„Gabinet cieni” TVP

W TVP od lat modne są tzw. opłatki – wystawne przyjęcia z eleganckimi potrawami, winem, deserami. Taki „opłatek” funduje się wszystkim ważniejszym komórkom organizacyjnym – osobny dla Programu 1, Programu 2, dla filmowców, sportowców, działu technicznego itd.

Opłatek podawany jest każdemu uczestnikowi, czasem śpiewa się kolędę (nie ma zasady, więc nie wszędzie), zapraszany jest jakiś duchowny, jeżeli nie ksiądz redaktor z redakcji katolickiej, to najlepiej „ktoś z Caritasu”. Założenie – chrześcijańskie, by wrogom przebaczyć, życzyć sobie dobrej, uczciwej pracy. Ale od lat te uroczyste spotkania przemieniają się niemal natychmiast w… możliwość obserwowania „kto z kim”, czyli – jak wywróżyć sobie przyszłość. Goście tych uroczystości patrzą uważnie, kto był, a kogo zabrakło, kogo zaproszono, a kogo nie zaproszono, kto lepiej ubrany, zamożny stoi koło którego dyrektora, a kto w jakimś wytartym surduciku gdzieś tam w cieniu choinki.

Na „opłatku” spotykają się też przyjaciele z nieustannego frontu codziennej walki o strzępki prawdy, resztki normalności w tym wielkim medium. Patrzą z niepokojem, w czyich rękach spoczywa ich zawodowy, a więc i osobisty los.

Teraz, gdy ukazały się materiały o medialnym rządzie dusz spoczywającym w rękach Urbana, Kiszczaka i Jaruzelskiego, warto dopełnić tego obrazu, tej wiedzy. Te rządy nie zniknęły, jak nie zniknął „gabinet cieni” TVP.

Pod koniec lat 80., jak informują materiały i raporty generałów Ludowego Wojska Polskiego pisane na rozkaz Komitet Obrony Kraju, zgodnie z planem taktycznym umieszczono w TVP dzieci (wtedy już dorosłe) wpływowych oficerów politycznych lub wywiadu wojskowego czy SB, dzieci dostojników Komitetu Centralnego PZPR i co najmniej Komitetów Wojewódzkich PZPR. „Dzieci” te miały tzw. czyste życiorysy – nie wymagano od nich zapisywania się do PZPR czy przejścia na etaty w służbach wywiadowczych, wystarczyło „poręczenie” ich własnych rodziców, partyjnych towarzyszy. Ponieważ te „wybitne dzieci” miały tylko sprawować dalej kontrolę nad mediami w Polsce, a więc i w Telewizji Polskiej, najczęściej same niewiele sobą reprezentowały poza ogromnym poczuciem prawa do wszystkiego, do władzy, pieniędzy, do pogardy wobec innych – uczciwych, nieuwikłanych, a do tego, o zgrozo, np. utalentowanych, pragnących spełniać swoje twórcze powoła.

I tak nagminne się stało przed Okrągłym Stołem obsadzanie wielu redakcji takimi „bezpartyjnymi”, uroczymi młodzieńcami. Do ich zespołów zgodzono się przyjmować prawdziwych dziennikarzy, reżyserów itp. Nagminne w latach 1986-1989 było zjawisko, że owi „bezpartyjni dziedzice”, tj. redaktorzy naczelni… dopisywali swoje nazwiska do scenariuszy utalentowanych twórców w zamian za prawo do produkcji autorskich filmów, programów. Często zdarzało się, że prawdziwi autorzy np. znakomitych filmów pozostali do dzisiaj nieznani, jako że pisali scenariusze opatrzone nie swoim autorskim nazwiskiem, a nazwiskiem… szefa. I to szef wyjeżdżał po nagrody na festiwale, to szef otrzymywał kosztowne delegacje zagraniczne, to jego nazwisko stawało się sławne i cenione. Jeden warunek: w żadnym z tych filmów, programów nie mogły się pojawić wątki religijne czy moralne, zalecane było wręcz ośmieszanie wartości katolickich, księży, szerzenie wzorów deprawacji społecznej.

W „gabinecie cieni” TVP do dzisi aj krąży po korytarzach zjawa, jakby żywa kopia tow. Gierka, bo do dzisiaj mają tego samego fryzjera i garnitury od tego samego krawca: tow. redaktor Czesław Berenda. Jego „dziennikarska” kariera datuje się od relacjonowania dla TVP inwazji wojsk sowieckich i LWP na Czechosłowację.

Jego protegowani to m.in. red. Andrzej Fidyk, „twórca” i producent m.in. „Imperium Ojca Rydzyka”. Do dzisiaj red. Fidyk zdalnie steruje działem filmów dokumentalnych w Programie 1. Nie może spokojnie pogodzić się z próbą drastycznej zmiany mafijnego układu. Od dwóch miesięcy szefową tego działu jest red. Jadwiga Nowakowska, uczciwa, rzetelna dziennikarka, która ledwie wyprodukowała serię znakomitych filmów o stanie wojennym, o pacyfikacji i dramacie kopalni „Wujek”, już podobno ma zostać wyrzucona, a na jej miejsce ma wejść protegowana przez Fidyka osoba dużo lżej traktująca dzieje Polski. A tow. Berenda ma takie piękne zdjęcie w swoim gabinecie: on pośrodku, w otoczeniu prezesa Kwiatkowskiego (stowarzyszenie „Ordynacka”, przyjaciel pp. Kwaśniewskich), ks. bp. Pieronka, Fidyka. Redaktor Fidyk niezmiennie piastuje stanowisko… doradcy zarządu TVP ds. filmu dokumentalnego. To tak, jakby tow. Berenda, Kiszczak czy Jaruzelski, zapewne i Urban – wciąż sprawowali rząd dusz nad zespołami twórców publicznego medium w naszej Ojczyźnie. Mysz się nie przeciśnie: scenariusze będą hamowane, autorzy niepokorni zwalniani z pracy („przecież tacy niezdolni, tak mało pracują i kto to będzie oglądał, tyle tych patriotycznych programów”).

W „gabinecie cieni” TVP znaczące miejsce zajmuje przyjaciel wyżej opisanych wiernych Moskwie „producentów” – red. Maciej Kosiński, właściciel potężnej prywatnej firmy producenckiej, ale ciągle obecny w jakichś gabinetach TVP. Kosiński to przyjaciel Mariusza Waltera, Urbana, Berendy, Fidyka… Zapewne wielu z nich krąży z karpiem na talerzu i kieliszkiem w dłoniach – od „opłatka” do „opłatka” w telewizji podobno polskiej i publicznej. Cóż, najważniejsze są pieniądze i zapewnienie dostępu do umysłów Polaków, by nigdy nie pozbyli się postsowieckiej mentalności.

Jolanta Kot
drukuj