Golgota Wschodu – zapomniane i zakłamane ludobójstwo

Rozmowa z dr. Grzegorzem Jędrejkiem,
prawnikiem, pracownikiem naukowym
Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego

Co oznacza termin „Golgota Wschodu”?
– Twórcą pojęcia „Golgoty Wschodu” jest Papież Jan Paweł II. Ojciec Święty, jak wielokrotnie podkreślał w swoich dziełach, doświadczył podobnie jak jego rodacy dwóch totalitaryzmów: nazistowskiego i komunistycznego. Wbrew pozorom oba miały wiele cech wspólnych. Przede wszystkim stanowiły nową „religię”, która w przeciwieństwie do chrześcijaństwa była religią nienawiści. Nienawiść ta była ukierunkowana na tzw. podludzi w systemie nazistowskim i tzw. wrogów ludu w systemie komunistycznym. Polaków zaliczono do obu tych grup. Byli Słowianami, czyli w rozumieniu nazistów podludźmi, jak również nie przejawiali entuzjazmu wobec ideologii komunistycznej. W pewnym uproszczeniu Golgota Wschodu oznacza zatem eksterminację naszego Narodu dokonaną na ziemiach wschodnich po 17 września 1939 roku. Można powiedzieć, że Golgota Wschodu jest lustrzanym odbiciem Golgoty Zachodu. Nie należy także zapominać, że Golgota Wschodu obejmuje także zbrodnie popełnione na Polakach przez nacjonalistów ukraińskich i litewskich.
Czy możemy mówić o podłożu ideologicznym Golgoty Wschodu?
– Ideologia komunistyczna narodziła się w XIX stuleciu. Marks i Engels podali gotową receptę na szczęście doczesne. Receptę taką miała stanowić dyktatura proletariatu. Uznano, że należy zlikwidować własność prywatną, religia jako „opium dla ludu” miała zostać sprowadzona do roli, jaką odgrywały starożytne mity. Państwem, w którym ideologia komunistyczna padła na podatny grunt, była skorumpowana, źle zarządzana, biedna Rosja. Hasła rewolucji przejęli tzw. zawodowi rewolucjoniści, jak Lenin, Stalin, Trocki i inni. Dość szybko okazało się, że obowiązuje zasada „cel uświęca środki”. W celu zdobycia i utrzymania władzy powstał aparat terroru, którego ofiarą padło kilkadziesiąt milionów mieszkańców Rosji. Za przeciwników państwa sowieckiego uznano Polaków. Bolszewicy nie mogli zapomnieć roku 1920, kiedy to Polacy nie tylko nie chcieli wziąć udziału w rewolucji światowej, ale kosztem ogromnej daniny krwi ją uniemożliwili. Polska w 1920 r. stanęła na drodze Leninowi, a w 1939 r. Stalinowi i Hitlerowi. Cena, jaką przyszło zapłacić za taką postawę, była straszliwa. Zagrożony został byt biologiczny naszego Narodu.

Czy znamy liczbę ofiar Golgoty Wschodu?
– Nadal nie dysponujemy bilansem strat zarówno osobowych, jak i materialnych, jakie poniosła Polska na Wschodzie. Należy podkreślić, że bilans taki w odniesieniu do zbrodni nazistowskich został sporządzony w 1947 roku. Nadal trwają zakrojone na szeroką skalę badania, które mają ukazać straty, jakie w wyniku okupacji hitlerowskiej poniosły polskie miasta. W odniesieniu do Golgoty Wschodu panuje niezrozumiałe milczenie. Przedstawione dane mają charakter szacunkowy. I tak ocenia się, że w latach 1940-1941 deportowanych w głąb Związku Sowieckiego zostało ok. 2 mln Polaków, z których większość zginęła. Trudne do uchwycenia są szkody, jakie ponieśli Polacy po powrocie z „nieludzkiej ziemi”. Z całą pewnością znaczna ich część stała się inwalidami. Wielu nabawiło się chorób psychicznych, uniemożliwiających prawidłowe funkcjonowanie w społeczeństwie. Szacuje się, że 50 proc. ofiar obozów koncentracyjnych przedwcześnie zmarło. Z całą pewnością co najmniej taki odsetek więźniów obozów sowieckich zakończył przedwcześnie życie. Trudne do wyliczenia są także straty materialne. Przede wszystkim każda z deportowanych osób musiała zostawić swój, często gromadzony przez pokolenia, dobytek.
Najbardziej znaną cząstką Golgoty Wschodu jest zbrodnia katyńska…
– Jest to zbrodnia wyjątkowa pod wieloma względami. Ksiądz prałat Zdzisław Peszkowski w uregulowaniu sprawy Katynia widzi klucz do rozstrzygnięcia wszystkich zbrodni komunistycznych. Nie budzi wątpliwości precedensowy charakter zbrodni. Została ona wykonana na polecenie najwyższych władz państwa sowieckiego. Na dokumencie z 5 marca 1940 r. widnieją podpisy najważniejszych osób w państwie sowieckim: Stalina, Berii, Woroszyłowa, Mołotowa i Mikojana oraz Kalinina i Kaganowicza. Nie ma wątpliwości, że w dziejach świata nie ma zbrodni, która objęłaby tak duży odsetek kadry oficerskiej danego państwa. Katyń stanowi tragiczne wydarzenie w dziejach Polski, które na trwałe znalazło miejsce w historii powszechnej. Zbrodnią zajmowały się parlamenty wielu państw, w tym Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Do dziś żaden trybunał nie stwierdził, że była to zbrodnia ludobójstwa.

Czy istnieją jeszcze „białe plamy” dotyczące Golgoty Wschodu?
– Problematyka Golgoty Wschodu od samego początku związana jest z zakłamaniem, a także zapomnieniem. Historiografia polska od zakończenia II wojny światowej aż do 1989 r. przemilczała albo też całkowicie zakłamywała prawdę o stosunkach polsko-sowieckich. Wydaje się, że pomimo podjętych w III Rzeczypospolitej prób, nadal funkcjonuje stan „półprawd” dotyczących ludobójstwa dokonanego na Wschodzie. Należy mieć nadzieję, że w szczególności IPN w sposób bardziej widoczny niż dotychczas będzie przyczyniał się do zmiany istniejącej sytuacji.

Wielu historyków podkreśla, że nie można stawiać na jednej szali zbrodni nazistowskich i komunistycznych…
– W licznych kręgach opiniotwórczych w Polsce i nie tylko, dużą popularnością cieszy się teza, że ludobójstwo komunistyczne było bardziej „humanitarne” od ludobójstwa faszystowskiego. Podkreśla się przy tym, że w systemie niemieckim obowiązująca rygorystycznie doktryna rasistowska wykluczała jakiekolwiek „ułaskawienie” rasy uznanej za niższą. W dalszej perspektywie czasowej nie było zatem możliwości ocalenia. W przypadku totalitaryzmu komunistycznego opowiedzenie się po stronie władz miało dawać szansę na przeżycie. Jest to bardzo mylna perspektywa. Nie można zgodzić się z tezą, że Sowieci mordowali tylko przeciwników ideologicznych. Jeżeli tak, to takim przeciwnikiem były całe narody, w tym także Naród Polski. Czy ktoś pytał deportowanych Polaków o poglądy polityczne? Do decyzji o wywózce, która często była równoznaczna z wyrokiem śmierci, wystarczyło, że dana osoba była Polakiem lub nosiła polsko brzmiące nazwisko. Czy z przyczyn ideologicznych w 1929 r. zesłano do łagrów wszystkich historyków i językoznawców, a w 1930 r. wymyślono fikcyjną „Partię Przemysłową” i do gułagów zesłano 200 tysięcy urojonych członków urojonej partii? Możemy stwierdzić, że totalitaryzm komunistyczny był bardziej niebezpieczny od hitlerowskiego. Ten pierwszy skazywał bowiem na wyroki śmierci nie tylko w oparciu o kryterium narodowe, ale także z racji wykonywania danego zawodu. Często brak było w ogóle przyczyny, dla której dana osoba skazana została na śmierć.

Czy prawdziwa jest teza, że ofiary terroru komunistycznego miały większe szanse na przeżycie niż ofiary terroru nazistowskiego?
– W państwie, w którym panował totalny chaos, jedynym sprawnie działającym mechanizmem były struktury NKWD. Doprowadziły one do perfekcji „techniczną stronę” mordowania Polaków. Oprawcy stalinowscy byli w tej mierze bardziej skuteczni od Niemców. Dlatego też każdy, kto stanął na miejscu egzekucji, nie mógł wyjść żywy. Słyszeliśmy natomiast o wielu, którzy przeżyli miejsca kaźni hitlerowskiej. I tak np. możemy przeczytać, że w położonych kilkanaście kilometrów od Wilna Ponarach zostało zamordowanych ponad 100 tys. Żydów i Polaków. Pod zabitymi, zrzucanymi do ogromnych dołów, uratowało swoje życie kilka osób. Taka sytuacja była niemożliwa w Katyniu. Nikt, kto stanął przed swoim sowieckim oprawcą, nie mógł przeżyć. Warto przy tym pamiętać, że w Katyniu zginęli żołnierze, często młodzi ludzie, którzy z pewnością stawiali opór. Nie mieli oni jednak żadnych szans w walce z perfekcyjnie zorganizowaną machiną śmierci.
Jakie są źródła pobłażliwego traktowania przez Zachód zbrodni komunistycznych?
– Możemy wyróżnić kilka przyczyn takiej postawy, której wyrazem jest chociażby opór w potępieniu tych zbrodni, z którym spotykamy się w gremiach unijnych. Przede wszystkim państwa Europy Zachodniej nie doświadczyły same prawdy o sowieckim ludobójstwie, gdyż Polacy w 1920 r. powstrzymali ofensywę rewolucji proletariackiej. Inaczej jest ze zbrodniami nazistowskimi, które dotknęły większość państw europejskich. Po drugie, zbrodnie stalinowskie nie zostały nigdy osądzone. W Norymberdze przedstawiony został czytelny dwubiegunowy podział świata; z jednej strony Niemcy i ich sprzymierzeńcy, odpowiedzialni za ludobójstwo, a z drugiej walcząca o pokój reszta świata, której istotnym elementem był Związek Sowiecki. Taka nieprawdziwa perspektywa nigdy nie została zweryfikowana w skali światowej. Jest to jedna z przyczyn, dla których ideologia komunistyczna ma nadal miliony swoich zwolenników.

Jak Pan odbiera uchwałę Sejmu o zgłoszenie księdza prałata Zdzisława Peszkowskiego do Pokojowej Nagrody Nobla?
– Z uznaniem przyjąłem decyzję Sejmu. Przesłanie księdza prałata „prawda – pamięć – prawo – przebaczenie” ma przecież charakter uniwersalny.

Dziękuję Panu za rozmowę.

Piotr Czartoryski-Sziler

drukuj