Głodówka za historię
Drastyczna forma sprzeciwu wobec projektu pilotowanego przez resort
edukacji. Rodzice podjęli strajk głodowy w proteście przeciwko nowej podstawie
programowej. Nie godzą się na ograniczenie nauczania historii w liceach.
Głodujących w krakowskim kościele św. Stanisława Kostki jest pięciu. To m.in.
krakowski radny PiS Adam Kalita, Grzegorz Surdy oraz Bogusław Kostka-Dąbrowa.
Rodzice domagają się zawieszenia rozporządzenia o zmianach w programach
nauczania w szkołach ponadgimnazjalnych i rozpoczęcia poważnych konsultacji
społecznych w tej sprawie. Liczą, że ministerstwo edukacji zrezygnuje z pomysłu
wycofania 90 godzin historii i przywróci je w liceach oraz technikach. – Nie
pretendujemy do roli zbawców polskiej szkoły i nie mamy pomysłu, jak ta szkoła
miałaby wyglądać. Wiemy tylko, że to ograniczenie do niczego nie prowadzi –
uważa Adam Kalita.
Tak drastyczną formę protestu rodzice przyjęli ze względu na całkowity brak
zrozumienia racji środowisk, które już od prawie dwóch lat protestowały i
ostrzegały, nie godząc się na kolejne szkolne eksperymenty. Głodujących poparła
Sekcja Krajowa Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność" Regionu Małopolskiego,
która wczoraj wraz ze związkowcami ze Związku Nauczycielstwa Polskiego
pikietowała przed krakowskim urzędem miejskim. Nauczyciele w specjalnym
oświadczeniu podkreślają, że czują się szczególnie odpowiedzialni za obiektywny,
pełny przekaz wiedzy o polskiej historii. Dlatego solidaryzują się z
protestującymi i popierają rozpoczęty przez nich w poniedziałek strajk głodowy.
Eksperci MEN podkreślają, że po pierwszej klasie liceum następuje
"indywidualizacja ścieżek edukacyjnych". Uczniowie bardziej zainteresowani
przedmiotami ścisłymi, przyrodniczymi będą realizować obowiązkowy przedmiot:
historia i społeczeństwo. Natomiast uczniowie, którzy wiążą swoją przyszłość z
przedmiotami humanistycznymi, będą mieli rozbudowane przedmioty, w tym także
obszerny akademicki kurs historii.
Zapewnienia te znane są od lat, a wielu naukowców i nauczycieli nie traktuje
ich poważnie. W styczniu 2009 r. specjalny list w sprawie nowej podstawy
programowej wystosowało kilkudziesięciu profesorów i wykładowców akademickich,
m.in. Andrzej Nowak, Ewa Thompson, Wojciech Roszkowski, Andrzej Paczkowski czy
nieżyjący już Paweł Wieczorkiewicz. Wskazywali, że przedmiot historia i
społeczeństwo to hybryda. "W ten sposób destrukcji, a na pewno infantylizacji
ulega historia jako zintegrowany, wspólny przedmiot nie tylko przekazujący
zestaw faktów czy umiejętności, ale także współtworzący rdzeń obywatelskiej,
patriotycznej edukacji" – apelowali do ówczesnej szefowej MEN Katarzyny Hall.
Tym razem sprawa dotyczy zastosowania w edukacji modeli wąskiej
specjalizacji. Zdaniem Jolanty Choińskiej-Miki, eksperta MEN, podejmowanie przez
młodych ludzi decyzji, czego będą się uczyli w 2 klasie liceum, to szkoła
odpowiedzialności. – Nie jest prawdą, że ucierpi historia narodowa –
stwierdziła. Jej zdaniem, trudno odpowiedzieć, "czy będzie się większym
patriotą, gdy dowie się 2 lub 3 razy o królu Janie III Sobieskim, czy może 4
razy?".
– To jest bardzo wąska specjalizacja, mam wrażenie, że skopiowana z modelu
amerykańskiego. Nie chodzi tutaj jednak tylko o pozbawienie licealistów
możliwości nauki historii. Humaniści, którzy będą się jej w dalszym ciągu
uczyli, będą bardzo słabo wykształceni z przedmiotów ścisłych – komentuje poseł
Włodzimierz Bernacki, poseł PiS, a równocześnie wykładowca na Uniwersytecie
Jagiellońskim, gdzie pełni funkcję dyrektora Instytutu Nauk Politycznych i
Stosunków Międzynarodowych. Sam jest absolwentem technikum chemicznego. Dopiero
po jego zakończeniu zdecydował się na studia humanistyczne. W jego ocenie, wybór
specjalizacji w wieku 15 lat to pomysł fatalny i destrukcyjny. Liceum będzie od
pierwszej klasy skupiało się na mechanicznym przygotowywaniu do matury, a nie na
uczeniu i zdobywaniu wiedzy przez uczniów.
Na zorganizowanej wczoraj konferencji prasowej eksperci MEN przekonywali, że
reforma systemu oznacza w efekcie zwiększenie efektywności i pogłębienie
poznawania historii przez młodych ludzi. – Do tej pory historia była uczona w
ramach tych samych treści programowych. Od tej chwili to się zmienia. Dlatego że
dawny program gimnazjum nie tylko w zakresie historii, ale także innych
przedmiotów, został rozciągnięty na cztery lata. Część treści, które były do tej
pory w gimnazjum i na ogół nie wystarczało czasu na ich "przerobienie", trafiło
do pierwszej klasy szkoły ponadgimnazjalnej – ocenia Jolanta Choińska-Mika.
– To sytuacja oburzająca. Na ostatnim posiedzeniu podkomisji zajmującej się
jakością nauczania przedstawiciel MEN zaprezentował stanowisko ministerstwa w
sprawie nowej podstawy programowej dla liceów ogólnokształcących i muszę z
przykrością stwierdzić, że jest ono zupełnie odporne na argumenty kierowane w
tej sprawie przez opozycję – komentuje poseł Bernacki. – Uczeń będzie się uczył
wypełniania arkuszy. Kiedyś matura była podsumowaniem, pieczęcią na
wykształceniu. A teraz uczy się młodzież tego, jak zdawać tę maturę. Jako
nauczyciel akademicki widzę, jakie to przynosi skutki, poziom wielu studentów
jest żenująco niski – dodaje wykładowca.
Nowe rozporządzenie w sprawie ramowych planów nauczania w szkołach
publicznych ma wejść w życie 1 września 2012 r., za zmiany odpowiada obecna
minister edukacji Krystyna Szumilas. To jednak kontynuacja projektu pilotowanego
przez jej poprzedniczkę Katarzynę Hall. Podpisane w styczniu rozporządzenie
wiąże się bowiem z rozpoczętą jeszcze we wrześniu 2009 r. reformą edukacji i
stopniowym wprowadzaniem nowej podstawy programowej nauczania. Określono w niej,
czego i na jakim etapie uczeń musi się nauczyć. I tak w liceum ogólnokształcącym
będzie musiał wybrać od dwóch do czterech przedmiotów w zakresie rozszerzonym.
Przy czym co najmniej jednym z tych przedmiotów musi być: historia, biologia,
geografia, fizyka lub chemia. Uczeń, który nie będzie realizował w zakresie
rozszerzonym historii, będzie zobowiązany wybrać przedmiot uzupełniający:
historia i społeczeństwo. Uczniowie techników będą zobowiązani realizować
przedmiot uzupełniający: historia i społeczeństwo. Zasadniczo po 15. roku życia
prawdopodobnie większość młodych Polaków nie będzie musiała się uczyć historii,
a wiedza z zakresu historii najnowszej zostanie zredukowana do minimum. A to
będzie miało niszczące skutki.
Jak podkreśla prof. Bernacki, to przede wszystkim na wiedzy i świadomości
historycznej budowana jest tożsamość narodowa. – Te kategorie i pojęcia, które
jeszcze funkcjonują w naszym języku i świadomości, już niedługo będą nieznane.
Ten, kto ukończy profil humanistyczny, nie będzie się mógł porozumieć z
człowiekiem, który ukończył inny profil – zaznacza. Nauczyciele z "Solidarności"
alarmują też, że nowe zasady nauczania, szczególnie w zakresie języka polskiego
oraz historii, w szkołach ponadgimnazjalnych spowodują, iż uczeń nie pozna w
pełni dziejów swojego państwa i Narodu, a także bogactwa polskiej kultury.
"Usystematyzowany kurs historii w liceach i technikach kończył się będzie na
pierwszym roku nauki. Nauczanie historii i języka polskiego według propozycji
MEN nie da intelektualnych podstaw dla wychowania Polaka i obywatela.
Przypominamy, że polska szkoła nigdy (nawet w okresie okupacji) nie uchylała się
od zadań wychowawczych, od kształtowania świadomości młodych obywateli
Rzeczypospolitej poprzez przekaz wiedzy historycznej, poprzez dbałość i szacunek
wobec rodzimego języka. Absolwenci polskich szkół i uczelni muszą być nie tylko
przygotowani do realizacji ról zawodowych, ale także mieć osobowość, własny
pogląd na świat, wypracowany system wartości" – napisali w specjalnym
oświadczeniu nauczyciele i pedagodzy z oświatowej "Solidarności".
Współpraca Jacek Dytkowski
