Dymisja Wulffa
Prezydent Niemiec Christian Wulff podał się do dymisji. To
konsekwencja wniosku hanowerskiej prokuratury o uchylenie jego immunitetu w
związku z podejrzeniem o przyjmowanie korzyści majątkowych. Dymisja ta w
wyjątkowo niezręcznej sytuacji stawia kanclerz Angelę Merkel. Mianowanie Wulffa
na to stanowisko było jej wyborem.
W związku z dymisją głowy państwa kanclerz Angela Merkel odwołała zaplanowaną
na wczoraj wizytę w Rzymie, gdzie miała rozmawiać z premierem Mario Montim na
temat zadłużenia Grecji. Merkel tuż po dymisji Wulffa zapowiedziała, że
chadecko-liberalna koalicja rządząca podejmie rozmowy z opozycyjną
socjaldemokracją i Zielonymi, aby wystawić wspólnego kandydata na następcę
prezydenta. Podkreśliła, że z szacunkiem, ale i z głębokim żalem przyjęła
decyzję Wulffa o rezygnacji z urzędu. – Christian Wulff i jego żona Bettina
godnie reprezentowali Niemcy w kraju i za granicą. Obojgu za to dziękuję –
oświadczyła Merkel. Jak twierdzą niemieccy komentatorzy, znalezienie
odpowiedniej osoby, którą zaakceptowałyby wszystkie partie polityczne, będzie
bardzo trudne. Ponadto, jak zgodnie dodają, szukanie zastępcy Wulffa z całą
pewnością odciągnie kanclerz od głównego zadania, jakie sama przed sobą
postawiła, czyli bycia liderką eurostrefy, która przeprowadzi ją przez czas
kryzysu. Pierwszym symptomem zaniedbań w tej materii jest, w ich opinii,
odwołanie spotkania z Montim.
– Nasz kraj, Republika Federalna Niemiec, potrzebuje prezydenta, który bez
ograniczeń może poświęcić się narodowym i międzynarodowym wyzwaniom, prezydenta,
który cieszy się zaufaniem większości obywateli. Wydarzenia minionych dni i
tygodni zaszkodziły temu zaufaniu i możliwościom mojej pracy – powiedział
ustępujący prezydent. Do czasu wyboru nowego prezydenta obowiązki głowy państwa
będzie pełnił premier Bawarii Horst Seehofer. Prokuratura poinformowała, że
podejrzewa Wulffa o przyjmowanie i udzielanie korzyści majątkowych w czasie, gdy
był on jeszcze premierem Dolnej Saksonii. W 2007 r. spędził on urlop w
luksusowym hotelu na wyspie Sylt na zaproszenie producenta filmowego Davida
Groenewolda. Wkrótce land Dolna Saksonia przyznał bankrutującemu Groenewoldowi
poręczenia kredytowe, z których ten jednak nie skorzystał. Śledczy
poinformowali, że są w posiadaniu "wystarczająco dużej ilości przesłanek"
jednoznacznie wskazujących, iż prezydent zachowywał się niewłaściwie, sprawując
funkcję premiera Dolnej Saksonii.
Według wstępnych informacji, nowy prezydent zostanie wybrany 18 marca.
Obecnie największe szanse jako kandydatowi, którego będą w stanie poprzeć
wszystkie frakcje polityczne, daje się Joachimowi Gauckowi, byłemu prezesowi
Federalnego Urzędu ds. Akt Stasi. Wśród innych potencjalnych kandydatów do
objęcia urzędu prezydenta wymienia się także obecnego przewodniczącego
Bundestagu Norberta Lammerta oraz minister pracy Ursulę von der Leyen.
Niemieckie media stwierdzają, że kryzys ten jest sytuacją bezprecedensow.
Piszą, że Niemcy już do dawna mieli dość marionetkowego prezydenta, a najnowsze
sondaże wskazywały, że ponad 53 proc. jest za jego dymisją. Niemiecki prezydent,
zamiast być reprezentantem cnót i wzorem postępowania, stał się w Niemczech
obiektem kpin i żartów, często bardzo dosadnych. Nie tylko opozycja, ale także
wielu polityków koalicji rządzącej nieoficjalnie przyznaje, iż nadszedł już czas
na jego odejście. Dziennikarze przypominają, że Merkel osobiście zabiegała wśród
swoich partyjnych kolegów z CDU, aby to Wulffa mianować na prezydenta. Wytykają
jednak, że jej wysiłki nie opłaciły się za bardzo, gdyż wytrwał on na tym
stanowisku niespełna dwa lata. Jakby tego było mało, również Horst Koehler,
którego Wulff zastąpił na tym stanowisku, był uważany za "człowieka Merkel".
Koehler podał się do dymisji zaledwie rok po rozpoczęciu drugiej kadencji w
podobnej atmosferze. Jego rezygnacja nastąpiła po wywiadzie radiowym, w którym –
odnosząc się do wojskowej interwencji w Afganistanie – wspomniał o potencjalnym
użyciu Bundeswehry w celu zabezpieczania niemieckich interesów gospodarczych.
Taką opinię prezydenta media oraz opozycja określiły jawnym nawoływaniem do
łamania konstytucji. Skandal wokół obecnego prezydenta przybrał na intensywności
w grudniu ubiegłego roku. Najpierw bulwarowy "Bild" poinformował, że Wulff
otrzymał niskooprocentowaną pożyczkę na kwotę 500 tys. euro od żony jednego z
bogatych biznesmenów Egona Geerkensa. Następnie, zeznając w parlamencie Dolnej
Saksonii, Wulff zaprzeczył, jakoby jakiekolwiek relacje łączyły go z Geerkensem.
Jednak jeszcze większą falę wzburzenia wywołały informacje, że prezydent,
wykorzystując swoje stanowisko, próbował doprowadzić do zablokowania publikacji
na swój temat w "Bildzie".
Łukasz Sianożęcki
Współpraca
Waldemar Maszewski, Hamburg
