Gra toczy się o dużą stawkę

Z dr. n. med. Szczepanem Coftą, naczelnym lekarzem Szpitala Klinicznego Przemienienia Pańskiego Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, prezesem poznańskiego oddziału Stowarzyszenia Lekarzy Katolickich, rozmawia Mariusz Kamieniecki



Wyjazdy sponsorowane dla lekarzy, które organizują firmy farmaceutyczne, to proceder na dużą skalę?

– Tego typu wyjazdy były nieco szerszą praktyką przed kilkoma laty. Zasadniczo dziś, jeśli się odbywają, stanowią margines, a środowisko medyczne, być może w części nieco ze strachu, jest rozważniejsze przy podejmowaniu decyzji o ewentualnym udziale w takich przedsięwzięciach. Jeśli rzeczywiście takie praktyki nadal mają miejsce, to przecież łatwo byłoby je odkryć i ukazać jako praktykę naganną.

Podróże w ramach tzw. szkoleń mają jednak miejsce…

– Praktyką są wyjazdy sponsorowane na międzynarodowe konferencje medyczne. Akceptację co do udziału w nich regulują przepisy wewnętrzne samorządu lekarskiego. Lekarz nie ma prawa zgodzić się na wyjazd, w którym wiodącym wątkiem byłby aspekt pozamerytoryczny, pozazawodowy, także związany z nadmiernymi przejawami gościnności. Wydaje się, że można dopuścić do wyjazdu zagranicznego osobę przedstawiającą na nim pracę naukową, o ile nie wiąże się to z jakimkolwiek zobowiązaniem w stosunku do firmy, także wypisywania pacjentom jej leków. Jako lekarze powinniśmy zachować w tym względzie roztropność. Z drugiej strony trzeba przyznać, że brak wsparcia firm oferujących udział w międzynarodowych konferencjach spowodowałby zasadniczo nieobecność polskich naukowców i lekarzy w gremiach, które udostępniają zdobycze medycyny. Nie tuszuje to jednak problemu, że nie tylko lekarze, ale cała służba zdrowia znajduje się w ogniu bezwzględnej batalii firm farmaceutycznych o wpływy. Stawką są miliardy złotych przeznaczanych na leki i wyroby medyczne. To nic innego, lecz właśnie wydatki na leki są w stanie w najbliższych latach rozsadzać polski system opieki zdrowotnej, tak jak dzieje się to w innych, nawet najbogatszych krajach.

W jaki sposób dystrybutorzy leków docierają do lekarzy?

– Wizyty, np. w szpitalu, regulują przepisy wewnętrzne wynikające z ministerialnego rozporządzenia. Wizytujący nie może przeszkadzać w pracy, a spotkanie – po zgłoszeniu dyrekcji – powinno odbywać się poza godzinami pracy. Nie jest jednak tajemnicą, że tylko w niewielkiej części placówek medycznych przepisy te są przestrzegane. Z jednej strony dlatego, że ich ukształtowanie nie wydaje się realnie przystawać do rzeczywistości, a z drugiej dlatego, że walka toczy się o dużą stawkę. Nic jednak nie zmieni faktu, że to zawsze lekarz – swoją osobistą decyzją – decyduje i będzie decydował o przepisaniu leku.

Na czym polega strategia firm farmaceutycznych, które zachęcają lekarzy do wypisywania swoich leków, a nie innych?

– Jako lekarze w dużej mierze jesteśmy chyba już nieco bardziej odporni na sztuczki marketingowe. Z pewnymi podstępami spotykamy się przecież już od lat. Trudniej jest, gdy mamy do czynienia z wpływem, który dokonuje się w sferze podświadomości, przy wykorzystaniu technik marketingowych. Stąd reklama leków, która zasadniczo powinna być tylko informacją, jest coraz trudniejsza. Nie zazdroszczę promującym leki, gdyż jest to praca coraz bardziej niewdzięczna.

Czy firmy proponują jakieś upominki?

– Lekarz ma prawo przyjąć przedmiot o niewielkiej i symbolicznej wartości. Przyjmując go, nie może jednak zaciągać zobowiązań wobec firmy, np. co do przepisywania leków.

Gdzie w tym wszystkim jest etyka lekarska?

– Wybór zawsze dokonuje się aktem ludzkiego czynu. Przepisy muszą pomagać dążyć ku dobru i stąd ważna pewnie będzie ich weryfikacja. Przykładem może być postulat zgłaszania wszelkich wyjazdów sponsorowanych samorządowi lekarskiemu. Jak jednak w każdej ludzkiej sferze wyborów ważne jest sumienie. Warto też dbać o tworzenie prawa, które pomoże w dokonywaniu prawych i bezstronnych wyborów. Zwłaszcza gdy w grę wchodzi wydawanie publicznych pieniędzy.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj