetowych MAK ekspertyzy sądowo-lekarskiej gen.
Andrzeja Błasika. "Pragniemy zwrócić uwagę, że poza aspektami etyczno-moralnymi
publikacja ta stanowi naruszenie tajemnicy lekarskiej i ochrony dóbr osobistych
według prawa polskiego i Unii Europejskiej. Publikowanie dokumentów medycznych
bez zgody osoby, której dotyczą, lub jej spadkobierców, tak jak w przypadku gen.
Błasika, jest karygodne w prawodawstwie każdego kraju. Mimo że MAK jest
instytucją rosyjską, publikacja dotyczy polskiego obywatela i jego rodziny
mieszkającej na terenie Rzeczypospolitej Polskiej, której praw i dóbr państwo
polskie zobowiązane jest bronić" – czytamy w liście otwartym Stowarzyszenia
skierowanym do Donalda Tuska. Na odpowiedź kancelaria premiera ma sześć tygodni.
– Oczekuję pozytywnej odpowiedzi rządu i spodziewam się też jego działań
zakończonych pozytywnym efektem. Podanie do publicznej wiadomości protokołu
sekcji medycznej jest tak karygodnym i tak bezdyskusyjnym złamaniem
obowiązującego prawa, że chyba inaczej trudno do tego podejść – mówi w rozmowie
z "Naszym Dziennikiem" Zuzanna Kurtyka, wdowa po Januszu Kurtyce, prezesie
Instytutu Pamięci Narodowej. Według Bartosza Kownackiego, pełnomocnika Ewy
Błasik oraz pięciu innych rodzin ofiar, informacje, "których często nie mają sił
ani odwagi czytać rodziny zmarłych", nie powinny być znane nikomu poza wąską
grupą specjalistów zajmujących się badaniem sprawy. – Nie było i nie ma podstaw
faktycznych ani prawnych, aby ujawnić te dokumenty. Państwo polskie powinno
robić wszystko, by chronić rodziny ofiar przed ich upublicznieniem – uważa
adwokat. Jak zauważa, publikacja tych dokumentów to naruszenie kodeksu karnego,
a konkretnie artykułu 231 traktującego o naruszeniu uprawnień przez
funkcjonariusza publicznego interesu publicznego lub prywatnego. Co może w tej
konkretnej sytuacji zrobić rodzina gen. Błasika? Jak tłumaczy prof. Żylicz,
pełnomocnicy rodzin mogą występować do polskiego rządu ze swoimi uwagami,
wskazując na konkretne naruszenie przez Rosjan załącznika 13 konwencji z 1944
roku. Nie mogą jednak w tej sprawie wystąpić bezpośrednio do ICAO. Takiej
procedury odwołań ze strony rodzin ofiar nie przewiduje załącznik 13 konwencji z
Chicago.

Nie uznajemy raportu

Zdaniem dr. hab. Karola Karskiego, posła PiS, specjalisty z zakresu prawa
międzynarodowego, ICAO nie będzie się angażowała w działania MAK związane z
katastrofą smoleńską, gdyż jest to poza jej kompetencjami. – ICAO to organizacja
międzynarodowa lotnictwa cywilnego, która już stwierdziła, że katastrofa z 10
kwietnia była katastrofą państwowego statku powietrznego. Poza tym trzeba też
pamiętać o tym, że stałym członkiem ICAO jest Rosja, a ona już zadba o to, by
takie stanowisko tej instytucji zostało utrzymane – zauważa Karski. Jak jednak
zaznacza prof. Żylicz, ICAO rzeczywiście "z zasady" nie zajmuje się sprawami
samolotów państwowych. Ale niezależnie od tego, na mocy konwencji, której stroną
jest i Polska, i Rosja, Rada ICAO jest zobowiązana rozpatrzyć każdą sprawę
dotyczącą interpretacji konwencji i jej aneksów. Kontrolę przeprowadza grupa
ekspertów z USOAP (ang. Universal Safety Oversight Audit Program), organu ICAO.
Gremium to bada wszystkie aspekty dotyczące bezpieczeństwa żeglugi powietrznej,
a więc: kwestie legislacji, organizacji kontroli ruchu i urządzenia lotnisk, a
także organizację badania wypadków. Profesor Żylicz twierdzi, że końcowym
efektem takiej kontroli jest zawsze postawienie konkretnych wniosków. Mogą one
zawierać aprobatę lub też wskazania co do zastosowania korekty działań danej
instytucji. Prawo to dotyczy Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego, który jest
instytucją uznawaną przez ICAO. Eksperci podkreślają, że jeśli chodzi o
możliwość zastosowania procedur odwoławczych, to nie można byłoby ich stosować w
zakresie rezultatów badania katastrofy smoleńskiej, a jedynie w zakresie
prawidłowości zastosowania procedur określonych w konwencji chicagowskiej. Do
ICAO można by się więc odwołać tylko w tej kwestii, czy MAK nie naruszył
konkretnych przepisów załącznika 13 zastosowanych do procedowania tego wypadku.
ICAO nie może jednak podważyć treści samego raportu, tylko stwierdzić, że MAK
naruszył kolejne procedury tego załącznika. Nie mogłaby więc weryfikować tego
dokumentu merytorycznie ani wydać raportu zastępczego. ICAO nie może też nałożyć
na rosyjską komisję żadnej kary grzywny czy też zakazać jej działania. Jak
zaznacza prof. Żylicz, ICAO ze względu na uwagi strony polskiej może jednak
zrewidować swoją ocenę MAK, posługując się własnymi wewnętrznymi przepisami,
ustalanymi przez USOAP. W ocenie eksperta, gdyby ICAO orzekła, że nastąpiło
złamanie konkretnych zapisów konwencji, MAK mógłby utracić opinię instytucji
bezstronnej, co miałoby ujemny wpływ na reputację i przyszłe działanie komisji
rosyjskiej. To oczywiście pociągnęłoby za sobą skutki finansowe. ICAO może też
dokonać oceny kwalifikacji MAK jako instytucji powoływanej do badania wypadków
lotniczych. Według prof. Żylicza, ICAO nie musi uzależniać swojego stanowiska od
tego, czy MAK raport przysłał, czy też nie. – Raport został upubliczniony,
wnioski ogłoszone przez Anodinę doszły do światowych mediów. To nam daje
podstawę do reagowania na jego tezy – tłumaczy ekspert. – Jeżeli MAK chce
zastosować się do aneksu 13, to powinien przekazać raport do ICAO – tłumaczy
Żylicz. Jeśli to jednak nie nastąpi, ICAO nie ma możliwości wprowadzenia żadnych
sankcji wobec MAK, może to jedynie odnotować. – My nie uznajemy tego raportu.
Możemy zareagować na to, co Rosjanie już zrobili, że naruszyli aneks 13, który
mieli zastosować zgodnie z porozumieniem z Polską. Raport przygotowali
nierzetelnie, stronniczo i podali to do publicznej wiadomości. To daje podstawy
do naszej reakcji, jeśli to nie pomoże, nasz rząd może zwrócić się do ICAO. Nie
obligują go tu żadne ramy czasowe – ocenia Żylicz. Jaka będzie decyzja rządu
Donalda Tuska w tej sprawie? Z pytaniem zwróciliśmy się do Kancelarii Prezesa
Rady Ministrów – czekamy na odpowiedź.
 

Anna Ambroziak

drukuj