Francuski katolicyzm uległ rozmyciu

Islam staje się powoli, ale skutecznie najczęściej praktykowaną religią w
katolickiej niegdyś Francji – odnotowuje w raporcie nowojorski Hudson Institute,
powołując się na dane Francuskiego Instytutu Opinii Publicznej. Tegoroczny
ramadan stał się okazją do zainaugurowania działalności około stu nowych
meczetów i przyjazdu rzeszy imamów.

Konsekwentna islamizacja jest niewątpliwie naturalnym zapełnianiem pustki, która
powstała w zeświecczonym francuskim społeczeństwie. Kraj wspaniałych katedr,
ojczyzna rozlicznych zakonów, ziemia wielkich świętych i mistyków, wreszcie też
miejsce Maryjnych objawień – wszystko to stanowi wielowiekowe dziedzictwo
Francji, o którym dziś niestety potomkowie św. Ludwika zdają się nie pamiętać. Z
przeprowadzonych badań w nowojorskim ośrodku Hudson Institute wynika, że w
blisko 65-milionowym społeczeństwie osoby ochrzczone stanowią zaledwie 64 proc.,
z czego niespełna 2 miliony to praktykujący katolicy. Głoszony z filozoficznych
katedr skrajny materializm i hedonizm, proklamowana "śmierć Boga", prowadzona od
lat propaganda, pokłosie roku 1968, zbierają swoje żniwo. Francuski katolicyzm
uległ rozmyciu, a młodzi, nie mając autorytetów, pogrążają się w duchowym
kryzysie. Czy w takiej sytuacji są jeszcze w stanie przeciwstawić się zalewowi
kultury islamskiej fundowanej krajowi przez obcych, a akceptowanej przez
"swoich"? W jaki sposób pociągnąć młodych, którzy dziś gromadzą się na
gejowskich paradach, aborcję traktują jako bezwzględne zwycięstwo feminizmu, a
chrześcijańskie korzenie mają za nic i z pasją studiują nowoczesne teorie gender,
które stanowią źródło wszelkich dewiacji i wynaturzeń?
We Francji powstała wyrwa po chrześcijaństwie, którą trzeba było czymś wypełnić.
Z okazji tej skorzystali muzułmanie. Oni o swoją religię dbają, i to do tego
stopnia, że w dzisiejszej Francji ich liczba, przynajmniej w statystykach,
przekracza liczbę praktykujących katolików. Obcy Europie islam staje się więc
religią dominującą, a to – jak podkreśla w rozmowie z "Naszym Dziennikiem"
Joachim Véliocas, autor książek o islamizacji Francji i założyciel Obserwatorium
Islamizacji – pośrednio za sprawą nakazów wydawanych przez "tolerancyjne" organy
Unii Europejskiej. Nie bez winy jest tutaj również usłużna administracja, która
na prawo i lewo rozdziela tereny pod budowę nowych miejsc kultu, decyduje o
jawnych i niejawnych dotacjach na cele rozwoju islamskich wspólnot i przychylnie
rozpatruje żądania związane np. z udostępnieniem sal i obiektów należących do
miasta.
Tylko w tym roku z racji obchodzonego w sierpniu ramadanu muzułmańskie Maroko
wysłało do Francji aż 180 dodatkowych imamów mających wesprzeć grupę 600
pobratymców na stałe przebywających we Francji. O "rekolekcjonistów" do
paryskiego meczetu zatroszczyła się Algieria, choć Dalil Boubaker, stołeczny
rektor, był niezadowolony z ich zbyt małej liczby. Algieria zaproponowała 100
imamów, a minister spraw wewnętrznych zezwolił na 76. Dostarczono też 25 tys.
egzemplarzy Koranu. Jak podkreśla Mohamed Moussaoui, przewodniczący Francuskiej
Rady ds. Muzułmańskiego Kultu, to już kilkuletnia tradycja. Ubolewa
jednocześnie, że we Francji – mimo że w minionym miesiącu do użytku oddano sto
meczetów – wciąż brakuje islamskich miejsc kultu.
To tylko niektóre przypadki potwierdzające gwałtowne rozprzestrzenianie się
islamu we Francji. Czy taka sytuacja powinna budzić lęk? Jaka winna być
odpowiedź Francuzów, a dalej Europejczyków na widoczny marsz islamu w głąb
kontynentu? Zapytany o to prof. Eugeniusz Sakowicz z UKSW odpowiada: – Ta
sytuacja to wyzwanie dla chrześcijaństwa, by cenić własne dziedzictwo i
dostrzegać jego wartość. To zachęta, by coraz bardziej być świadomym swojej
chrześcijańskiej wiary. Nie boję się islamu, ale chcę być wierniejszy swojej
religii chrześcijańskiej. Taka jest moja odpowiedź – mówi.
Można przypuszczać, że muzułmanie żyjący we Francji nie stanowiliby źródła
niepokoju dla europejskiej kultury, gdyby Francja nie poddała się procesowi
zeświecczenia, gdyby nie wyparła się chrześcijańskich korzeni, na których
wyrosły narody Europy. Gdyby żyła wartościami wpisanymi w chrześcijańskie
dziedzictwo. Jeden z francuskich komentatorów trafnie zauważył, że o ile
muzułmanie żyjący we Francji byliby gotowi oddać życie za prawo do noszenia
chusty, o tyle dzisiejsi Francuzi, którzy wyparli się swojej chrześcijańskiej
tożsamości, nie mieliby już za co oddawać życia. No bo i za co?

 

Anna Bałaban

drukuj