Dziurawe koło ratunkowe

Z Kazimierzem Jańczukiem, burmistrzem Konstancina-Jeziorny,

rozmawia Mariusz Kamieniecki

Minister skarbu Aleksander Grad forsuje prywatyzację Uzdrowiska
Konstancin-Zdrój. Dlaczego miasto się na to nie zgadza?

– To nie jest tak, że się nie zgadzamy i koniec. Od początku zajmujemy
stanowisko, że dalsze utrzymywanie i przyglądanie się obecnej sytuacji spółki
uzdrowiskowej Konstancin-Zdrój jest nie na miejscu. Bez wątpienia potrzebny jest
zewnętrzny kapitał, który dofinansuje spółkę, przy jednoczesnym zapewnieniu jej
dotychczasowej funkcji uzdrowiskowo-leczniczej. Zmiany są zatem konieczne,
powstaje jednak pytanie, czy minister Skarbu Państwa kontroluje tę prywatyzację.
Kwestia dotyczy tego, żeby poprzez fakt zaniechania gmina Konstancin-Jeziorna,
która jest uzdrowiskiem, nie straciła tej funkcji. Tymczasem nowy inwestor
niekoniecznie będzie musiał inwestować w działalność uzdrowiskowo-leczniczą.

Dlaczego?
– W informacji o przetargu ogłoszonym przez resort skarbu nie ma ani jednego
zdania o tym, że nowy inwestor ma zabezpieczyć funkcję uzdrowiskowo-leczniczą.

Co to oznacza dla uzdrowiska?
– Nie dopuszczam nawet myśli, że funkcja uzdrowiskowo-lecznicza zostałaby
zaniechana. Jeżeli tak miałoby się stać, to takiej prywatyzacji jestem
zdecydowanie przeciwny.

Wraz ze starostą piaseczyńskim skierował Pan zawiadomienie do prokuratury o
możliwości popełnienia przestępstwa przez resort skarbu.

– Przez długi czas spółka Uzdrowisko Konstancin-Zdrój nie była brana pod uwagę
przy prywatyzacji. Natomiast z nieznanych nam powodów w którymś momencie
minister skarbu podjął decyzję o włączeniu spółki w proces prywatyzacyjny. To
wprawdzie jego suwerenna decyzja, ale usiłowałem się dowiedzieć, co sprawiło, że
zmienił zdanie. Odpowiedź padła na posiedzeniu sejmowej Komisji Zdrowia
poświęconym prywatyzacji uzdrowisk z ust jednego z wiceministrów skarbu. Jak
stwierdził, prywatyzacja uzdrowiska jest konieczna, ponieważ Skarb Państwa nie
może dokładać do niewydolnego przedsiębiorstwa. Dodał też, że w ubiegłym roku
spółka przyniosła określone straty. To jedyna przesłanka, jaką usłyszałem.
Ponadto niepokoi nas zbyt niska wartość jednego udziału spółki, której wysokość
resort skarbu ustalił na poziomie 500 złotych. To daje niewiele ponad 8 mln
złotych. Tymczasem wstępna, nieoficjalna wycena wartości majątku uzdrowiska
dokonana przez władze spółki waha się pomiędzy 150 a 200 mln złotych. Niech
prokuratura rozstrzygnie wszelkie wątpliwości.

Argumentacja resortu Pana
przekonuje?

– Uważam, że jeżeli takie czy inne przedsiębiorstwo jest niewydolne finansowo,
to należy szukać planu ratunkowego. Nie ma innego wyjścia. Ekonomia jest
nieubłagana. Natomiast nad formą należałoby się zastanowić. Minister się nie
zgodził na przejęcie spółki uzdrowiskowej przez samorządy: wojewódzki, powiatowy
i gminny, wybierając inną ścieżkę. Tymczasem przy prywatyzacji nie powinno się
odtrącać stanowiska samorządów, w końcu uzdrowisko działa na terenie gminy.
Weźmy chociażby tzw. park zdrojowy, w którym jest tężnia solankowa – wizytówka
Konstancina. W park zainwestowaliśmy 15 mln złotych. To dowód na to, że
sprzyjamy infrastrukturze uzdrowiskowej i powinniśmy mieć wpływ na to, co się tu
dzieje.
 

Dziękuję za rozmowę.

drukuj