Dobro zawsze zwycięża

Homilia wygłoszona 5 października 2009 r. w kościele Ojców Kapucynów w Bytomiu pod wezwaniem Podwyższenia Krzyża Świętego z okazji 25. rocznicy pobytu i wygłoszenia homilii przez ks. Jerzego Popiełuszkę 8 października 1984 r.

Umiłowani Siostry i Bracia!
Przypowieść o dobrym samarytaninie jest odpowiedzią, jaką dał Pan Jezus na pytanie: „Kto jest moim bliźnim?”. Pan Jezus na to pytanie odpowiada bardzo konkretnie: bliźnim jest każdy człowiek, choćby twój nieprzyjaciel, który znalazł się w potrzebie; jest on twoim bliźnim szczególnie wtedy, gdy znalazł się w twojej przestrzeni, a innych albo nie ma, albo przechodzą obojętnie.
Historia Kościoła zna nieprzeliczone szeregi dobrych samarytan, którzy ofiarnie pochylali się nad bliźnim w potrzebie. Nie brak ich w naszych czasach. Do nich należy Sługa Boży ks. Jerzy Popiełuszko, który w tej świątyni był obecny wśród was 8 października 1984 r., a więc prawie na dwa tygodnie przed męczeńską śmiercią.

Ten kapłan w swej pracy duszpasterskiej bardzo często pochylał się nad potrzebującymi. Służył, sprawując Najświętszą Ofiarę. Służył, głosząc Słowo Boże. Służył, siedząc w konfesjonale, uwalniał ludzi od ciężaru grzechów. Służył, wypełniając uczynki miłosierne co do ciała.
Jako wikariusz w Ząbkach duszpasterzował w szpitalu w Drewnicy dla nerwowo i psychicznie chorych. Będąc w Aninie, okazywał się dyspozycyjny zwłaszcza w trudnych sytuacjach rodzinnych.
Pewna osoba opowiada: „Kiedy zachorowała moja córka i zaczęła się dusić, zadzwoniłam do księdza Jerzego, prosząc o pomoc. Natychmiast do nas przyjechał, i to w nocy, wziął małą na ręce i szybko zawiózł do szpitala. Nie wiem, czy spotkałam w życiu takiego drugiego człowieka”.
Gdy w innej rodzinie dziecko zachorowało na stwardnienie rozsiane, natychmiast się nim zainteresował. Ratunkiem mogła być tylko żywica, którą okładano kolana. Gdy się o tym dowiedział, z ministrantami jeździł do lasu, by zbierać żywicę. Rodzice potem robili córce okłady. Dziewczyna została wyleczona, żyje do dziś, jest matką dwóch córek.
Przez całe kapłańskie życie jawił się wśród ludzi jako dobry samarytanin. Szczególnie miało to miejsce w stanie wojennym.

Zło dobrem zwyciężaj
W powojennej historii Polski, spętanej sowiecką potęgą militarną oraz komunistyczną ideologią, było wielu wspaniałych bohaterów – świeckich i duchownych.
W dniu dzisiejszym, kiedy przeżywamy 25. rocznicę obecności księdza Jerzego w tej świątyni i jego męczeńskiej śmierci, myśl nasza wędruje szczególnie ku niemu. Wyrosły w katolickiej rodzinie, w Kościele polskim, w bliskości duchowej Sługi Bożego kardynała Stefana Wyszyńskiego i Sługi Bożego Jana Pawła II, uzbrojony w Ewangelię i wytrwałą modlitwę, ten młody kapłan starł się z potężnym systemem, ogarniającym wszystkie dziedziny życia Polaków, dysponującym kilkumilionową armią towarzyszy i bezwzględnym aparatem ucisku.
Stanął do walki nie z pobudek politycznych, lecz dlatego, że system komunistyczny odrzucał prawo Boże oraz był do gruntu zakłamany, a ludziom narzucał zniewolenie. Ksiądz Popiełuszko stanął pod sztandarem Chrystusa Króla, jedynego Króla, któremu powinien kłaniać się człowiek, jeśli chce być naprawdę człowiekiem wolnym. Stanął do walki z tym samym hasłem, które w swoim życiu i posługiwaniu dla Chrystusa głosił św. Paweł: „Zło dobrem zwyciężaj” (Rz 12, 21).

Nie głosił programu politycznego
Nie żywił do kogokolwiek nieprzyjaźni, a zwłaszcza do tych, którzy go śledzili, dokonywali przeciw niemu prowokacji. Nazywał ich braćmi. Po Mszy św. w marcu 1983 r., przed rozesłaniem wiernych, powiedział: „A wy, bracia, którzy przyszliście z polecenia innych, jeżeli chcecie służyć prawdzie i uszanować również swoją godność, pozwólcie wiernym rozejść się w pokoju”.
Sługa Boży ksiądz Jerzy miał do dyspozycji tylko Słowo Boże. Nie tworzył podziemnej partii politycznej. Nie spiskował przeciw panującym nad Narodem komunistom. Nie przygotowywał przeciw nim żadnych zamachów. Nie obrzucał obelgami. Nie wzywał do nienawiści, o co tak często go obwiniano. Głosił chrześcijańskie prawdy wiary i zasady moralne, które nakazują szacunek dla ludzkiej osoby; które domagają się poszanowania niezbywalnych ludzkich praw: prawa do życia, prawa do wolności, do sprawiedliwości, do pracy i chleba, do swobody wyrażania przekonań politycznych i społecznych, do swobody organizowania się w związki zawodowe oraz do swobody wyznawania wiary religijnej. Odwoływał się zawsze do dobrze uformowanego ludzkiego sumienia. Ksiądz Jerzy nie głosił żadnego programu politycznego. Głosił jedynie Słowo Boże, tak bardzo treściowo związane z Chrystusowym Kazaniem na Górze.

Musimy żyć prawdą
Mam w ręku kazanie, które ksiądz Jerzy wygłosił w tej świątyni 25 lat temu. Może ktoś z was był obecny, wysłuchał go i pamięta te słowa. Co mówił ksiądz Jerzy?
Wzywał do poszanowania ludzkiej godności i wolności. „Trzeba dzisiaj dużo mówić o godności człowieka, aby rozumieć, że człowiek przerasta wszystko, co może istnieć na świecie – prócz Boga.(…)Prawdziwa wolność jest pierwszą cechą człowieczeństwa. Ona została ofiarowana nam przez Boga. Ofiarowana nie tylko nam, ale i naszym braciom, stąd obowiązek upominania się o nią tam, gdzie jest ona niesłusznie ograniczana”.
Autentyczna wolność nie oznacza anarchii, czyli czynienia tego, co się komu podoba, lecz jest swobodą w poszukiwaniu dobra, a wskutek tego nie może być oderwana od Uniwersalnego Dobra i Uniwersalnej Prawdy, jaką jest Bóg.
Domagał się sprawiedliwości, mówiąc:
„Zachować godność, by móc powiększać dobro, zwyciężać zło – to kierować się w życiu sprawiedliwością. Sprawiedliwość wypływa z prawdy i miłości. Im więcej w człowieku jest prawdy i miłości, tym więcej jest sprawiedliwości. Sprawiedliwość musi iść w parze z miłością, bo bez miłości i dobra, tam na ich miejsce natychmiast wchodzą nienawiść i przemoc, a kierując się nienawiścią i przemocą, nie można mówić o sprawiedliwości. Stąd widoczna jest niesprawiedliwość w krajach, gdzie władanie opiera się nie na służbie i miłości, ale na przemocy i zniewoleniu”.

Mówił o wartości i godności prawdy:
„Prawda jest bardzo delikatną właściwością naszego rozumu. Dążenie do prawdy wszczepił w człowieka sam Bóg, stąd w człowieku jest naturalne dążenie do prawdy i niechęć do kłamstwa.(…)Nie można zadowalać się w życiu prawdami łatwymi, powierzchownymi i narzuconymi siłą. Musimy nauczyć się odróżnić kłamstwo od prawdy. Nie jest to łatwe w czasach, w których żyjemy, nie jest to łatwe w czasach, o których powiedział współczesny poeta: „nigdy jeszcze tak okrutnie nie chłostano grzbietów naszych batem kłamstwa i obłudy”. Nie jest to łatwe dzisiaj, gdy cenzura wykreśla, zwłaszcza w pismach katolickich, słowa prawdziwe i myśli odważne, gdy wykreśla się słowa Księdza Prymasa, Ojca Świętego i – o zgrozo – nawet słowa Pisma Świętego”.

Wreszcie na temat męstwa nauczał:
„Podstawowym warunkiem człowieka ku zdobywaniu prawdy, a tym samym ku likwidowaniu zła, którym jest kłamstwo, będzie zdobycie cnoty męstwa. Cnota męstwa jest przezwyciężeniem ludzkiej słabości, zwłaszcza lęku i strachu. Chrześcijanin musi pamiętać, że bać się trzeba tylko zdrady Chrystusa – za parę srebrników jałowego spokoju. Warto to zdanie zapamiętać: „Bać się trzeba tylko zdrady Chrystusa za parę srebrników jałowego spokoju”. Chrześcijaninowi nie może wystarczyć tylko samo potępienie, kłamstwa, tchórzostwa, zniewolenia, nienawiści, przemocy. Chrześcijanin sam musi być prawdziwym świadkiem, rzecznikiem i obrońcą sprawiedliwości, dobra, prawdy, wolności i miłości. O te wartości musi odważnie upominać się dla siebie i dla innych”.
„Trzeba, aby na co dzień towarzyszyła nam świadomość, że żądając prawdy od innych, sami musimy żyć prawdą; żądając sprawiedliwości, sami musimy być sprawiedliwi w stosunku do bliźnich; żądając odwagi i męstwa, sami musimy być na co dzień mężni i odważni”.
Podzielę się z wami swoim osobistym przeżyciem. Na trzy miesiące przed śmiercią, 14 lipca 1984 r., w gronie kapłanów rozmawialiśmy z księdzem Jerzym. Opowiadał o swoich przeżyciach, przesłuchaniach, udręczeniach, ale przede wszystkim o pracy wśród robotników. W pewnym momencie wyraził przejmujące stwierdzenie: „Ja się poświęciłem i ja się nie cofnę”.

Śmierć męczeńska za braci
Ksiądz Jerzy modlił się za udręczoną przez totalitaryzm Ojczyznę. Odprawiane przez niego Msze Święte w intencji Ojczyzny skupiały dziesiątki tysięcy ludzi. Stały się sławne w całym ówczesnym świecie. Słowo głoszone przez księdza Jerzego i jego modlitwa przeraziły władze komunistyczne, tak bardzo uzależnione od sowieckiego „imperium zła”. Zareagowały więc tak samo, jak reagował szatan wypędzany z opętanych przez Chrystusa: słowami nienawiści, oszczerstwami, groźbami, nieudanymi zamachami. A potem, podobnie jak w historii Chrystusa, przyszło skuteczne, podstępne, dokonane bez świadków, terrorystyczne porwanie, poniżanie, torturowanie i męczeńska śmierć w nurtach Wisły.
„Nie ma większej miłości nad tę, jeśli ktoś daje życie swoje za przyjaciół swoich” (J 15, 13). Znamy wszyscy te Chrystusowe słowa. Sługa Boży ksiądz Jerzy nie słowami, ale swoim życiem i męczeńską śmiercią, poniesioną z rąk komunistycznych morderców, poświadczył je w całej pełni.
Poniósł śmierć męczeńską, ponieważ na serio potraktował słowa Chrystusa zapisane w Ewangelii, mówiące o tym, że kapłan jest pasterzem, który broni swoich owiec przed krwiożerczym i podstępnym wilkiem, który je ostrzega przed niebezpieczeństwem, a jeśli trzeba, naprzód idzie pierwszy, ryzykując wszystko, nawet swoje życie.

Co powiedziałby dziś ksiądz Jerzy
Umiłowani Siostry i Bracia!
Przeżywamy dziś dwudziestą piątą rocznicę obecności księdza Popiełuszki w waszej świątyni i modlimy się o jego rychłą beatyfikację. Jednak zapewne bezwiednie sami zadajemy sobie pytanie: Czy ksiądz Jerzy nie umarł na darmo? Czy uwolniona w sposób niemal cudowny z jarzma niewoli Polska jest taka, o jaką on tak gorąco modlił się i walczył?
Zapytajmy, co powiedziałby dziś ksiądz Popiełuszko, gdyby był wśród nas, gdyby patrzył na niszczące społeczeństwo bezrobocie, na nędzę setek tysięcy ludzi, na dzieci niedożywione, na korupcję, krętactwa. Co by powiedział na spiski przeciw Kościołowi, i to tych, którym Naród oddał ufnie i naiwnie władzę nad sobą? Co by powiedział, gdyby czytał pełne nienawiści do religii katolickiej i pogardy dla patriotyzmu, pełne przy tym wszelkiego moralnego plugastwa, czasopisma?
Co by powiedział, gdyby patrzył, jak ci, którzy niegdyś skupiali się wokół niego, którzy wspierali jego działania, którzy akceptowali bez żadnych zastrzeżeń głoszone przez niego wartości, ale zaraz po uzyskaniu wolności przez naszą Ojczyznę ruszyli do bezwzględnego ataku przeciw temu, co było treścią jego życia i jego walki? Ruszyli przeciw tym wszystkim wartościom, które zawierają się w przyjętym przez niego życiowym zawołaniu, by ze wszystkich sił służyć Bogu i chrześcijańskiej Ojczyźnie? Co powiedziałby na ten przedziwny fakt, że chociaż komunistyczną gospodarkę zastąpił kapitalizm, to komunistyczna nienawiść do Kościoła pozostała nadal. Co więcej – wyraźnie się wzmaga.
Zapewne nie stanąłby po stronie wszechobecnego relatywizmu głoszonego przez realizujące ideologię tzw. poprawności politycznej siły polityczne, organizacje oraz potężne media (radio, telewizja, prasa). Z pewnością nie akceptowałby rozkwitającego coraz bujniej lewackiego nowego marksizmu z jego otwartą wrogością do wiary i moralności chrześcijańskiej.
Przeciwnie, znów stanąłby w obronie Bożej sprawy – przeciw szerzonej programowo anarchii moralnej, przeciw liberalizmowi etycznemu, fałszywej anarchistycznej wizji wolności, demokracji bez wartości, która wiedzie do totalitaryzmu bezideowości, i z pewnością byłby przeciw dzikiemu kapitalizmowi, nawiasem mówiąc, lewackiego pochodzenia, który bezwzględnie krzywdzi ludzi pracy, tak bardzo bliskich sercu księdza Jerzego.
Z pewnością traktowano by go agresywnie, jako tradycjonalistę i nacjonalistę. Być może czyniliby to ci, którzy bili mu brawa, kiedy przemawiał w czasie słynnych Mszy Świętych sprawowanych w intencji Ojczyzny.
A jednak patrząc na polską rzeczywistość, odległą już o 25 lat, zapewne ksiądz Jerzy nie uznałby swego życia i swojej ofiary za zmarnowane. Widząc pod plugawą i brudną pianą zła przejawiającego się w przestępczości, korupcji, bandytyzmie, bluźnierstwach, zboczeniach seksualnych, czynnie okazywanej pogardzie dla chrześcijaństwa, nie popadłby w pesymizm.
Dostrzegłby na pewno głębokie pokłady dobra w Narodzie Polskim. Dostrzegłby miliony uczciwych, zmagających się z różnymi problemami polskich rodzin, ale nie zdradzających Chrystusa.
Dostrzegłby wspaniałą polską młodzież, której jest na pewno więcej niż tych młodych, którzy sens życia widzą w rozpuście, alkoholu, narkotykach, mocnych przeżyciach i w dyskotekach.
Dostrzegłby ogromną liczbę ruchów, organizacji, stowarzyszeń, szkół i uczelni katolickich. Zwracałby się do wiernych już nie tylko z ambony, lecz także za pomocą istniejących mediów katolickich, o których zaistnienie walczył.
Zachwyciłby się z pewnością wspaniałą akcją charytatywną polskiej Caritas, która czyni ogromnie dużo dobrego, więcej niż kiedykolwiek w naszym kraju.
Byłby szczęśliwy, patrząc na możliwości każdego z nas, żyjących w wolnym kraju, mogących wprost złu powiedzieć „nie”. Cieszyć się z tego, że mamy prawo wybierać między dobrem a złem i to nie tylko w swoim życiu indywidualnym, lecz także w życiu społecznym i politycznym. Że mamy prawo wchodzić do polityki i kierować krajem. Mamy prawo powiedzieć – przy urnie wyborczej – „nie” ludziom złym, niekompetentnym, skompromitowanym i wrogim wierze chrześcijańskiej.

Wyprosił nam wolność
Umiłowani i Kochani Siostry i Bracia!
Tak jak wielcy święci i bohaterowie, ksiądz Jerzy Popiełuszko dokonał niesłychanie wiele dobrego. Umocnił duchowo miliony ludzi za życia i po śmierci umacnia po dziś dzień. Przybliżył im Chrystusa, który zawsze jest z ubogimi i prześladowanymi.
Swoją modlitwą, zanoszoną wraz z milionami Polaków przed Boży tron, i męczeńską śmiercią wyprosił wolność dla Ojczyzny, wolność każdemu, kto w niej żyje, dającą szanse na pełny rozwój i na służbę dobru.
Jego piękne, choć trudne życie, jego męczeńska śmierć nie poszły na marne. Dla polskich kapłanów i dla was wszystkich, moi drodzy wierni, niech stanie się wzorem dobrego samarytanina, pełnego miłości dla bliźnich, samozaparcia, altruizmu i poświęcenia pasterskiej służby kapłańskiej, która nie zna granic ofiarności.
Pamiętając o słowach Pana Jezusa: „Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie” (Mt 5, 10), módlmy się gorąco o to, byśmy kierując się przykładem jego życia, mogli już wkrótce włączyć Sługę Bożego ks. Jerzego Popiełuszkę do kalendarza wielkich polskich bohaterów wyniesionych do chwały ołtarzy. A czas jest bliski. Amen.

O. Gabriel Bartoszewski OFMCap.
drukuj