Gdy chrześcijaństwo oznacza kastę niższą
Z ks. Ajayem Kumarem Singhiem, dyrektorem Jan Vikas i koordynatorem
generalnym Kandhamal Response, organizacji walczących o sprawiedliwość dla
chrześcijan prześladowanych w Indiach, rozmawia Łukasz Sianożęcki
Praca kapłana w Indiach jest nietypowa, niejednokrotnie musi on nieść bardzo
konkretną pomoc chrześcijańskim ofiarom przemocy. Pracuje Ksiądz w stanie Orisa,
gdzie sytuacja jest szczególnie trudna.
– Moim podstawowym zadaniem jest przywrócenie sprawiedliwości tym wszystkim
ofiarom prześladowań na tle religijnym. Jednak aby zrozumieć, na czym polega
moja praca, muszę na wstępie opowiedzieć o kilku ważnych sprawach. Początek
nasilenia prześladowań chrześcijan w Indiach datuje się na mniej więcej 1970
rok, zaś apogeum osiągnęły one w latach 2007-2008. Zabito wtedy setki osób tylko
za to, że wierzą w Chrystusa. Co najmniej pół tysiąca chrześcijan zginęło w
stanie Orisa tylko w 2007 roku, zniszczono 783 domy, 50 kościołów zostało
zrównanych z ziemią. W kolejnym roku zabito ponad 100 osób, a aż 6500 domów
zniszczono. Prawie 50 tysięcy osób musiało uciekać ze swoich gospodarstw i
chronić się w dżungli przez ponad tydzień. Moim zadaniem jest pomaganie ludziom
w radzeniu sobie z chaosem, jaki powstaje w wyniku tej gigantycznej przemocy. To
co szczególnie rzuca się w oczy, to problem bezdomności i braku edukacji. Mało
kogo w Orisie stać na wysłanie dzieci do szkoły, a to prowadzi bezpośrednio do
jeszcze większego problemu. Mianowicie, dzieci w wielu przypadkach udają się do
miasta w poszukiwaniu pracy i niejednokrotnie padają ofiarą handlarzy żywym
towarem. Udowodniono kilka przypadków takich uprowadzeń. Bardzo bolesny jest
także poziom bezprawia panujący na tych terenach. System sprawiedliwości zawodzi
całkowicie, kryminaliści napadający na chrześcijan są zupełnie bezkarni. W
ubiegłym roku, gdy zamordowano 18 osób, skazano zaledwie jednego przestępcę.
Przypadki użycia przemocy liczone są w tysiącach, ale one również nie znajdują
finału w sądzie. Dzieje się tak dlatego, że ludzie są zastraszeni, boją się
nawet składać pozwy. Ci zaś, którzy się na to zdecydują, stają się ofiarami
jeszcze większych szykan. Na 3232 złożone pozwy policja rozpatrzyła zaledwie
832, z czego 196 spraw zostało błyskawicznie umorzonych. Mówiąc w skrócie, moja
praca polega na tym, aby wspierać wymierzanie sprawiedliwości poprzez
informowanie o tych sprawach lokalnych, krajowych, a także międzynarodowych
organizacji praw człowieka. Staram się także lobbować i orędować na całym
świecie, aby mobilizować ludzi do walki z niesprawiedliwością, jaka dotyczy
ofiar prześladowań w Orisie. Chcę, aby te ofiary nie tylko "jakoś sobie
poradziły", ale aby zapewniono im w pełni należne zadośćuczynienie i
sprawiedliwe procesy, by mogły żyć w społeczeństwie z godnością.
Jakie było najtrudniejsze doświadczenie, z którym Ksiądz musiał się zmierzyć?
– Pozwolę sobie przytoczyć dwa przykłady. Jak wspomniałem, szczyt prześladowań i
przemocy przypadł na rok 2007. Wtedy ja także musiałem się ukrywać, a moje biuro
zostało doszczętnie zniszczone. Z kolei w 2008 roku w moim biurze ukrywali się
siostra zakonna oraz ksiądz z pobliskiej parafii, również wtedy zaatakowano moją
siedzibę. W każdej z tych sytuacji dysponowałem zeznaniami świadków. Poszedłem z
tymi sprawami do sądu i złożyłem pozew, jednak trybunał je oddalił, tłumacząc
swoją decyzję… brakiem dowodów. Trudne jest dla mnie także to, że widzę ludzi
cierpiących, np. z powodu bezdomności. Jest to problem, którego władze nawet nie
próbują w żaden sposób rozwiązać. Osobom, których domy zniszczono, rząd oferuje
równowartość 300 euro na odbudowę. To jest przecież śmieszna kwota, nie wybuduje
się za nią nawet jednego pokoju. Z drugiej strony, aby móc wyedukować dziecko,
rodzice muszą wydać rocznie ok. 50 euro. Mało kogo na to stać. To wszystko
sprawia, że ludzie czują się coraz bardziej niepewnie, są coraz bardziej
zastraszeni. Wszystkie próby odwrócenia tej sytuacji są bardzo trudne.
Z jakimi formami prześladowań spotykał się Ksiądz najczęściej?
– Są to zazwyczaj serie bardzo brutalnych ataków. Podczas nich są niszczone
domy, podpalane kościoły, dochodzi nawet do gwałtów. Przemoc wywodzi się w
zasadniczej mierze z tego, że jej sprawcy, czyli przedstawiciele radykałów
hinduistycznych, nie chcą, by niższa kasta, bo tak są traktowani chrześcijanie,
żyła jak istoty ludzkie. Chcą ich zniewolić, zniszczyć ekonomicznie, dlatego
właśnie rujnują chrześcijańskie domy. Nie chcą, aby kiedykolwiek podnieśli
głowy.
Orisa to biedny region, a ubóstwo zapewne generuje kolejne problemy?
– To prawda, ponad 90 proc. mieszkańców tej części Indii nie ma pracy. Wielu z
nich nie je dwóch posiłków dziennie. Dodatkowo ta bezkarna przemoc sprawia, że
region się nie rozwija, a nawet, moim zdaniem, staje się coraz bardziej
zacofany. Jedynie ok. 30-40 proc. mieszkańców ma jakieś podstawy edukacji i
tylko jedna na sto osób idzie na studia.
Pytałem Księdza o inne formy prześladowań chrześcijan, bo w Polsce nie
dochodzi do tak otwartej przemocy wobec nich, ale już chociażby w mediach są
obiektem kpin, wskazuje się ich jako potencjalne zagrożenie, np. dla demokracji.
– W rzeczy samej. Media ogrywają tu bardzo negatywną rolę. Zwłaszcza lokalne. W
najmniejszym stopniu nie zauważają, że bojówki hinduskich radykałów są
ugrupowaniami faszystowskimi. Mają choćby ten sam sztandar, który rozpropagował
Hitler. Media jednak trzymają się ściśle narzuconej linii propagandowej.
Przedstawiają więc fałszywe badania opinii publicznej, rozpuszczają plotki
szkalujące chrześcijan mówiące o tym, że stanowią oni zagrożenie dla kraju. W
rzeczywistości jednak chrześcijaństwo jest jedynie zagrożeniem dla tych, którzy
chcą, aby ten wyjątkowo niesprawiedliwy system, jakim jest system kastowy,
istniał w Indiach i dzielił ludzi. A większość mediów jest pod kontrolą takich
właśnie osób.
Jaki jest główny cel wizyty Księdza w Polsce?
– Przyjechałem do Polski właśnie w tych dniach, kiedy wasz kraj zdobywa pewien
zakres władzy w Europie. Mam tu na myśli prezydencję w Unii Europejskiej.
Ponadto Polacy wiedzą dokładnie, co znaczy wiara i co znaczy wolność. Mówiąc w
skrócie, nasza walka jest walką o wolność. Wiemy dokładnie, że jest różnica
pomiędzy zwierzęciem a człowiekiem, która wynika z tego, że mamy sumienie. W
Indiach chrześcijanie nie są w stanie rozwijać swojego sumienia, odbiera się im
prawo do posiadania sumienia. W ten sposób stawia się ich na równi ze
zwierzętami. I istnieją w naszym kraju prawa sankcjonujące taki stan. Jest to
traktowanie nie tylko będące całkowicie w sprzeczności z naszą konstytucją czy
zasadami demokracji, ale zupełnie nieludzkie. Teraz więc, kiedy przejmujecie
prezydencję, wasz głos będzie słyszalny. Przytoczę tu jeszcze jedno wydarzenie z
2008 r., kiedy prezydent Francji Nicolas Sarkozy oficjalnie potępił przemoc
wobec chrześcijan w Orisie, wówczas nasze władze ogłosiły oficjalnie, że to, co
dzieje się w tej części kraju, okrywa całe Indie hańbą. Jeśli Polska byłaby w
stanie odegrać podobną rolę, np. poprzez wysłanie delegacji parlamentarzystów,
którzy przyjrzą się bliżej tej sprawie, wówczas dałaby sygnał władzom w Delhi,
że muszą podjąć skuteczniejsze działania w celu przestrzegania praw człowieka w
ich kraju.
Rezolucja Parlamentu Europejskiego potępiająca przemoc w Orisie przyniosła
jakieś wymierne skutki?
– Oczywiście. Należy jednak zauważyć, że jest ogromna różnica pomiędzy
sformułowaniem dokumentu a złożeniem wizyty. Moim zdaniem, tylko wizyta wysokich
rangą przedstawicieli władz lub np. biskupów, o co również bym apelował, może
wysłać jasny sygnał do naszego rządu, że świat widzi, że coś jest nie tak z
prawami człowieka w Indiach. Jak dotąd jest on przekonany, że opinia
międzynarodowa uważa, że wszystko w tej materii jest w normie. Nie tracę nadziei
na normalizację sytuacji mieszkających w Orisie chrześcijan. Obok bardzo często
pojawiających się rozczarowania, frustracji czy bezradności zawsze jest jednak
nadzieja, i to właśnie dzięki niej wierzymy, że to, o co walczymy, uda się
zrealizować. Wierzymy, że sprawiedliwość w końcu zatriumfuje. Być może
znajdziemy się znów w rozpaczy, a sprawy jeszcze się pogorszą, ale nie
zrezygnujemy z walki o naszą wiarę i wolność.
Dziękuję za rozmowę.
