Ewidentna wina Rosjan
Z mec. Piotrem Pszczółkowskim, pełnomocnikiem Jarosława Kaczyńskiego w
śledztwie smoleńskim, rozmawia Zenon Baranowski
Rosjanie podczas wideokonferencji praktycznie powtórzyli założenia raportu
MAK, nie zważając na stanowisko polskiej komisji.
– To, co zostało przedstawione na tej konferencji, to są arcybezczelne tezy.
Jeżeli przyjmiemy tego rodzaju rozumowanie, że kontrolerzy nic nie mogli, to
oznacza, że polski samolot mógł lądować gdziekolwiek i – zdany sam na siebie –
powinien wylądować.
Padło też stwierdzenie, że nawet gdyby małpę posadzić na stanowisku
kontrolerów, to nie miałoby to znaczenia…
– Jest to przykre, że według Rosjan małpa miałaby sprowadzać polski Air Force
One. Obrazuje to wymiar, w jakim rosyjskie media i rosyjscy oficjele stawiają
relacje z Polską. To jest oczywiście bezczelne kłamstwo i nieprawda. Lotnictwo
międzynarodowe, zarówno cywilne, jak i wojskowe, ma swoje uwarunkowania. Szefem
lotniska jest jego właściciel. W tym przypadku rosyjskie wojsko.
Strona rosyjska argumentuje, że to był lot międzynarodowy…
– Każdy lot jest międzynarodowy i albo jest cywilny, albo wojskowy. Sytuacja w
lotnictwie cywilnym jest taka, że lotnisko daje jakąś dyrektywę, która nie wiąże
załogi takiego lotu. Natomiast w lotnictwie wojskowym, zwłaszcza rosyjskim, są
ściśle określone procedury. I one obowiązywały do zamknięcia tego lotniska.
Stwierdzenie, że lotniska nie można zamknąć, jest absurdalne. Taka decyzja jak
najbardziej leży w zakresie regulacji prawnych, nie jest to gest grzecznościowy.
Paweł Plusnin powinien to lotnisko zamknąć. On nie dopełnił swoich obowiązków.
Rosjanie powtórzyli też inne zarzuty, np. o braku lidera.
– Jeśli chodzi o lidera, to znam opinie doświadczonych pilotów, że było to
rozwiązanie, które praktycznie nie funkcjonowało. Rosja dostała komunikat, że
tego lidera nie będzie. W związku z tym mogła powiedzieć, że skoro nie będzie
lidera, to proszę nie przylatywać, jeżeli był on konieczny. Tymczasem na
rosyjskiej konferencji sprowadzono jego rolę do roli tłumacza. Na razie rosyjski
nie jest językiem obowiązującym w lotnictwie międzynarodowym, jest nim
angielski. Rosjanie powinni zapewnić w obsadzie kontrolerów osoby znające ten
język. Piloci Tu-154M znali rosyjski i sprawnie sobie z nim radzili. Inna sprawa
to problem infrastruktury naziemnej w państwie, które przyjmuje wizytę.
Czyli jeżeli, w ich ocenie, Smoleńsk się nie nadawał, to powinni wskazać inne
lotnisko?
– Przed 10 kwietnia Rosjanie nigdy nie powiedzieli niczego takiego, że to
lotnisko nie nadaje się do przyjęcia takiego samolotu jak tupolew. Jest to
oczywista próba pokazania opinii międzynarodowej, że odpowiedzialność za
katastrofę leży po stronie polskiej, a nie po rosyjskiej. Jeżeli tak mówią, to
znaczy, że mają świadomość olbrzymich zaniedbań po swojej stronie. Po to jest
lotnisko i kontrola naziemna, żeby pomóc samolotowi wylądować. Oczywiście błąd
pilota może zniweczyć te wysiłki. Ale z drugiej strony błąd czy też zaniechanie
obowiązków przez obsługę naziemną lotniska może spowodować katastrofę.
Jeżeli Polacy byli w błędzie, jeśli coś im się zepsuło, to po to jest kontrola
naziemna, żeby wyprowadziła ich z błędu. Oni w tym błędzie byli do 90 minut
utwierdzani przez kontrolę naziemną. I to jest ewidentna wina Rosjan.
Dziękuję za rozmowę.
