Europo, wróć do chrześcijaństwa!

Wynik referendum w Szwajcarii w sprawie zakazu stawiania minaretów zaskoczył wielu. Kraj uchodzący za oazę tolerancji zabrania wznoszenia tak charakterystycznych dla islamu budowli sakralnych, które są ważnymi dla tej grupy religijnej symbolami. Przyczyną tej decyzji jest pogłębiająca się obawa społeczeństwa szwajcarskiego przed procesem islamizacji kraju. Problem realny, ale czy właściwe jest leczenie tego kryzysu takimi metodami?

Decyzja Szwajcarów wpisuje się w kontekst tego, co zrobili przed kilku laty Francuzi, zakazując noszenia w szkołach chust przez islamskie dziewczęta. Posunięciom takim towarzyszy przekonanie, jakoby dało się stłumić rosnące wpływy muzułmanów poprzez ograniczenia administracyjne.
Duży napływ społeczności islamskiej do krajów europejskich był i jest związany z głębokim kryzysem demograficznym. Spadek populacji w krajach Starego Kontynentu wynika z olbrzymiego kryzysu kulturowego. Liberalistyczna ideologia sprzyja postawom egoistycznym, które z kolei powodują rozpad wspólnot rodzinnych i zanik gotowości do wyrzeczeń – tak koniecznych przy wychowywaniu dzieci. Stworzono w tej sytuacji program asymilacji emigrantów, którzy od lat siedemdziesiątych XX wieku masowo zaczęli pojawiać się w Europie. Ów projekt to nic innego jak próba laicyzacji (czytaj: ateizacji) skądinąd bardzo religijnych Arabów, Turków czy Pakistańczyków. Nieskuteczność tego procesu „asymilacji” owocuje nerwicą społeczną, która znalazła swój wyraz m.in. w wyniku szwajcarskiego referendum.
Zjawisko to tylko pozornie wpisuje się w kontekst realnego powstrzymania islamizacji Europy. Tak naprawdę nikt jeszcze nie wygrał walki z religią, stosując w jej sferze ograniczenia legislacyjne czy represje administracyjne. Wręcz przeciwnie, najczęściej tego typu działania wywołują odwrotne skutki. Prześladowana społeczność jeszcze bardziej zamyka się w sobie, mając przekonanie o dziejącej się niesprawiedliwości.
Problem jest o wiele poważniejszy. Przede wszystkim obrona tożsamości narodów europejskich powinna polegać na powrocie do korzeni chrześcijańskich. Tymczasem wiele krajów europejskich dokonuje czegoś w rodzaju samobójstwa kulturowego, próbując oprzeć życie społeczne na swoistej formie kulturowego i instytucjonalnego ateizmu. Dał temu ostatnio wyraz Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu, który zakazał wieszania krzyża we włoskiej szkole. Wydaje się, że taka jest zasadnicza odpowiedź współczesnej Europy na problem zmagań cywilizacyjnych na kontynencie europejskim (przede wszystkim w starciu z powiększającą swe wpływy cywilizacją islamską). Możemy się zatem obawiać, że w niedługim czasie i chrześcijan mogą dotknąć analogiczne zakazy do tego, który objął szwajcarskich muzułmanów. Bo równie dobrze mogą komuś przeszkadzać minarety, jak i kościelne dzwonnice czy krzyże na wieżach świątyń. Odpowiedzią lewicy europejskiej na zamachy terrorystyczne, na różne konflikty kulturowe jest głoszenie tezy, że owe konflikty są spowodowane waśniami religijnymi. Stąd tylko krok do postawienia tezy, iż wszystkie religie są złe niejako z definicji. Pamiętajmy jednak, że Europa nie wygra zmagań cywilizacyjnych, uderzając w swoje chrześcijańskie korzenie. Widzimy, że bogata Europa starzeje się i wymiera, brak zaś istotowej refleksji nad przyczynami kryzysu może ją prowadzić do działań samobójczych i do dość kuriozalnych prób walki ze społecznością muzułmańską. Tymczasem asymilacja napływających do Europy imigrantów będzie możliwa tylko wtedy, gdy Europa będzie umiała żyć swoim chrześcijańskim dziedzictwem. To jest prawdziwa głębia naszej kultury i na tym przede wszystkim opiera się wielkość i atrakcyjność zachodniej, personalistycznej cywilizacji.


Prof. Mieczysław Ryba
drukuj