Druga fala gorsza od pierwszej

Pękające wały, pozrywane mosty, zalane kolejny raz domy i
gospodarstwa, które nie wytrzymują naporu wody, a w perspektywie kolejne
opady deszczu. Zmęczeni ludzie mają już dosyć, ale wciąż ratują swój
dobytek, licząc na to, że zapowiadane przez meteorologów burze nie będę
już tak dotkliwe jak ostatnio. Najtrudniejsza sytuacja jest wciąż w
południowo-wschodniej i południowej Polsce.

W Sandomierzu,
mimo że ostatniej doby woda zaczęła nieznacznie opadać, w dalszym ciągu
toczy się walka o uratowanie huty szkła – miejsca pracy dla ponad 2
tysięcy osób. Po pęknięciu wałów i wlaniu się wody do prawobrzeżnej
części miasta huta jest samotnym półwyspem opasanym prowizorycznymi,
coraz bardziej przesiąkającymi wałami. Jak powiedział nam burmistrz
Sandomierza Jerzy Borowski, utrzymanie huty to obecnie zadanie
priorytetowe. – Zalanie huty oznaczałoby koniec dla Sandomierza, który
nie będzie miał żadnych środków do życia. Bronimy tej huty, bo jest
czego bronić. Jeżeli nie udało się obronić części mieszkańców przed
zalaniem, to przynajmniej musimy obronić ich miejsca pracy. W innym
wypadku nie mamy szans na dalszą odbudowę ze zniszczeń – podkreślił
Borowski. Pojawiły się informacje, że w przypadku zalania huty inwestor
może przenieść zakład produkujący m.in. szyby do samochodów w inne
miejsce.
Mimo powodzi, która dotknęła prawobrzeżną część
Sandomierza, zabytkowy fragment miasta położony na wzgórzu nie jest
zagrożony. Dlatego władze miasta zapraszają turystów do zwiedzania.
Wezbrane
wody Wisły przerwały wał w gm. Dwikozy w powiecie sandomierskim.
Rozmiar tragedii dopełniły wody z rzeki Opatówki – dopływu Wisły.
Podtopionych i zalanych zostało ok. dziesięciu miejscowości. Zarządzono
ewakuację mieszkańców w Winiarach i Podgórzu – łącznie ok. sześciu
tysięcy osób.
Alarm powodziowy obowiązywał wczoraj jeszcze w ośmiu
powiatach i mieście Tarnobrzeg. Bardzo trudna sytuacja powodziowa panuje
w północnej części województwa w widłach Wisły i Sanu, gdzie na
skrzyżowaniu dwóch rzek nałożyły się fale wezbraniowe. Po wielu
godzinach walki udało się utrzymać wały we Wrzawach w gm. Gorzyce. To
sprawiło, że woda, która zalała już pięć okolicznych wiosek, nie wdarła
się do samych Gorzyc. W Tarnobrzegu pod wodą wciąż pozostają trzy
osiedla.
Wezbrane wody na Podkarpaciu spowodowały powstanie 27 wyrw w
wałach. Dotychczasowy wstępny bilans powodzi to 13 tys. zalanych bądź
podtopionych domów, przeszło 300 zalanych miejscowości, 43 tys. osób,
które ucierpiały z powodu żywiołu. Tylko w Jaśle poszkodowanych jest
ponad 10 tys. mieszkańców, a straty sięgają już pół miliarda złotych.

Osuwiska
wciąż groźne

Nadal trudna sytuacja panowała w
północno-wschodniej części województwa małopolskiego. W gminie Szczucin
(powiat dąbrowski), którą woda zalała już po raz drugi, podtopionych
jest ponad 800 gospodarstw i domów. Jak poinformowała Joanna Sieradzka,
rzecznik prasowy wojewody małopolskiego, mimo spadku wód Wisły nadal
istnieje zagrożenie przerwania wałów, zwłaszcza w miejscowościach Maniów
i Laskówka Delastowska. – W miejscowości Słupiec, gdzie Wisła przerwała
wał, można już było zaobserwować lekki odpływ wód z powrotem do rzeki.
Jednak nie zmniejsza się poziom rozlewiska, bo wciąż wpływa tam woda z
rowów melioracyjnych. Woda z wyżej położonych sąsiednich gmin zalewa
miejscowości: Radwan, Suchy Grunt, Brzezówka i Zabrnie. Zalane są liczne
drogi powiatowe i gminne. W gminie Olesno podmyty został most na rzece
Żabnica w miejscowości Podborze – most zamknięto – wylicza Sieradzka.
Również
w powiecie tarnowskim wysoki stan Dunajca spowodował zamknięcie śluz w
rowach melioracyjnych, co doprowadziło do podtopienia kilku miejscowości
w gminie Wierzchosławice. W gminie Gromnik występują liczne osuwiska –
zagrożona jest linia wysokiego napięcia w miejscowościach Ryglice, a w
Zbylutowskiej Górze obsunięta skarpa zagraża stacji przesyłowej gazu.
Wciąż nieprzejezdne są także szlaki kolejowe na trasie Tarnów – Stróże,
Nowy Sącz – Krynica/Muszyna, gdzie zawalił się most w Nowym Sączu oraz
szlak kolejowy Stróże – Jasło. Zamknięta jest także droga krajowa nr 87 w
kierunku granicy.

Czy wały wytrzymają?
Kiedy jedni
ostatkiem sił walczą z powodzią, inni przygotowują się na przyjęcie fali
kulminacyjnej. Po kilku spokojnych dniach żywioł ponownie zbliża się do
Warszawy. Fala kulminacyjna w stolicy spodziewana jest w środę nad
ranem. Choć meteorolodzy przewidują, że będzie ona niższa niż poprzednio
o ok. 20 cm i osiągnie ok. 760 cm, to nikt nie daje pewności, że tak
właśnie będzie. Ponadto nikt nie wie, czy nadwątlone po ostatniej
powodzi i coraz bardziej przesiąkające wały wytrzymają – i jak długo –
kolejny napór wody.
Sen z powiek ludzi zaciekle broniących swojego
dobytku spędzają prognozy pogody. Te – jak powiedział Mieczysław
Ostojski, dyrektor Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej – mogą
ulec zmianie już od środy, kiedy spodziewane są kolejne opady, a
miejscami trudne do przewidzenia w skutkach gwałtowne burze, a nawet
trąby powietrzne.

Mariusz Kamieniecki

drukuj