Gdy Goliat się budzi
Oto bowiem błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia, gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny. (Łk 1, 48)
Kolejny 15 sierpnia za nami. W tym roku radosne świętowanie zasnute było ciemnymi chmurami z powodu zdarzeń w Gruzji. Nie sposób było nie myśleć o niesprawiedliwości, cierpieniu niewinnych ludzi, Goliacie i Dawidzie. Zawsze tak ogromna dysproporcja sił i chytre motywy wywołują w normalnie czującym człowieku sprzeciw.
W 1920 roku wolna Polska została najechana przez czerwoną potęgę. Po ludzku rzecz biorąc, mając nawet na uwadze geniusz strategiczny naszych dowódców, męstwo i determinację polskiego żołnierza, nie mieliśmy szansy odeprzeć tego zalewu agresji i przemocy, którego celem było ogarnięcie całej Europy przez rewolucję komunistyczną i zmiana panującego porządku chrześcijańskiego na bezbożny, antyludzki. A jednak Cud się wydarzył. Sowieci uciekali jak dzieci, ze strachem w oczach i przekonaniem, że nadzwyczajna interwencja z Nieba ocaliła Polskę. To właśnie oni podawali jeden drugiemu informację, że Matka Boża ochrania Warszawę i jest po stronie Polaków. Decydujące zwycięstwo miało miejsce dokładnie w dniu najważniejszego Maryjnego święta – Wniebowzięcia. I już na zawsze te dwa fakty zrosły się ze sobą, będąc znakiem i umocnieniem dla kolejnych pokoleń, namacalnym potwierdzeniem, że sprawy Boskie łączą się ze sprawami ludzkimi.
Przez długie lata Cud nad Wisłą był przemilczany, a miejsca związane z walkami, cmentarz w Radzyminie i ossowskie pola, na których polegli bohatersko ksiądz Ignacy Skorupka i jego młodzi towarzysze – oficjalnie zapomniane. Jednak odważni miejscowi rokrocznie przybywali tam 15 sierpnia i pomimo szykan przechowywali pamięć o tamtych wydarzeniach, modlili się i, na ile mogli, dbali o materialny wizerunek terenu i pamiątek ku czci poległych.
Dziś możemy bez przeszkód udać się do miejsc uświęconych krwią naszych rodaków i w Ossowie, i w Radzyminie. Obchody upamiętniające Cud nad Wisłą są obecnie uroczyste, z Mszą Świętą w centrum, Apelem Poległych, złożeniem wieńców, a także festynami, zawodami hippicznymi i innymi konkurencjami sportowymi oraz występami artystycznymi. Nikt już na szczęście nie ryzykuje zdrowia czy prześladowań za oddanie hołdu poległym i wyznanie własnej wiary w tych miejscach. Przybywanie tu powoli staje się dla okolicznych mieszkańców obrzędem i najważniejszym wydarzeniem w roku.
Nasza polska tradycja splotła dodatkowo ten piękny dzień z poświęceniem ziół, kwiatów i innych zielonych pierwocin służących bądź to zdrowiu, bądź radości oczu. Wszystkie rośliny powinny być dojrzałe, dorodne, pełne tak jak święto Wniebowzięcia – ostateczny znak doskonałości Najświętszej Maryi Panny. Trochę szkoda, że nie wszyscy pamiętają o tym wymiarze Maryjnego święta. Dopóki nie wyzbędziemy się ufności w Bożą pomoc w beznadziejnych sytuacjach i dopóki będziemy umieli, tak jak walczący w 1920 roku, zwracać się o pomoc do Nieba, dopóty cudowne interwencje będą mogły się zdarzać. Czyż nie jest napisane: „proście, a będzie wam dane”? Jednak dziś jest trudniej niż przed laty być człowiekiem zaufania i modlitwy. Oczy i uszy współczesnego człowieka są omotane nadmiarem bezsensownych treści, za dużo śmieci, za mało cennych wartości. Czy dziś, gdyby zdarzyła się agresja podobna do tej z 1920 roku, nasi chłopcy walczyliby zaopatrzeni w szkaplerz, wpatrzeni w krzyż? Dziś dużo łatwiej pokładać nadzieję tylko w potędze militarnej, ilości nowoczesnego sprzętu – wzorem armii rosyjskiej – gdyż potwierdza się, że silny ma rację, mimo że cyniczny i bezwzględny dla niewinnych…
Ważne wspomnienie wydarzeń sprzed 88 lat powinno być dla nas, Polaków, zarówno ostrzeżeniem, jak i pokrzepieniem, ponieważ historia kołem się toczy. Nic nie zdarza się przez przypadek, wszystko jest po coś i z jakiegoś powodu. Gruzini drżą przed Goliatem, giną kobiety i dzieci. Trzeba się modlić, gdyż dyplomaci pokładają ufność we własnych talentach i układach. Ale to nie oni rządzą światem. Światem rządzi modlitwa.
Hanna Wujkowska
