Dowody pokrywa mgła

"Po rozbiciu się samolotu na miejsce katastrofy nie przyjechała żadna
rosyjska karetka pogotowia. W samolocie, który spadł z wysokości kilku metrów,
nie było ani jednej żyjącej lub rannej osoby, a przynajmniej niezmasakrowanych
zwłok (tymczasem ze statystyk wynika, że w takich okolicznościach przeżywa około
80 proc. pasażerów i członków załogi)" – czytamy w artykule opublikowanym na
litewskim portalu Balsas. Powołując się na opinie zagranicznych ekspertów, autor
tekstu dowodzi, że katastrofa Tu-154M pod Smoleńskiem nie mogła być przypadkowa.
Porównuje śmierć prezydenta Lecha Kaczyńskiego do niewyjaśnionej do tej pory
katastrofy na Gibraltarze, w której zginął gen. Władysław Sikorski.

"Moskwa ukrywa dane o katastrofie samolotu prezydenta Polski, tak samo jak 50
lat temu negowała swoją odpowiedzialność za zagładę tysięcy polskich oficerów" –
komentuje litewski portal, przypominając jednocześnie, że ostatecznie historia
przedstawiła niezbite dowody na to, że "bezbronnych Polaków rozstrzeliwali
rosyjscy enkawudziści".
Litwini mają świadomość, że wyjaśnienie przyczyn katastrofy z 10 kwietnia
napotyka na poważne przeszkody. "(…) nieoczekiwany, niewyobrażalny koniec
kariery politycznej i życia prezydenta Polski Lecha Kaczyńskiego rosyjska
prokuratura generalna nadal kategorycznie nazywa 'nieszczęśliwym wypadkiem’,
choć niezależni eksperci przedstawiają dziesiątki dowodów na to, że to była,
mówiąc terminami sowieckiego KGB, 'fizyczna likwidacja wojskowo-politycznego
kierownictwa wrogiego państwa’" – utrzymuje autor tekstu.

Dwa Katynie
Balsas.lt przypomina, że 10 kwietnia prezydent Lech Kaczyński wraz z małżonką i
94 znanymi osobistościami ze świata polityki, wojskowości, kultury i Kościoła
leciał do Federacji Rosyjskiej uczcić pamięć ofiar katyńskich. "[Prezydent]
chciał przypomnieć Rosji i światu, że komunistyczną Polskę zbudowano na
fundamentach przymusowego kłamstwa o Katyniu, a Polska demokratyczna usiłuje
dowiedzieć się całej prawdy o tej krwawej zbrodni" – czytamy w artykule.
W kolejnym akapicie autor podkreśla, że – podobnie jak w przypadku mordu
katyńskiego dokonanego na 22 tys. polskich oficerów – na katastrofę polskiego
samolotu, którą już zdążono nazwać "drugim Katyniem", tylko w ciągu pierwszego
miesiąca "także zostały wylane całe beczki pogłosek i dezinformacji". Litwini
zauważają, że do tej pory nie jest oczywisty nawet dokładny czas katastrofy.
I znowu paralela do Katynia – podobna sytuacja nastąpiła po wojnie, kiedy Józef
Stalin przedstawił światu "niezbite" dowody na to, że "polskich oficerów w
Katyniu rozstrzelano nie w marcu – kwietniu 1940 r., lecz w 1941 r., gdy obwód
smoleński już był zajęty przez niemieckich narodowych socjalistów".

Dlaczego nikt nie przeżył
Zgodnie z wersją dominującą w Rosji, Tu-154M miał spaść dlatego, że "jego piloci
nie zastosowali się do zaleceń wieży kontrolnej lotniska wojskowego w Smoleńsku
i usiłowali wylądować w nieodpowiednich warunkach pogodowych, gdy pas startowy
był pokryty gęstą mgłą". Litewski portal polemizuje z tą tezą, przywołując
informacje podane przez amerykańską witrynę Prison Planet. Przywoływani tam
eksperci zauważają, że nagrane przez świadków filmy z miejsca katastrofy oraz
dane meteorologiczne z tej godziny zaprzeczają twierdzeniom, jakoby to mgła
miała przeszkodzić pilotowi zorientować się, że "ląduje nie na lotnisko, tylko
na las". Przywołany został argument, że mgła – o ile nie jest wytwarzana
sztucznie – powstaje, gdy wilgotność powietrza zbliżona jest do 100 procent.
Tymczasem dane meteorologiczne wskazują, że 10 kwietnia pod Smoleńskiem wynosiła
ona mniej niż 60 procent. "Amerykanie twierdzą, iż to, co rosyjscy
funkcjonariusze nazywają mgłą, w rzeczywistości jest dymem unoszącym się z
płonących szczątków samolotu" – zaznacza portal. Przypomina przy tym, że do tej
pory nikt nie zanegował autentyczności opublikowanego w internecie amatorskiego
filmiku, na którym słychać głosy w języku polskim (m.in. "Nie zabijajcie nas"),
a następnie odgłosy strzałów.
Portal zauważa, że jedną ze zgłaszanych od początku poważnych wątpliwości jest
pytanie o to, dlaczego bezpośrednio po katastrofie na miejsce nie przyjechała
żadna rosyjska karetka pogotowia. Zdaniem Litwinów, dziwne jest to, że
katastrofy nie przeżyła ani jedna osoba bądź że nie znaleziono przynajmniej
jednych niezmasakrowanych zwłok. "Ze statystyk wynika, że w takich
okolicznościach przeżywa około 80 proc. pasażerów i członków załogi" – twierdzi
Balsas.lt. Autor tekstu zastanawia się też, dlaczego "ziemia na miejscu
katastrofy nie była wypalona, choć powinno tak się stać, gdy spadnie samolot
napełniony paliwem".

Odwracanie uwagi
Portal przytacza także obserwacje znanej austriackiej analityk Jane
Bürgermeister, która zajmowała się m.in. tematem światowej psychozy z powodu
ptasiej i świńskiej grypy, a także niemieckiego dziennikarza Gerharda
Wisnewskiego. Twierdzą oni, że przywódcy rosyjscy poprzez "teatralną pokutę za
pierwszy Katyń" chcieli odwrócić uwagę od drugiego.
Wisnewski porównuje katastrofę polskiego samolotu prezydenckiego Tu-154M z
katastrofą porwanego przez terrorystów 11 września 2001 roku w Pensylwanii
amerykańskiego samolotu pasażerskiego. "Wówczas pasażerowie powstali,
uniemożliwiając islamistom uderzenie samolotem w Biały Dom w Waszyngtonie.
Samolot amerykańskich linii lotniczych Boeing 757-222 spadł na pole w odległości
240 km od stolicy USA" – pisze Wisnewski. Zdaniem niemieckiego dziennikarza,
podobnego scenariusza nie można z całą pewnością wykluczyć także w przypadku
samolotu, którym leciał prezydent Kaczyński i 95 pozostałych pasażerów. "Samolot
miał spaść jeszcze na terytorium Polski, aby nikt nie mógł podejrzewać o to
rosyjskich służb specjalnych" – dywaguje dziennikarz. Litewski portal zauważa
ponadto, że o ile w 2001 roku patomorfolodzy badali ciała ofiar katastrofy
lotniczej w Pensylwanii (pasażerów, członków załogi i terrorystów) przez trzy
miesiące, o tyle rosyjscy eksperci medycyny sądowej ustalili tożsamości
wszystkich 96 ofiar smoleńskich w ciągu zaledwie dziesięciu dni i zwrócili
Polakom kontener z "nierozpoznanymi" szczątkami ludzkich kości i tkanek. "Na
Zachodzie dziwią się, dlaczego polski rząd kierowany przez liberała Donalda
Tuska dotychczas nie zażądał, aby śledztwo w sprawie katastrofy prowadziła
międzynarodowa komisja, nie zaś rosyjscy prokuratorzy, którzy niszczą dowody" –
komentuje Balsas.lt.

Powtórka z Gibraltaru?
Litwini analizują też, dlaczego do jednego samolotu wsiadło tyle ważnych
osobistości, skoro Polska pamięta jeszcze inną straszną katastrofę lotniczą z 23
stycznia 2008 r., kiedy to rozbił się samolot typu CASA, którym lecieli ważni
dowódcy wojskowi.
Balsas.lt zauważa, że katastrofa samolotu z prezydentem Lechem Kaczyńskim jest
podobna do tej, która wydarzyła się 4 lipca 1943 roku na Gibraltarze.
Niewyjaśnioną do tej pory śmierć poniósł wtedy gen. Władysław Sikorski, który
"przeszkadzał moskiewskim planom zapanowania w powojennej Polsce i całej Europie
Wschodniej".
Puenta tego artykułu jest taka: po śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego
zabrakło w Europie "przedostatniego znanego polityka", który nie chciał
"zresetować" stosunków z Rosją – do czego usilnie namawia chociażby prezydent
Stanów Zjednoczonych Barack Obama. "Ostatnim takim politykiem jest prezydent
Gruzji Micheil Saakaszwili" – konstatuje Balsas.lt.
 

Marta Ziarnik

drukuj