Działka jest, ale uczelnia nie może budować

Trudności lokalowe to największa bolączka wileńskiej filii Uniwersytetu w
Białymstoku. Wprawdzie Ministerstwo Spraw Zagranicznych przekazało szkole
działkę pod zabudowę, ale strona litewska kwestionuje decyzję, argumentując, że
nie jest to zgodne z konstytucją tego państwa.

Wileńska filia Uniwersytetu w Białymstoku jest jedyną polską uczelnią działającą
poza granicami Polski. Została założona jeszcze za rządów Prawa i
Sprawiedliwości. Profesor Jarosław Wołkonowski, dziekan wydziału
ekonomiczno-informatycznego filii tej uczelni w Wilnie, na spotkaniu w Sejmie
zwrócił uwagę, że nakłady roczne na szkołę wynoszą: około 1,2 mln zł z budżetu
państwa polskiego, 1 mln zł z uczelni białostockiej oraz 700 tys. zł
pochodzących z opłat czesnego, które jest zresztą przeciętnie niższe od
występującego w szkołach litewskich. Podkreślił, że ma to związek z tym, iż
Polacy są mniej zamożni niż ich litewscy rówieśnicy. Zdaniem prof.
Wołkonowskiego, kształcenie młodych Polaków na Litwie jest zadaniem arcyważnym
ze względu na konieczność reaktywacji w tym kraju polskiej inteligencji
wyniszczonej podczas II wojny światowej i w czasach powojennych. – Naszym
największym problemem jest obecnie brak lokalu. Zostało to zastopowane dwa lata
temu i nie możemy tej kwestii ruszyć do przodu – oświadczył dziekan. Wyjaśnił,
że szkoła posiada działkę przy ul. Makowej w Wilnie, ma też projekt jej
rozbudowy. – Można wybudować tam budynek o powierzchni 3 tys. metrów
kwadratowych, ale na tym kończą się możliwości rozbudowy. Koszty inwestycji to 8
mln złotych, parking na 150 miejsc – dodatkowe 5 mln złotych. To drogie
rozwiązanie, poza tym działka mieści się na terenie starówki i kopiąc, można się
natknąć na starą zabudowę. Trzymamy to zatem w zanadrzu. Można ruszyć z budową,
ale będzie to dość drogo, a i lokalizacja nie jest zbyt atrakcyjna – mówił
Wołkonowski.
– Polskie MSZ przekazało uniwersytetowi działkę o powierzchni 35 arów w bardzo
dobrej dzielnicy, tuż obok starego Wileńskiego Uniwersytetu, tam, gdzie było
stare Obserwatorium Astronomiczne przy dawnym parku Zakręt. Minister Radosław
Sikorski podpisał stosowne pismo, że przekazuje plac uniwersytetowi
białostockiemu na potrzeby jego filii, ale strona litewska nam to blokuje –
tłumaczy dziekan. Ale Litwini sugerują, że działka, którą dysponuje MSZ, jest
położona w dzielnicy dyplomatycznej i może być przeznaczona tylko na takie cele.
– Według konstytucji litewskiej art. 47, jeżeli obce państwo na terenie Litwy
posiada nieruchomość, może ją przeznaczyć tylko na cele dyplomatyczne, a jeżeli
chce ją sprzedać – to na rzecz innej misji dyplomatycznej – oświadczył.
Kolejny problem związany z funkcjonowaniem uczelni dotyczy braku reprezentacji
polskiego samorządu studentów w Parlamencie Studentów Republiki Litewskiej.
Jednakże, jak poinformowała Ilona Łaptik, prezes Samorządu Studenckiego Filii w
Wilnie Uniwersytetu w Białymstoku, zostały już w tym celu poczynione pewne
zabiegi. – Już są zrobione pierwsze kroki, abyśmy weszli do ogólnego wspólnego
grona studentów litewskich, czyli samorządu studenckiego na Litwie – powiedziała
Łaptik. Zaznaczyła, że kontaktując się z samorządami litewskimi, polscy studenci
zapoznali się już m.in. z zasadami i regułami, jakie trzeba spełnić, aby zostać
przyjętym. – W ramach takiej stałej współpracy otrzymujemy zaproszenia na różne
imprezy czy spotkania koordynatorów legitymacji studenckich litewskich – dodała
prezes. Przyznała jednak, że potrzeba jeszcze trzech, czterech lat, by wejść do
Parlamentu Studentów, m.in. dlatego, iż samorząd musi być zarejestrowany jako
organizacja pożytku publicznego.
Prowadzący spotkanie poseł Artur Górski (PiS) na zakończenie prosił dziekana,
żeby uczelnia na piśmie przedstawiła swoje oczekiwania. – Ze swej strony, jako
poseł i przewodniczący Zespołu Parlamentarnego na rzecz Przyjaznego Sąsiedztwa
na Wschodzie, a jednocześnie wiceprzewodniczący Polsko-Litewskiej Grupy
Parlamentarnej i członek sejmowej Komisji Edukacji Nauki i Młodzieży,
zobowiązuję się, że te sprawy, które was dotyczą, będę monitorował, po to także,
żeby wasze oczekiwania zostały w pewnym stopniu uwzględnione w budżecie –
zapewnił. Przyznał jednak, że nie będzie to łatwe.

 

Jacek Dytkowski

drukuj