Dla MAK generał to trup numer cztery

Międzypaństwowy Komitet Lotniczy w jednym z rosyjskojęzycznych załączników
do końcowego raportu w sprawie katastrofy na lotnisku Smoleńsk Siewiernyj
umieścił werystyczne analizy sądowo-lekarskie z autopsji ciała gen. Andrzeja
Błasika. Drastyczne opisy obrażeń, jakich doznał dowódca Sił Powietrznych RP,
MAK opublikował na swojej stronie internetowej. Andrzej Błasik określany jest
jako "niezidentyfikowany mężczyzna" lub "trup nr 4".

"W opinii eksperta nr 37 zawarta jest informacja o wykryciu u dowódcy SP
Rzeczypospolitej Polskiej alkoholu etylowego 'we krwi w stężeniu 0,6 promila, co
odpowiada lekkiemu zatruciu alkoholowemu, w nerce alkoholu etylowego nie
wykryto’. Stąd też wynika, że najprawdopodobniej alkohol został spożyty w czasie
lotu" – czytamy w raporcie MAK. Lekarz wojskowy Dariusz Fedorowicz, brat
zmarłego tragicznie 10 kwietnia Aleksandra Fedorowicza, tłumacza prezydenckiego,
zauważa, że wszystkie ustalenia MAK nie są dla niego w tej chwili już w
najmniejszym stopniu wiarygodne.

Próbki łatwo zafałszować
W opinii Fedorowicza, podawanie takich informacji publicznie dopiero dziewięć
miesięcy po katastrofie jest czynem wysoce niemoralnym i haniebnym. – Dlaczego
tych materiałów nie przekazano stronie polskiej na samym początku, jak to
stwierdzono? Należało wtedy zabezpieczyć próbki, wezwać polskich specjalistów i
powiedzieć im, żeby sami je jeszcze raz, niezależnie zbadali. Nie zrobiono
jednak tego. Teraz, po dziewięciu miesiącach, gdy nie ma już w tej chwili
praktycznie żadnych szans, żeby to zweryfikować, ogłasza się tzw. bombę. Jest to
nieetyczne, niemoralne i wręcz haniebne – podkreśla Dariusz Fedorowicz. Jak
zaznacza, takie badania krwi łatwo zafałszować. – Zafałszować próbkę, gdyby się
to chciało zrobić, nie stanowi problemu. I tu to zrobiono – dodaje. Pełnomocnik
pani Ewy Błasik, wdowy po dowódcy Sił Powietrznych, mecenas Bartosz Kownacki
zwraca uwagę na fakt, że są wątpliwości, czy dokumentacja rosyjska, wskazująca
na alkohol we krwi gen. Andrzeja Błasika, nie została zmanipulowana. –
Dokumentacja znajdująca się w prokuraturze jest niekompletna. Tym bardziej nie
daję wiary dokumentacji medycznej przekazywanej przez Rosjan ze względu na to,
jak długo ona była przekazywana i jakie do tej pory wykazane są błędy w
przekazywaniu tej dokumentacji, zabezpieczenia chociażby materiału dowodowego –
mówi mecenas. – Ze względu na to, że do tej pory całość tego materiału nie
została przysłana, rodzi to obawy, że Rosjanie mogą cały czas manipulować tym
materiałem – dodaje.
Generał Błasik był tylko pasażerem w rządowym Tu-154M lecącym na uroczystości do
Katynia. Miał prawo, jak wszyscy inni pasażerowie, do wypicia niewielkiej ilości
alkoholu, podawanego do posiłków. Takiej procedury nie stosuje się wyłącznie
podczas lotów delegacji rządowej, lecz w każdych zwyczajnych liniach lotniczych.
Gdyby nawet więc wypił, w co wątpi zarówno Ewa Błasik, jak i zaprzyjaźnieni z
generałem piloci, nie było to żadne przestępstwo. – Publikowanie takich
sformułowań, zwłaszcza gdy to dotyczy osoby, która tak naprawdę nie musi mieć
"0" zawartości alkoholu w organizmie, jest kompletnie nieuprawnione. To haniebne
pomówienie. Pan generał Błasik był pasażerem, więc nawet gdyby wypił lampkę wina
na pokładzie samolotu, to nie byłoby to żadnym przestępstwem, bo to normalna
praktyka stosowana podczas lotów – mówi Dariusz Fedorowicz. Podobnie uważa płk
rez. pilot Wojciech Krupa, były dowódca 31. Bazy Lotnictwa Taktycznego w
Poznaniu Krzesinach, prowadzący w Grupie Akrobacyjnej "Żelazny". – W alkohol we
krwi Andrzeja, który stwierdził MAK, nie wierzę. Niestety, oszczerstwo, że
generał Błasik w stanie "wskazującym" nakazał pilotom lądowanie, poszło już w
świat – mówi z oburzeniem.

Zasłona dymna
Brak obecności alkoholu w nerce u generała Błasika świadczy o tym, że w moczu
również go nie było. Jego ciało zostało późno zidentyfikowane i dowodzenie, że w
jego krwi występowało jakieś stężenie alkoholu, jest próbą zawoalowania
faktycznych przyczyn katastrofy. W prawdziwość tez głoszonych przez MAK nie
wierzy przyjaciel generała Andrzeja Błasika, major rez. pilot Marek Gąsior.
Uważa, że podanie do publicznej wiadomości niepotwierdzonej niczym informacji o
stanie upojenia alkoholowego, w jakim miał znajdować się dowódca Sił
Powietrznych, jest rzeczą podłą. – To była chęć pokazania światu, że w Polsce
decydenci, czyli generałowie lub inni dostojnicy, pijani dowodzą statkami
powietrznymi – podkreśla mjr Gąsior. Jak zaznacza Dariusz Fedorowicz,
najprawdopodobniej chodzi tu jednak o alkohol endogenny, który wytwarza się w
organizmie podczas zachodzenia procesów gnilnych. – Trzeba sobie jasno
powiedzieć, że stężenie rzędu 0,6 promila to nie jest duże stężenie alkoholu. Te
aspekty więc należy rozpatrywać na innym poziomie, a więc -podkreślę jeszcze raz
– czy w ogóle te badania są wiarygodne. Przecież nie mieliśmy nad nimi żadnej
kontroli, nie jesteśmy więc w stanie powiedzieć, czy były w sposób właściwy
przeprowadzone – podkreśla Fedorowicz. Lekarz zaznacza jednocześnie, że łatwo
tutaj o pomyłkę. – Jeżeli chodzi o samo pobieranie materiału na zawartość
alkoholu, to jest szereg obwarowań, uwarunkowań, których niedopełnienie może
prowadzić do powstawania takich błędów nawet u osoby żyjącej. Wtedy
automatycznie jest całkowicie niewiarygodny wynik. Mówienie o alkoholu we krwi
generała Błasika to rodzaj zasłony dymnej. Zresztą nawet sam Edmund Klich
powiedział, że raport MAK jest taką zasłoną. W pełni się z tym zgadzam – dodaje
Fedorowicz.

To nie uczestniczył czy naciskał?
Dlaczego Rosjanie nie chcieli przekazać nam materiałów dotyczących obecności
alkoholu we krwi gen. Błasika tuż po katastrofie? Dlaczego jego ciało zostało
znalezione nie w kokpicie, lecz w środku samolotu, co kłóci się z tezą MAK, że
na sto procent generał był w kokpicie podczas lądowania? Z załączników
dołączonych do raportu MAK wynika, że Rosjanie uznali, iż o obecności generała w
kokpicie świadczy głównie charakter jego obrażeń, i na tej podstawie
przyporządkowali go do kabiny. To tylko niektóre z podstawowych pytań, na które
Rosjanie nie udzielają odpowiedzi. Tak naprawdę pytania można zadawać do każdej
strony przekazanego nam raportu MAK. Istnieją jednak kwestie, nad którymi nie
można przejść obojętnie. Od początku wmawiano nam winę pilotów i to, że działali
pod presją gen. Błasika, który zmusił ich do lądowania, mimo iż nie pozwalały na
to warunki pogodowe. Przeczy temu jednak sam raport MAK. Czytamy w nim:
"Nieuczestniczenie dowódcy SP Rzeczypospolitej Polskiej w rozwiązaniu powstałej
skrajnie niebezpiecznej sytuacji wpłynęło na podjęcie decyzji przez dowódcę
statku powietrznego o zniżeniu poniżej wysokości podjęcia decyzji bez nawiązania
kontaktu z obiektami naziemnymi". Wyraźnie pada tu słowo NIEUCZESTNICZENIE.
Skoro więc generał Błasik "nie uczestniczył", to jak miał naciskać na pilotów? –
Rodzi się coraz więcej pytań, np. kto rozpoznawał głos generała. W raporcie pada
słowo "nieuczestniczenie", więc o jakiej presji może być mowa? Przecież mamy tu
do czynienia z ewidentnymi przekłamaniami. Mówiono nam, że obecność gen. Błasika
w kabinie doprowadziła do tego, iż mjr Protasiuk podjął taką, a nie inną
decyzję, a teraz czytamy o jego "nieuczestniczeniu w rozwiązaniu powstałej
skrajnie niebezpiecznej sytuacji" – oburza się mjr Marek Gąsior. – To się kłóci
jedno z drugim. Nie wiem, czy oni w MAK naprawdę nie panują nad tym, co mówią?
Ale to mówią te same osoby, więc dla mnie jest to coś nienormalnego. To jakiś
bełkot, tego nie można słuchać – dodaje. Major Gąsior zwraca uwagę na jeszcze
jeden aspekt związany z katastrofą. W raporcie MAK mowa jest o tym, że część
pasażerów nie była zapięta pasami. "Analiza badań medyczno-trasseologicznych
(rozdział 1.16.8) wykazała, że część pasażerów znajdujących się głównie w
przedniej części kabiny pasażerskiej nie była przypięta pasami" – czytamy w
raporcie. Mogłoby to świadczyć o tym, że samolot nie był w decydującej fazie
lądowania. Jak tłumaczy mjr Gąsior, zapięcie pasów nakazuje się pasażerom w
zasadzie od momentu wejścia do samolotu. Te pasy powinny być zapięte do
osiągnięcia wysokości przelotowej, czyli najczęściej chodzi tu o wysokości
między 7 a 10 tysiącami i dopiero wtedy pada komenda, że można pasy rozpiąć.
Wyjątkiem jest sytuacja, gdy lot jest w takich warunkach, gdzie może nastąpić
turbulencja – wtedy zaleca się, żeby tych pasów nie zdejmować. – Przy
rozpoczęciu procedury zniżania powinna być komenda: proszę zapiąć pasy. Zapala
się lampka informująca o tym, przekazują ją również stewardessy. Nie sadzę, by
ktoś logicznie myślący tego pasa nie zapinał, bo to kłóci się z procedurami i z
bezpieczeństwem – mówi Gąsior.

W obronie honoru gen. Błasika
Mecenas Kownacki uważa, że trudno stawiać jakikolwiek zarzut generałowi, że mógł
wypić alkohol na pokładzie samolotu, bo był jednym z pasażerów tego lotu. Nie
można więc budować tezy, że pobudzony generał zmusił pilotów do lądowania, tym
bardziej że wszystko wskazuje na to, iż ten alkohol mógł powstać w jego
organizmie już po katastrofie. Bulwersująca, według mecenasa, jest również teza,
że generał Błasik, minister Kazana i prezydent Kaczyński wywierali presję na
pilotów. – Rosjanie w raporcie MAK przeczą sami sobie. Z jednej strony zarzuca
się generałowi, że naciskał na pilotów, a z drugiej strony zarzuca się, że nie
wydał rozkazu pilotom, jak rozumiem, żeby nie lądowali. Rodzi się tu pytanie o
konsekwencje strony rosyjskiej. Czy uważają, że zgodnie z procedurami dowódca
Sił Powietrznych powinien wydać zakaz lądowania, czy też uważają, że go nie
powinno być w kokpicie. To jest wewnętrzna sprzeczność – podkreśla pełnomocnik
Ewy Błasik. Jak zaznacza, ważne jest także pytanie, na jakiej podstawie Rosjanie
uważają, że generał "nie uczestniczył" w rozwiązaniu zaistniałej sytuacji.
Według mecenasa, jego obecność w kokpicie pozwala raczej twierdzić, że starał
się pomóc pilotom. – Jestem w stanie zawnioskować – i będziemy tego żądali – o
opinię psychologiczną, odpowiadającą na pytanie, czy generał mógł chcieć wspomóc
pilotów w rozwiązaniu tej krytycznej sytuacji. On mógł być buforem między załogą
a resztą pasażerów, uniemożliwiając na przykład pozostałym osobom wejście do
kokpitu, by w końcowej fazie lotu w nim się nie znajdowały, jak również wziąć na
siebie odpowiedzialność za decyzje załogi – podkreśla mec. Kownacki. Mecenas
zauważa, że należy przede wszystkim zacząć od ustalenia, czy alkohol w
organizmie generała powstał już po katastrofie, a także od tego, jakim rodzajem
badań ustalano ilość alkoholu we krwi. Ustalić należy również, jakie były
obrażenia ciała generała i skąd pobierano krew do badania. – Całkowicie
wykluczam, że gen. Błasik spożywał alkohol przed lotem. Będziemy też wnioskowali
o przesłuchanie świadków na tę okoliczność – dodaje mec. Kownacki.

 

Piotr Czartoryski-Sziler

drukuj