Eurostrefa nad przepaścią

Grecja odrzuciła propozycję holenderskiego ministra finansów Jana Keesa de
Jagera, aby ogłoszono częściową niewypłacalność Aten. Ale to i tak nie poprawiło
sytuacji na unijnych rynkach. Problem greckich długów ma być omawiany w piątek
na spotkaniu ministrów finansów eurogrupy. Ci boją się zaś upadku euro, tym
bardziej że kryzys zagląda w oczy także potężnej gospodarce Włoch. Tymczasem
premier Silvio Berlusconi od kilku dni nie pokazuje się publicznie, a opozycja
oskarża go, że "zniknął", gdy tylko gospodarka wpadła w najostrzejszy od lat
kryzys.

– Chcemy całkowitego pokrycia naszych potrzeb pożyczkowych. To powinni zapewnić
albo Europejski Bank Centralny, albo strefa euro i państwa członkowskie, albo
też inne organizacje, takie jak fundusze wsparcia – powiedział grecki minister
finansów Ewangelos Wenizelos. Jego zdaniem, Unia musi bronić euro, pomagając
Grecji, bo mamy do czynienia z "testowaniem odporności strefy euro". – Ochrona
Grecji to samoobrona strefy euro – podkreślił Wenizelos. I chyba podobnie myślą
jego koledzy z innych państw, bo idea "częściowej niewypłacalności" Grecji nie
jest brana pod uwagę.
W odpowiedzi na zaogniającą się z każdym dniem sytuację ministrowie finansów
strefy euro zapowiedzieli, że są gotowi uelastycznić istniejący fundusz
ratunkowy, aby lepiej wspierać kraje dotknięte kryzysem i w ten sposób zapobiec
jego rozprzestrzenieniu się na większe gospodarki – takie jak Włochy i
Hiszpania. Jak podkreśla cytowany przez PAP przewodniczący eurogrupy Jean-Claude
Juncker, chodzi przede wszystkim o przedłużenie terminu zapadalności pożyczek
ratunkowych i obniżenie odsetek. Także komisarz Unii Europejskiej ds. walutowych
Olli Rehn nie wykluczył, że Europejski Fundusz Stabilizacji Finansowej (EFSF)
mógłby w przyszłości skupować obligacje rządowe od prywatnych wierzycieli lub
też umożliwiać zadłużonym państwom skup własnych obligacji. Rynki finansowe
obawiają się bowiem, że Włochy i Hiszpania mogą wpaść w spiralę zadłużenia,
która dotknęła wcześniej Grecję, Portugalię i Irlandię, i że pomoc, jakiej
udzielili MFW i UE tym trzem państwom, nie wystarczy w przypadku obu
wspomnianych gospodarek, które są znacznie większe niż pozostałe.
We Włoszech, przed którymi także stanęło widmo bankructwa, ostre słowa krytyki
spadły na premiera Silvio Berlusconiego, któremu zarzuca się bezczynność wobec
kryzysu finansowego. Lewica gani szefa rządu za to, że od kilku dni nie pokazuje
się publicznie, tak jakby zrezygnował z władzy, podczas gdy kraj zmaga się z
ogromnymi problemami. Minister finansów Włoch Giulio Tremonti uspokajał jednak,
że wszystko jest pod kontrolą i Włochy podejmują działania, które zapobiegną
niewypłacalności państwa.
Jednak same zapowiedzi nie były w stanie uspokoić rynków finansowych, które
uznają podobne deklaracje za niewystarczające. Włochy doświadczyły tego już w
piątek, gdy nastąpiła wielka wyprzedaż obligacji i akcji włoskich banków, co
media określiły mianem "czarnego piątku". W poniedziałek – jak pisze PAP – do
rekordowo wysokiego poziomu wzrósł też koszt ubezpieczenia włoskiego długu (w
strefie euro Włochy mają najwyższy po Grecji odsetek długu względem PKB).
Problemy Włoch odbijają się też na polskiej walucie, która w ostatnich dniach
bardzo mocno się osłabia. Wczoraj kurs franka szwajcarskiego momentami
przekraczał 3,5 zł. Eksperci speklulują, że może dojść do poziomu nawet 3,75 zł.
 

Marta Ziarnik

drukuj