Euronord albo marka

Sytuacja na europejskich giełdach nieco się uspokoiła, ale to nie oznacza,
że strefa euro ma najgorsze już za sobą. Kondycja Grecji, Portugalii, Hiszpanii
nie poprawiła się na jotę, tak samo jak wciąż aktualne jest pytanie, czy ten,
jak powiedział szef Europejskiego Banku Centralnego, najgorszy kryzys od czasu
II wojny światowej nie doprowadzi do upadku wspólnej unijnej waluty. Niemcy już
przygotowują plan awaryjny, który zakłada utworzenie nowej, ale mniejszej strefy
euro lub nawet powrót do marki.

Jeszcze niedawno tylko garstka niemieckich ekonomistów mówiła o konieczności
likwidacji eurolandu. Naukowcy, politycy i dziennikarze najważniejszych mediów
nazywali ich w najlepszym razie "eurosceptykami", a powszechne było ignorowanie
ich głosu wskazującego na bankructwo euro. Teraz jednak te same media, które
jeszcze niedawno broniły euro jak niemieckiej niepodległości, przyznają, że
wspólna waluta była porażką, a nie sukcesem. "Die Welt" pisze wprost, że teraz
rozważane są przez niemieckich ekonomistów dwie drogi wyjścia z obecnego
ciężkiego kryzysu. Jedna to stworzenie europejskiej unii transferowej – to nowa
formuła Paktu Pomocowego na rzecz Stabilności i Wzrostu z dużo ostrzejszymi
karami dla państw, które nie będą wypełniały warunków naprawy finansów
publicznych. Druga to koncepcja stworzenia nowej unijnej waluty zwanej euronord.
Wspólnym pieniądzem miałyby się posługiwać tylko niektóre kraje obecnej strefy
euro, jak: Niemcy, Holandia, Finlandia i Austria, których sytuacja ekonomiczna
jest dobra. Jak twierdzi "Die Welt", Francja nie wejdzie do tej strefy, ponieważ
straciłaby partnerów handlowych z południa kontynentu. Niemcy wskazują, że
powodzenie wspólnej waluty byłoby możliwe jedynie w przypadku ujednolicenia w
krajach eurolandu struktur gospodarczych, czyli powinny mieć one podobny poziom
rozwoju gospodarczego, zbliżone systemy socjalne, prawo podatkowe, stabilne
budżety i obywateli, którzy nie będą unikać płacenia podatków. Teraz tego nie
ma, a nawet Niemcy nie utrzymują swoich długów w ryzach.
Ale coraz częściej pojawiają się postulaty porzucenia przez Niemcy euro i
przywrócenia marki. Ekonomiści przed tym jednak przestrzegają, gdyż istnieją
potencjalnie bardzo negatywne strony takiego posunięcia. Jedną z nich jest
wzmocnienie niemieckiej waluty, przez co tamtejsza gospodarka przestałaby być
konkurencyjna z powodu bardzo wysokich cen produktów spod znaku "made in
Germany", a to właśnie eksport napędza rozwój Niemiec. Wtedy też wiele firm
przeniosłoby z tego powodu swoją produkcję za granicę.
Z wyników badań opinii publicznej wynika, że po dekadzie istnienia wspólnej
waluty aż 52 proc. Niemców pragnie powrotu niemieckiej marki, a tylko 30 proc.
jest temu przeciwnych. Najbardziej za dawnym pieniądzem tęsknią osoby starsze,
powyżej 50. roku życia. Większym sentymentem markę darzą mieszkańcy landów
zachodnich, którzy ją posiadali nieprzerwanie od zakończenia II wojny światowej.
Na wielu niemieckich forach internetowych widnieją dziesiątki tysięcy wpisów
popierających powrót DM. Ale też mało kto wierzy, że taka decyzja zostanie
podjęta przez obecny rząd, bo Angela Merkel nie dopuści do tego, aby przeszła do
historii jako kanclerz, która pogrzebała euro.

 

Waldemar Maszewski, Hamburg

drukuj