Ewangelia

XXI niedziela zwykła

Gdy Jezus przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, pytał swych uczniów: "Za
kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?". A oni odpowiedzieli: "Jedni za Jana
Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z
proroków". Jezus zapytał ich: "A wy za kogo Mnie uważacie?". Odpowiedział Szymon
Piotr: "Ty jesteś Mesjaszem, Synem Boga żywego". Na to Jezus mu rzekł:
"Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem ciało i krew nie objawiły
ci tego, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i Ja tobie powiadam: Ty
jesteś Piotr – Opoka i na tej opoce zbuduję mój Kościół, a bramy piekielne go
nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na
ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w
niebie". Wtedy przykazał uczniom, aby nikomu nie mówili, że On jest Mesjaszem.
 

Mt 16, 13-20

***

 

A wy za kogo Mnie uważacie?

Dialog Jezusa z uczniami ma szczególny kontekst. Pierwszym
jego elementem jest położenie geograficzne miejsc, gdzie został nawiązany. Było
to na północnym terytorium Palestyny, u stóp góry Hermonu, gdzie znajdowało się
pogańskie sanktuarium bóstwa Pan. Herod Wielki wybudował tam świątynię pogańską
ku czci Cezara Augusta, a tetrarcha Filip przebudował i upiększył miasto,
nadając mu nazwę Cezarea (na cześć Cezara Augusta). Mamy więc do czynienia z
silnym oddziaływaniem idei pogańskich, gdzie dominuje wielobóstwo.

Ważny jest też moment historyczny. Zakończył się okres "galilejski", gdy za
Jezusem szły rzesze pełne podziwu, korzystające z Jego cudów i słuchające
przypowieści o królestwie niebieskim, a rozpoczął się czas Jego wędrówki do
Jerozolimy. Jezus zapowiada swoją mękę i zmartwychwstanie. Przemienia się na
Górze Tabor, wtajemnicza uczniów w głębię swojej misji, mówi o krzyżu. Z coraz
większym niepokojem patrzą na Jego działania przedstawiciele ówczesnej władzy
religijnej. Jednocześnie rosną nadzieje na przywrócenie królestwa Izraela. Wielu
spogląda na Jezusa jako Tego, kto porwie tłum do walki. Powstaje swoiste
zamieszanie, które zaczyna zaciemniać Jego misję. Konieczna jest zatem
weryfikacja. Bez niej nie jest możliwe wejście w kolejny etap historii
zbawienia.
"Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?" – pyta Jezus. Szczególny "sondaż",
dotyczący rozumienia Jego tożsamości, ma dwie fazy. Pierwsza z nich nie angażuje
apostołów w treść odpowiedzi. Jest zebraniem tego, co mówią o Nim inni.
Odpowiedzi zależą od wielu czynników: oczekiwań, wyrobienia teologicznego,
posiadanej wiedzy. Są raczej zbiorem wyobrażeń o Jezusie. Chrystus nie przykłada
do nich żadnej wielkiej wagi. Momentem kluczowym jest drugie pytanie: "A wy za
kogo Mnie uważacie?". Odpowiada Szymon. Zostaje nagrodzony, nazwany Skałą, Jezus
wiąże z nim obietnicę ustanowienia Kościoła, którego stanie się opoką. Nie
wycofa się z niej nawet wtedy, gdy już za moment pewny siebie Piotr zacznie
upominać Go, potem Go zdradzi na dziedzińcu pretorium. Gdy nic nierozumiejący
uczniowie w drodze do Emaus wypowiedzą rozpaczliwe: "A myśmy się
spodziewali…".
Jest to moment szczególny, ponieważ ukazuje istotę Kościoła. Nie jest to
zgromadzenie ludzi idealnych. Jest w nim miejsce na ludzką słabość, ale przede
wszystkim jest to wspólnota, która się nawraca – poprzez słuchanie Słowa Bożego,
w sakramentach świętych, odnawianie relacji z Bogiem i sobą nawzajem. Szuka
odpowiedzi na pytanie o swoją tożsamość, znajdując moc do świadczenia o Jezusie
w Jego męce i zmartwychwstaniu.
Każda epoka ma w sobie elementy przełomowe, swoje oczekiwania i problemy. Zawsze
też mamy do czynienia z jakąś formą idolatrii, która zaciemnia obraz życia,
wprowadza duchowy zamęt, utrudnia rozpoznanie Zmartwychwstałego. Stąd zapytanie
Jezusa, mimo upływu lat, zachowuje swoją aktualność. Nie pomogą tu sondaże,
ponieważ one rozwadniają prawdę, relatywizując ją i zamieniając w koncert
życzeń. Trzeba Go najpierw spotkać, doświadczyć Jego mocy, poczuć ciężar krzyża,
aby udzielić odpowiedzi. Jeśli jej zabraknie, wiara stanie się zbiorem
deklaracji i pobożnych życzeń, z których nic nie będzie wynikać. A nie o to
przecież chodzi.

 

ks. Paweł Siedlanowski

drukuj