Drachma byłaby lepsza

Z dr. Cezarym Mechem, byłym wiceministrem finansów, rozmawia Łukasz
Sianożęcki

Czy powołanie nowego rządu w Grecji może w jakikolwiek realny sposób
wpłynąć na sytuację ekonomiczną tego kraju?

– Debata w Grecji przypomina sytuację na Słowacji, która również nie chciała
ponosić kosztów gwarancji bogatszych od siebie członków eurogrupy, a w których
koalicja rządowa została zmieniona przy współpracy opozycji na skutek nacisku ze
strony UE. Papandreu forsował w parlamencie referendum, które ratowałoby PASOK i
kraj, ale kosztem indywidualnych karier i ryzyka dla grup biznesowych
reprezentowanych przez parlamentarzystów. Z trzech możliwości, jakie miał
premier Grecji: kontynuowania dotychczasowej polityki, która w chwili utraty
większości w parlamencie zakończyłaby się zmianą premiera i powołaniem rządu
koalicyjnego z opozycyjną Nową Demokracją i odejściem w niesławie; rozpisania
nowych wyborów oznaczających likwidację wpływów PASOK, na co parlamentarzyści by
się nie zgodzili i doprowadzili do rebelii, prowadzącej w efekcie do punktu
pierwszego; oraz referendum – pozostała właśnie opcja referendum. Wprawdzie
spowodowała ona niezadowolenie, zwłaszcza prezydenta Sarkozy´ego, któremu
zniszczono przedstawienie przedwyborcze w Cannes na spotkaniu G20.

Co może zaproponować wchodząca do koalicji Nowa Demokracja?
– Nowa Demokracja do samego końca zwalczała premiera tylko po to, aby sama się
zgodziła na zawarte uzgodnienia. Antonis Samaras z Nowej Demokracji godzi się na
firmowanie porozumień z UE jedynie w przypadku przyspieszenia wyborów. Obaj
politycy znają się, gdyż wychowali się w USA, gdzie kończyli tę samą szkołę
średnią i uniwersytet. Dla UE sytuacja w Grecji jest o tyle bardziej
skomplikowana, że w przeciwieństwie do Słowacji jest to kraj kontrolowalny przez
wewnętrzne grupy interesów, i co gorsza, z perspektywy Brukseli na samą myśl o
wykłócaniu się z szefem Nowej Demokracji Antonisem Samarasem rządzące elity już
wolą Jeorjosa Papandreu. Wszyscy do tej pory pamiętają przepychanki z Samarasem,
poczynając od lat 90. i wiedzą, że musieliby uczynić dalsze znaczące ustępstwa.

Widzimy, że podobny do greckiego scenariusz jest przewidywany również we
Włoszech…

– Włochy na skutek greckich propozycji referendalnych stały się (niespodziewanie
dla nich samych) przedmiotem poważnych utyskiwań na szczycie G20, jak i
konkretnych propozycji ograniczających ich suwerenność fiskalną. Otóż jedną z
nielicznych konkretnych propozycji było "wprowadzenie międzynarodowych audytorów
w celu monitorowania włoskich wysiłków w cięciach budżetowych", a Włosi sami
poprosili o to MFW, który będzie dokonywał kwartalnych ocen na wzór tych, które
dokonuje obecnie "trojka" względem Grecji. Gdyż, jak to podkreślił prezydent
Sarkozy, problemem nie jest "zawartość, lecz jej wdrożenie", a szefowa MFW
uznała działanie Włoch za "pozbawione wiarygodności". Na to wszystko nakładają
się przecieki o rozbieżnościach między premierem Włoch a ministrem finansów
Giulio Tremontim, którego prywatną wypowiedź skierowaną do premiera
Berlusconiego, że musi natychmiast podać się do dymisji, bo inaczej w
poniedziałek będzie tragedia na rynkach, cytują wszystkie najpoważniejsze
dzienniki świata. Obecnie mimo bardzo silnego zaangażowania EBC, który od
sierpnia skupił włoskie obligacje na kwotę 70 mld euro, sytuacja uległa
pogorszeniu i rentowność dziesięcioletnich obligacji włoskich osiągnęła
rekordowy poziom 6,66 procent. A Włochy na "rolowanie" swojego rekordowego długu
w wysokości 1,9 bln euro potrzebują 37 mld euro w bieżącym roku i 307 mld euro w
2012 roku. Powyższe rentowności są graniczne, balansują na granicy katastrofy,
jaka dotknęła Grecję, Portugalię i Irlandię.

Włosi stoją więc na krawędzi. Poza tym mówi się coraz głośniej o
porzuceniu strefy euro przez Greków. Jakie widzi Pan tutaj wyjścia?

– Czas tak szybko biegnie i jesteśmy na etapie konieczności skupowania włoskich
obligacji przez EBC, co jest głównym zmartwieniem Niemiec. Ostre postawienie
sprawy wyjścia ze strefy euro przyspiesza ucieczkę kapitałów z państw
peryferyjnych i uderza rykoszetem we wszystkich. W interesie wszystkich członków
UE powinno być pozwolenie Grecji na opuszczenie eurostrefy i zamianę wszystkich
zobowiązań kraju na walutę lokalną – drachmę – aby nie powodować trwających
dekady okresów recesji i masowych bankructw, a także chaosu w krajach
peryferyjnych.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj