Ewangelia
III niedziela Wielkiego Postu
Zbliżała się pora Paschy żydowskiej i Jezus udał się do Jerozolimy. W
świątyni napotkał siedzących za stołami bankierów oraz tych, którzy sprzedawali
woły, baranki i gołębie. Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków,
powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety
bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł:
Weźcie to stąd, a z domu mego Ojca nie róbcie targowiska! Uczniowie Jego
przypomnieli sobie, że napisano: Gorliwość o dom Twój pochłonie Mnie. W
odpowiedzi zaś na to Żydzi rzekli do Niego: Jakim znakiem wykażesz się wobec
nas, skoro takie rzeczy czynisz? Jezus dał im taką odpowiedź: Zburzcie tę
świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo. Powiedzieli do Niego Żydzi:
Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię, a Ty ją wzniesiesz w przeciągu
trzech dni? On zaś mówił o świątyni swego ciała. Gdy więc zmartwychwstał,
przypomnieli sobie uczniowie Jego, że to powiedział, i uwierzyli Pismu i słowu,
które wyrzekł Jezus. Kiedy zaś przebywał w Jerozolimie w czasie Paschy, w dniu
świątecznym, wielu uwierzyło w imię Jego, widząc znaki, które czynił. Jezus
natomiast nie zwierzał się im, bo wszystkich znał i nie potrzebował niczyjego
świadectwa o człowieku. Sam bowiem wiedział, co w człowieku się kryje.
J 2,13-25
***
Daję Ci wolność
Nasz Dziennik, 2012-02-11
"Ja jestem Pan, twój Bóg, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu
niewoli". Pamiętam, że kiedy przed laty uczyłem dzieci katechizmu w szkole,
jakoś nam te słowa umykały. Ot, taki mały "wstępik" do większej całości. Za to
kolejne wersy! "Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie!", "Nie będziesz
zabijał. Nie będziesz cudzołożył. Nie będziesz kradł" – na omówienie przykazań
już czasu nie brakowało. Co można, a czego nie wolno, co chrześcijanin powinien
robić, a co omijać szerokim łukiem. Co jest grzechem, a co nie – a jeśli jest,
to czy ciężkim, czy lekkim. I tak dalej.
Problem w tym, że stawiając w taki sposób relację Bóg – człowiek – redukując
ją do zasad moralności i konieczności bezwzględnego ich przestrzegania –
nieświadomie czynimy z Boga wielkiego "zakazywacza" bądź "nakazywacza". Tego,
który nakłada ciężary na ludzkie ramiona, nie dając nic w zamian. To oczywiście
kłamstwo i karykatura prawdy o Nim. Problem w tym, że wielu ludzi taki właśnie
obraz Boga nosi w swoim sercu. Nic dziwnego, że przy pierwszej lepszej okazji
próbują zrzucać z ramion "brzemię" wiary, widząc w niej zagrożenie dla swojej
wolności. I wpadają w koszmarną niewolę, z której sami nie są w stanie się
wyzwolić. I giną…
Nie zrozumie Dekalogu ten, kto nie wsłucha się dobrze w słowa stanowiące
wstęp do niego. Można powiedzieć, że jest to rozbudowane imię Boga. Przedstawia
się w nim jako Ten, kto wyzwala. Takie rozumienie podkreśla też kontekst całego
wydarzenia biblijnego: zrzucenie jarzma niewoli i wędrówka na pustyni ku Ziemi
Obiecanej. Wstęp do Dekalogu zawiera uzasadnienie przykazań, jakie w nim zostają
zapisane, potwierdzone najwyższym Autorytetem. Można je sparafrazować w
następujących słowach: "Oto Ja, ludu mój, daję ci wolność. Chcę, abyś był wolny,
dlatego zakreślam ją dziesięcioma słowami, aby ją opisać – by była ona
prawdziwa, a nie stała się karykaturą!". Takie postawienie sprawy ma zasadnicze
znaczenie dla zrozumienia, czym jest wiara i życie nią na co dzień.
Uczenie zasad moralności o tyle ma sens, o ile jest oparte na mocnym
fundamencie spotkania i z niego wyrasta. Bóg zaprasza do siebie, oferuje
wolność, ale też pokazuje, że ma ona granice, których przekraczać nie wolno,
ponieważ czają się za nimi destrukcja i nicość.
ks. Paweł Siedlanowski
