Egzotyczne związki
Grupa posłów i działaczy PiS, którzy postanowili budować nową partię,
przez komentatorów nazwaną PiS light, jest niewielka. Jednak większość stanowią
w niej osoby powszechnie rozpoznawalne – czołowe postaci w Prawie i
Sprawiedliwości. Dziś mówi się o nich, że tak naprawdę łączy ich nie program,
ale poczucie domniemanych krzywd wyrządzonych im przez Jarosława Kaczyńskiego.
Grupką manipulują dwaj specjaliści od politycznego marketingu.
Analizując polityczne biografie grupy polityków z inicjatywy Polska Jest
Najważniejsza i znając ich poglądy, trudno znaleźć dla nich jakiś poważny
wspólny mianownik. Choć deklarują, że ich głównym motywem jest "zakończenie
wojny polsko-polskiej", zbudowanie politycznej alternatywy dla obu największych
partii, to poza doświadczeniem wspólnych lat spędzonych w PiS spaja ich strach
przed wegetacją na marginesie życia politycznego i poczucie krzywd, jakie miał
im rzekomo wyrządzić prezes Kaczyński. Za rok wybory i być może wielu z nich nie
zdobędzie ponownie poselskiego mandatu. Nie ma też wątpliwości, że dla mediów
niechętnych PiS i Kaczyńskiemu, jak i dla samej Platformy Obywatelskiej
lansowanie grupy secesjonistów jako "konstruktywnej opozycji" jest bardzo
atrakcyjne. Kim są zatem ci, którzy tworzą grupę "ofiar" prezesa? Wbrew pozorom
jest ona naprawdę bardzo egzotyczna.
"Prawicowa" feministka
Szefem klubu Polska Jest Najważniejsza została Joanna Kluzik-Rostkowska, twarz
kampanii prezydenckiej Jarosława Kaczyńskiego. Była dziennikarką "Tygodnika
'Solidarność’", a także "Wprost" i "Przyjaciółki". Najlepszą rekomendację
wystawiła jej swego czasu Kazimiera Szczuka, mówiąc, że jest jedną z najlepszych
specjalistek od spraw kobiet w Sejmie tej kadencji. To gorąca orędowniczka
technologii sztucznego rozrodu, której pomysły na politykę społeczną i
prorodzinną bliższe są lewicy niż prawicy. Do pierwszej politycznej ligi weszła
dopiero podczas kampanii prezydenckiej jako szefowa sztabu Kaczyńskiego. Dziś
jest twarzą nowego ugrupowania, ale w samym PiS nie brak takich, którzy
twierdzą, że budowanie kampanii prezydenckiej na pojednawczym przesłaniu i bez
odniesienia do katastrofy smoleńskiej nie było wcale przypadkowe. A to dlatego,
że taki sposób narracji został sprofilowany bardziej w odniesieniu do
Kluzik-Rostkowskiej niż do samego Kaczyńskiego. Czyj to był pomysł? Oczywiście
spin doktorów, a więc specjalistów od kampanii, czyli Michała Kamińskiego i
Adama Bielana.
Manipulowani przez "spinki"
Obaj niepodzielnie przez wiele lat mieli dostęp "do ucha" prezesa PiS. A dziś
mają manipulować całą grupą rozłamową. Kreować jej wizerunek, roztaczać wizje
politycznego sukcesu i aranżować medialne "ustawki", których w ostatnich
tygodniach nie brakowało. Jako autorzy wielkiego sukcesu wyborczego z 2005 roku
chodzili przez następne lata w glorii twórców wielkiego zwycięstwa Kaczyńskich.
Potem z sukcesami było już gorzej, przyszły pierwsze porażki. W tym
spektakularna z 2007 roku, gdy Jarosław Kaczyński przegrał debatę z Donaldem
Tuskiem, a PiS poniosło porażkę w wyborach. Debatę, której w ogóle miało nie
być, a przed którą, na tydzień przed wyborami, sondaże były bardzo korzystne dla
lidera PiS.
Gdy publicznie wyszło na jaw, że Michał Kamiński jako jeden z najbliższych
współpracowników Kaczyńskiego, a wcześniej prezydenta Lecha Kaczyńskiego,
dołącza do wykluczonych z partii Kluzik-Rostkowskiej i Elżbiety Jakubiak, w
telewizyjnej rozmowie powiedział, że namawiano go do "kapowania na kolegów".
Dlaczego akurat do niego zadzwoniono z tą propozycją? Tłumaczy to historia
zdrad, jakie ma za sobą ten ambitny polityk. Pierwszą zapamiętali działacze ZChN
10 lat temu. Za sprawą Kamińskiego o planach i interesach środowiska młodych
działaczy tej partii (związanej z grupą Macieja Srebry – ówczesnego ministra
łączności, i Artura Zawiszy – wtedy sekretarza generalnego ZChN) dowiedzieli się
dziennikarze "Nowego Państwa" i prezes Marian Piłka. Jak dziś tłumaczą, Kamiński
nie mógł po prostu znieść, że istnieje coś, nad czym nie ma on kontroli. Druga
wolta Kamińskiego nastąpiła w 2001 roku, gdy Przymierze Prawicy negocjowało z
działaczami Porozumienia Centrum budowę wspólnej partii: Prawa i
Sprawiedliwości. Jak się szybko okazało, w czasie rozmów Kamiński zaczął donosić
Jarosławowi Kaczyńskiemu o planach swoich kolegów, zapewniając go w ten sposób,
jak bardzo chce działać przy jego boku.
– Kaczyński był wobec niego sceptyczny. Jednak, gdy prezes dostrzegł, że
Kamiński i Bielan potrafią zajmować się politycznym marketingiem, zaufał im –
opowiada ówczesny polityk Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego. Z partią, do
której należeli wówczas Aleksander Hall czy Bronisław Komorowski, związany był
też Adam Bielan. Do polityki trafił z NZS, a do Sejmu z listy krajowej jako
najmłodszy poseł Sejmu III kadencji. Był wtedy rzecznikiem prasowym SKL, ale
swoje polityczne talenty ujawnił wówczas, gdy zamiast roztopić się w PO, do
czego namawiali go koledzy z partii, trafił tam, gdzie było zapotrzebowanie na
politycznego marketingowca, czyli do PiS. Jednym z członków koła parlamentarnego
PJN jest Jacek Pilch, który był dyrektorem biura parlamentarnego Bielana, a
podczas studiów działał w NSZ. Dziś po prostu podążył za swoim kolegą.
Harcerz z Ruchu 100
Paweł Poncyljusz to harcerz z ZHR. Zanim trafił do PiS, tkwił jako były działacz
Ruchu 100 Andrzeja Olechowskiego i Czesława Bieleckiego w jednej z frakcji w
warszawskiej AWS. Mozolna praca i lojalność sprawiły, że stał się publicznie
rozpoznawalny. Jednak przez pierwsze miesiące w 2001 r., gdy został posłem z
list PiS, nie był nawet członkiem klubu parlamentarnego – stanowiło to karę za
wydrukowanie plakatów bez zgody partii. Dziś niewielu pamięta, ale dokładnie 10
kwietnia, w dzień katastrofy smoleńskiej, w "Polsce The Times" ukazał się wywiad
z nim zatytułowany "Kaczyński powinien zostać honorowym prezesem PiS". O
wywiadzie szybko zapomniano, ale – jak widać – konflikt, który wybuchł po
przegranych wyborach prezydenckich, w rzeczywistości tlił się już pół roku temu.
I nie bez podstaw prezes partii mówi dziś, że w PiS zawiązano przeciw niemu
spisek.
Współpracownicy Lecha Kaczyńskiego
Jednym z haseł rozpoznawczych PiS light ma być odwoływanie się do dziedzictwa
Lecha Kaczyńskiego i podkreślanie związków co najmniej kilku znanych osób z
tragicznie zmarłym prezydentem.
Elżbieta Jakubiak wywodzi się ze środowiska Unii Wolności. Była sekretarką
marszałków Sejmu: Olgi Krzyżanowskiej i Jana Króla. Po upadku politycznym UW
znalazła azyl w warszawskim ratuszu u boku Lecha Kaczyńskiego. Jednak – co
ciekawe – przez ostatnie lata była bardzo mocno skonfliktowana z Bielanem i
Kamińskim. Połączyła ich dopiero ostatnia kampania wyborcza.
Muzealnicy to osoby związane dziś, według oficjalnego przekazu, z Lechem
Kaczyńskim najpierw w warszawskim samorządzie, a później w czasie, gdy był już
prezydentem RP. To twórcy Muzeum Powstania Warszawskiego. Jan Ołdakowski,
Dariusz Gawin, Paweł Kowal, Lena Dąbkowska-Cichocka – to najmniej miałka
intelektualnie część grupy secesjonistów. Jednak ich polityczna genealogia
prowadzi nie tylko do Lecha Kaczyńskiego, ale do tzw. ujazdowszczyków, a zatem
współpracowników Kazimierza M. Ujazdowskiego z czasów, gdy był ministrem kultury
w rządzie Jerzego Buzka. Pomysł, by to oni zajęli się tworzeniem Muzeum
Powstania Warszawskiego, podsunął Lechowi Kaczyńskiemu Ujazdowski. Szybko za
bardziej perspektywicznego patrona uznali właśnie prezydenta Warszawy, a nie
jego. Gdy Ujazdowski znalazł się poza PiS w 2007 r., zabrakło ich przy jego
boku. Dziś – po fiasku projektu Polska Plus – Kazimierz M. Ujazdowski znalazł
się na powrót w PiS, a oni chcą budować nową partię.
Familia Libickich
Zupełnie z innego politycznego świata niż Elżbieta Jakubiak czy Joanna
Kluzik-Rostkowska są posłowie – Jan Filip Libicki i Jacek Tomczak. Ten ostatni
był działaczem KPN i Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego. Już rok temu
zrezygnował z członkostwa w Prawie i Sprawiedliwości oraz w klubie
parlamentarnym tej partii i wraz z Kazimierzem Ujazdowskim oraz Ludwikiem Dornem
tworzył Polskę Plus. W wyborach prezydenckich, wbrew oficjalnemu stanowisku
swojej partii, poparł kandydaturę Marka Jurka i wszedł w skład jego społecznego
komitetu poparcia. Po samorozwiązaniu Polski Plus nie przystąpił do PiS i został
posłem niezrzeszonym, rodzina Libickich opuściła PiS po tym, gdy Jarosław
Kaczyńskich skreślił Marcina Libickiego z listy kandydatów do Parlamentu
Europejskiego w 2009 roku, tłumacząc to niejasnościami lustracyjnymi i jego
kontaktami z SB w latach 60. To zresztą jedyny klucz do pytania, dlaczego syn
Marcina Libickiego – Jan Filip, a także Jacek Tomczak przyłączyli się do
pisowskich secesjonistów, wśród których jest zwolenniczka in vitro Joanna
Kluzik-Rostkowska, a z której poglądami różni ich wszystko, nie tylko
zapatrywania na sprawy obyczajowe.
Z Polską Plus wiąże się dość komiczna historia posła Andrzeja Walkowiaka. W
styczniu 2009 r. odszedł z PiS i został członkiem koła poselskiego Polska XXI.
Jednak dwa miesiące temu wraz z innymi członkami Polski Plus, po samorozwiązaniu
tej partii, przystąpił ponownie do Prawa i Sprawiedliwości. Był największym
zwolennikiem powrotu, ale w listopadzie… po raz drugi poczuł się oszukany i
znów opuścił szeregi ugrupowania. Kiedy wyjdzie z klubu Kluzik-Rostkowskiej? Być
może niebawem.
Posłowie z przypadku
W gronie rozłamowców jest też kilku posłów, którzy na Wiejskiej są dopiero od
kilku lub kilkunastu miesięcy. Jak choćby Kazimierz Hajda. Los uśmiechnął się do
niego po zdobyciu przez Pawła Kowala mandatu europosła. Innym szczęściarzem jest
Zbysław Owczarski. Co ciekawe, to były działacz Porozumienia Centrum, a więc z
grona najbardziej lojalnych współpracowników prezesa Kaczyńskiego. W Sejmie
znalazł się w miejsce Zbigniewa Ziobry, który także wiosną 2009 roku został
wybrany do Parlamentu Europejskiego. Wcześniej przez kilka lat był członkiem
zarządu województwa małopolskiego i tutaj tkwi główny powód jego odejścia z PiS,
a dokładniej – wynika on z małopolskich list partii w tegorocznych wyborach
samorządowych. Jak mówi, "wiele zasłużonych osób, związanych ze świętej pamięci
Zbigniewem Wassermannem, który cieszył się w Krakowie dużym autorytetem, nie
znalazło się na listach, zostało zmarginalizowanych". Dopiero od kilku miesięcy
posłem jest Wiesław Kilian. Mandat posła VI kadencji pełni od maja tego roku w
miejsce tragicznie zmarłej w katastrofie w Smoleńsku Aleksandry Natalli-Świat. W
październiku został wykluczony z PiS po tym, gdy w kampanii samorządowej wsparł
Sławomira Piechotę, kandydata Platformy na prezydenta Wrocławia.
Ludowiec zmieniający barwy
Klub PJN ma też jednoosobową frakcję ludową. Wojciech Mojzesowicz to znany
działacz chłopski, w PRL członek Związku Młodzieży Wiejskiej. W latach 90. był
posłem PSL, a potem współpracownikiem Andrzeja Leppera i parlamentarzystą
Samoobrony, którą porzucił w 2002 r. po ostrym konflikcie ze swoim szefem. W
2005 r. wstąpił do PiS, ale nie zagrzał długo miejsca w klubie parlamentarnym,
wychodząc z niego w proteście przeciw udziałowi Leppera w koalicji. Wrócił w
lipcu 2007 r., ale po dwóch latach znów wystąpił z PiS, protestując przeciwko
zmianie lidera listy PiS w wyborach do Parlamentu Europejskiego w okręgu
kujawsko-pomorskim. Co ciekawe, do klubu PiS powrócił w czerwcu bieżącego roku
podczas kampanii prezydenckiej, a miesiąc temu znów wstąpił do partii. Nie na
długo – dziś jest jednym z czterech wiceprzewodniczących 15-osobowego klubu
parlamentarnego Polska Jest Najważniejsza. Patrząc na jego polityczną biografię,
powrót do PiS jest bardzo prawdopodobny, w przeciwieństwie do większości swoich
kolegów nie zgadza się na likwidację KRUS.
Maciej Walaszczyk
