Dwóch mężów Kościoła w służbie Bogu i Polsce

 
Z Anną Rastawicką z Instytutu Prymasa Stefana Kardynała
Wyszyńskiego rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czym charakteryzowała się przyjaźń dwóch wybitnych Polaków: ks.
Prymasa Stefana Wyszyńskiego i ks. kard. Karola Wojtyły?
– Kardynała
Wojtyłę i Prymasa Wyszyńskiego łączyła przede wszystkim więź autentycznej, żywej
wiary. Bóg dla nich był wszystkim. Biskupie hasło ks. kard. Wyszyńskiego: „Soli
Deo” (Samemu Bogu), i ks. kard. Wojtyły: „Totus Tuus” (Cały Twój), świadczą o
bezkompromisowym, całkowitym oddaniu się Bogu i Matce Najświętszej. To wspólne
patrzenie ku Bogu, który był miłością ich życia, łączyło najbardziej tych dwóch
wielkich synów naszej Ojczyzny. Obaj szli ku zjednoczeniu z Bogiem najkrótszą
drogą – z Maryją i przez Maryję. Obaj, idąc śladem św. Ludwika de Montforta,
oddali się Maryi Bogurodzicy w niewolę, aby odtąd żyć już nie według własnych
planów, ale według Jej woli, która zawsze jest zgodna z wolą Boga. Obaj byli
ludźmi „bezwzględnej ufności” i „świętej zależności” od Boga, byli ludźmi
zawierzenia. Tym zawierzeniem obejmowali cały Kościół. Kardynał Wojtyła był
młodszy od Prymasa Wyszyńskiego o 19 lat. Traktował go jak ojca. Miał do niego
wielkie zaufanie. Kiedy został kardynałem, komuniści łudzili się, że będzie
można ich skłócić i przeciwstawić sobie. Kiedy już po nominacji ks. kard.
Wojtyła przyjechał w czasie wakacji jak zwykle pierwszy z życzeniami
imieninowymi do ks. Prymasa na Bachledówkę, z wielką mocą powiedział: „Teraz
będziemy jak dwa konie ciągnąć wóz Kościoła”.

Jak Prymas Wyszyński przyjął wybór ks. kard. Wojtyły na Stolicę
Piotrową?
– Wybór ten był dla ks. kard. Wyszyńskiego wielką Bożą
tajemnicą, tchnieniem Ducha Świętego, nieopisaną radością, wzruszeniem. Przed
konklawe był on przekonany, że jeszcze nie czas, aby Papieżem nie był Włoch.
Kiedy jednak podczas konklawe coraz więcej osób przychylało się do kandydatury
ks. kard. Wojtyły, podszedł do Niego i powiedział: „Jeśli wybiorą, proszę wybór
przyjąć”. Po latach Jan Paweł II nawiązał do tej zachęty i wyznał, że była dla
niego wielką pomocą. Zarówno ks. kard. Wojtyła, jak i ks. kard. Wyszyński
przeżyli ten wybór jako nadzwyczajne światło łaski, dar Matki Najświętszej.
Ojciec Święty widział w tym także wielkie zwycięstwo wiary Prymasa Tysiąclecia,
co zresztą wyraźnie zaakcentował podczas audiencji dla Polaków zaraz po swoim
wyborze. Ksiądz Prymas wraz z rodakami doświadczył nieopisanej radości z wyboru
Papieża Polaka, ale przestrzegał przed spłyconym przeżywaniem tego doniosłego
wydarzenia.

Była Pani świadkiem odchodzenia ks. Prymasa. W tym samym czasie w
Rzymie cierpiał ranny Jan Paweł II…
– To były bardzo trudne dni.
Jakby dwa ciosy spadły wtedy na Polskę – umieranie Prymasa Tysiąclecia i zamach
na Ojca Świętego. Od chwili wyboru na Stolicę Piotrową ks. kard. Wyszyński z
największą miłością i troską otaczał modlitwą posługę Jana Pawła II, śledził
każdy Jego krok, każde słowo. Pewnego dnia, nawiązując do misji św. Jana
Chrzciciela, powiedział: „Jemu róść, mnie się umniejszać”. Kiedy dowiedział się
o zamachu, aż się skulił pod wpływem tej wiadomości, mówiąc: „Zawsze się tego
bałem”. Odtąd wszystko ofiarował za Ojca Świętego. 14 maja 1981 r. w ostatnim
przemówieniu do wiernych stolicy, które było odtwarzane z taśmy magnetofonowej
podczas Mszy św. przed kościołem św. Anny, zachęcał Naród do modlitwy za rannego
Papieża. Również 22 maja 1981 r. w przemówieniu pożegnalnym do Rady Głównej
zawarł słowa, które świadczą o tym, że ofiarował swoje życie i cierpienia w
intencji Jana Pawła II. Z kolei 25 maja odbyła się ostatnia telefoniczna rozmowa
tych dwóch wielkich mężów Bożych.

Ojciec Święty powiedział: „Oby Kościół i Naród pozostał mocny
dziedzictwem kardynała Stefana Wyszyńskiego. Oby to dziedzictwo trwało w nas”.
Co znaczą te słowa?

– Wielokrotnie ks. kard. Wyszyński powtarzał, że
możemy stracić wszystko, abyśmy nie stracili wiary. Dzięki tej wierze ocaliliśmy
naszą tożsamość i odzyskaliśmy wolność. Dlatego w latach prześladowań Kościoła
przez reżim komunistyczny za sprawę najważniejszą uważał obronę wiary w sercach
ludzi. Odchodząc z tej ziemi, w czasie przyjmowania sakramentu chorych
powiedział 16 maja 1981 r.: „Przyjdą nowe czasy, wymagają nowych świateł, nowych
mocy, Bóg je da w swoim czasie. Pamiętajmy, że jak kardynał Hlond, tak i ja
wszystko zawierzyłem Matce Najświętszej i wiem, że nie będzie słabszą w Polsce,
choćby ludzie się zmieniali”. Dziedzictwo ks. kard. Wyszyńskiego to także wielka
szkoła szacunku dla człowieka, miłości społecznej i umiejętności zwyciężania
największej nawet nienawiści przebaczeniem i miłością. Żyjąc w systemie opartym
na walce klas, Prymas Tysiąclecia wytrwale głosił prawo miłości i sam kierował
się tym prawem. Dziedzictwem, jakie nam pozostawił, była też głęboka miłość do
Ojczyzny. „Kocham Ojczyznę więcej niż własne serce. I cokolwiek czynię dla
Kościoła, czynię dla niej” – powiedział Prymas, wpajając w serca Polaków prawdę,
że „po Bogu największa miłość należy się Ojczyźnie”.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj