„Diabeł nakłonił serce Judasza” (J 13, 2)
Problem Judasza jest problemem wiecznym. Jest to problem otwarcia na Boga,
a także wierności Bogu i własnemu czystemu sumieniu. W biblijnym pełnym opisie
Judasz symbolizuje brak otwarcia na Boga i zakłamanie swego sumienia. A więc
jest w nim coś z winy Adama, krwi przelanej przez Kaina, winy Izraela, który
odrzucił swego Mesjasza, a wreszcie jest wiecznym obrazem każdego chrześcijanina,
odstępcy i zdrajcy.
Oczywiście człowiek ma zawsze pokusę, żeby własne zło usprawiedliwiać. Toteż
już w II wieku heretycy gnostyccy napisali "Ewangelię Judasza Iskarioty",
gdzie bronią Judasza jako rzekomo świętego, a nawet jako najwyższego z Apostołów.
Fałszywe to pismo było znane pisarzom kościelnym już na początku III wieku.
Ale ma ono i dziś, po odkryciu pełnego tekstu, jakieś swoje judaszowe owoce.
Oto niektórzy ludzie dopatrują się w nim jakiegoś przewrotu nauki i etyki
chrześcijaństwa, co chcieliby jednocześnie uznać za modernizację chrześcijaństwa.
I tak podsyca się współczesne judaszostwo, także i w Polsce.
Zielone światło
dla Judasza
W Polsce ciągle się, niestety, nasila coś z postawy Judasza: ataki na prawowierny
Kościół, na etykę ewangeliczną i ogólnoludzką, na Polskę tradycyjną, na sensowność
życia w Polsce. Nie ustają, a nawet wzmagają się, ataki na prezydenta, któregośmy
wybrali, na partie co bardziej godne, na rząd, na wolność bycia Polakiem i
obywatelem pełnoprawnym. Niewątpliwie w ogóle "diabeł wstępuje w serca wielu"
(por. J 13, 27).
Jest jednak jeszcze coś bardziej judaszowego. Pamiętamy, że Papież Paweł VI
powiedział w pewnym momencie krytycznie, że czasami czuje się swąd diabła i
w ludzkiej stronie Kościoła. Judasz to nie fikcja literacka, lecz rzeczywistość
wielkiej pokusy, którą zawsze trzeba pokonywać. U nas właśnie pokazuje się
to w niesłabnących atakach na Kościół prawowierny, na żywą religijność, na
etos polski, a nawet na całe miliony ludzi, za to że współpracują z mediami
katolickimi, wolnymi i obiektywnymi, że owe miliony tychże mediów potrzebują,
że ich słuchają, że się z nimi kontaktują i że wypowiadają w nich swoje poglądy
bez cenzury liberalnej. Tak judaszowego ataku u nas w Polsce jeszcze nie było.
I świeckim "reformatorom" Kościoła Bożego, owianym duchem liberalizmu, udaje
się wciągać pewną grupę duchownych, którzy właśnie mają coś więcej z Judasza.
Chcą zamknąć usta katolikom prawowiernym, którzy te media stworzyli, opłacają
z własnej kieszeni i radują się nimi jak swoim chrześcijańskim i ojcowskim
domem. Czy nikt w Polsce nie może takich wrednych ataków poskromić?
Dotąd w Polsce Kościół duchownych był zawsze z Narodem, a dziś niektórzy jego
przedstawiciele chcą Naród wierny Kościołowi lekceważyć, atakować i pogardzać
nim. I to wszystko na życzenie liberałów, którzy zapałali duchem niszczenia
wszystkiego, co zbudowała dotąd ludzkość. Dzieje się coś niesłychanego. Do
niedawna rządy i władze różnych partii atakowały Kościół, który pokornie lizał
swoje rany. Teraz nagle jakaś grupa administracji Kościoła przypuszcza ataki
na rząd, na zwycięską w wyborach partię, na prezydenta i na prawych polityków
za to, że nie mogąc korzystać z mediów publicznych, skorzystały i korzystają
z mediów Ojców Redemptorystów, katolickiego zgromadzenia zakonnego. Kościelnych
współpracowników z liberałami trzeba by zapytać za św. Pawłem: "Albo jakaż
jest wspólnota Chrystusa z Beliarem?" (2 Kor 6, 15). Zarzuca się, oczywiście
niesłusznie, mediom redemptorystów, że popierają tylko jedną partię, a owej
grupie duchownych to wolno bez zastrzeżeń popierać jedynie Platformę Obywatelską?
Z pewnych sformułowań wynika, że zagrożone są po judaszowsku nie tylko media,
ale także jedyna w Polsce Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej, zapewne
z nienawiści do nauki katolickiej. Trzeba zwrócić uwagę, że wiele uniwersytetów
państwowych nie chce licencjuszy toruńskich przyjmować na etap magistrancki.
W wyższym szkolnictwie polskim jest jeszcze wiele z ducha marksistowskiego.
Czy "postępowi" katolicy chcą uważać, że nasza kultura i działalność medialna
muszą być ateistyczne i antypolskie, jak to było dotychczas na forum publicznym
kraju? Czy nie ma tu swądu szatana?
Antysemityzm?
Jak długo możemy również cierpieć nieustanne zarzuty, wprost szantaż "antysemityzmu",
i to bardziej ze strony katolewicy niż ze strony samych Żydów? Zarzut antysemityzmu,
nawet całkowicie niesłuszny, w Niemczech, Austrii, Anglii, Italii, w Ameryce
łamie karierę polityczną, artystyczną, dyplomatyczną, naukową i administracyjną,
a także często i kościelną. Dlatego jest ciągle poniewierany Papież Pius
XII, choć uratował on tysiące Żydów. Niektórzy zarzucają naiwnie Piusowi
XII, że nie uratował wszystkich Żydów z łap Hitlera w zasięgu całej Rzeszy
Niemieckiej. Zresztą wmawia się i Polakom, że nie odbili zbrojnie Żydów z
rąk armii niemieckiej. Racją takich absurdalnych ataków jest tylko nienawiść
do Polaków. Piusowi XII zarzuca się także, że nie ogłosił specjalnej encykliki
przeciwko hitleryzmowi. Tymczasem Papież nie chciał prowokować jeszcze większego
szaleństwa hitlerowskiego. Dość wspomnieć, że w pewnym momencie udało się
nuncjuszowi uzyskać audiencję u Hitlera. Hitler po wejściu do pokoju przyjęć
od razu zaatakował Papieża jako swojego największego wroga, po czym rzucił
się na dywan i tarzał się z pianą na ustach z wściekłości. Nuncjusza szybko
usunięto. W owego Judasza, niegdyś katolika, wstąpił szatan.
Kiedyś trzej profesorowie amerykańscy powiedzieli mi w rozmowie na temat antysemityzmu
mniej więcej tak: My w Ameryce mamy antysemityzm nieporównywalnie większy niż
u was w Polsce, tylko że my jesteśmy mądrzejsi i nie mówimy tego publicznie,
po prostu współpracujemy dla korzyści. Wy zaś rozgłaszacie swoje żale i pretensje
za antypolonizm żydowski i sami sobie przypinacie łatkę antysemitów. Tak. Ale
my mamy swój polski honor.
Kiedy wspominam o antysemityzmie, to nie mam pretensji do Żydów młodych, którzy
nie znają tamtych czasów ani atmosfery wojny totalnej. Mam natomiast pretensje
do tych ludzi na Zachodzie i u nas, którzy na swoim, fałszywym często, filosemityzmie
oraz na zarzutach antysemityzmu chcą po prostu zarobić. U nas tak zdają się
robić liczni dziennikarze i politycy, a nawet, niestety, i niektórzy duchowni.
I tak ów szkalujący zwrot "polskie obozy koncentracyjne" lub "zagłady" jest
często stosowany nie tylko w innych krajach, ale i w naszym kraju. I w tym
również jest duch Judasza.
Z naszych słabości
PO, SLD i trochę LPR zarzucają PiS, prezydentowi i rządowi, że nic nie zrobili.
Można przypuszczać, że ci, tak totalnie krytykujący wszystko, nie dostrzegają
jakże ciężkiej sytuacji ogólnej, a sami kierują się tylko zaciekłością walki
o władzę. Mało kto zdaje sobie sprawę, jak bardzo jesteśmy spętani złym dziedzictwem
społecznym, potężnymi naciskami sił zachodnich i rozpadem duchowym społeczeństwa.
Ile jest i u nas przy tym ugrupowań, ośrodków i działań iście judaszowych!
Na przykład niemal wszystkie oskarżenia Polski z Zachodu o antysemityzm,
nacjonalizm, szowinizm, ksenofobię itp. są fabrykowane przez naszych obywateli
w Polsce i przekazywane dziennikarzom zachodnim, oczywiście nie za darmo.
Nasi "neofici" liberalizmu są dużo gorsi niż agresywni liberałowie zachodni.
I to też jest judaszostwo.
Jednocześnie też tworzy się często judaszostwo kolektywne w całych partiach
i zespołach. Partia zwłaszcza często ma jakąś swoją zbiorową "duszę", która
zniewala członków i nimi kieruje. Nieraz poszczególni ludzie wszystkich partii
wydają się porządni, godni zaufania i mądrzy. Ale cała partia staje się jakąś
nową, determinującą i szaleńczą siłą nadrzędną i nieludzką. To jest ta tajemnica
społeczności, która nie jest tylko zwykłą sumą jednostek. Przypomina się tu
stare łacińskie powiedzenie: "senatores boni viri, sed senatus mala bestia",
co się wykłada po polsku: "poszczególni senatorowie to mężowie dobrzy, ale
cały senat to zła bestia". Różne jest też życie ideologii w jednostce i w całej
zbiorowości. Weźmy np. publiczne odmawianie Różańca: na Kubie jest ono uważane
za kontrrewolucyjne, ale i na Zachodzie jest ono "antyunijne" i bywało, że
kleryka wyrzucano z seminarium, gdy publicznie modlił się na różańcu. Ideologie
dochodzą do szaleństwa.
Na scenie ideologii partyjnej łatwiej o szał, no i o ogłupienie, jak np. w
partii bolszewickiej czy nazistowskiej. Kiedy nasi różni przywódcy, i polityczni,
i związkowi – prócz pana Wałęsy – likwidowali Stocznię Gdańską, to wszystkie
media publiczne milczały i prawo niczego złego w tych grabieżach się nie dopatrywało.
Kiedy natomiast Radio Maryja próbowało Stocznię wbrew władzom ratować dla honoru
Polski, to prasa partyjna, głównie "Gazeta Wyborcza", gotowa jest i dziś przedstawiać
Ojców Redemptorystów jako szalbierców i złodziei. Szczególnie o. Jana Króla,
który odegrał ważną rolę w próbach ratowania Stoczni, robi się wielkim malwersantem,
a to chyba dlatego, że on prowadził transmisje rozmów i wystąpień PiS, rządu
i prezydenta w mediach redemptorystów. A widzisz, prowadziłeś owe programy
i nie ubliżałeś swoim rozmówcom, jak czynią to media publiczne, to teraz masz!
I tak szerzy się straszne chamstwo. Czy już w Polsce nie ma żadnego środka
na chamstwo publiczne? I na rozbój medialny?
Ośrodki gorąco prounijne tworzą znowu atmosferę pogardy wszystkiego, co narodowe
i polskie. Kiedyś pod koniec XIX w. i na początku XX krakowska szkoła historyczna,
zwana pesymistyczną (J. Szujski, W. Kalinka, M. Bobrzyński i inni), uczyła,
że Polacy nie zasługiwali na niepodległość, ani na posiadanie swojego państwa,
ani na kulturowe znaczenie w Europie, bo są niesforni i niezdyscyplinowani.
Dlatego musiały przyjść zabory, które były dobrodziejstwem dla Polaków. Sąsiedzi
nasi mieli zmysł państwowotwórczy, ale myśmy go nie mieli. Dziś dodaje się
do tego, że państwo polskie musi zostać wchłonięte przez państwo Europy. Tam
jest nasze i teraz ocalenie. Stąd PO nie troszczy się już właściwie o państwo
polskie, troszczy się jedynie o wolne życie bogatych w "regionie Polski". To
ma też coś z judaszostwa.
Pochodną Narodu Polskiego jest u wielu przeciwników Radia Maryja także jakaś
pogarda chłopa, robotnika i zwykłego obywatela, co z kolei rzutuje i na sferę
kościelną. Tą drogą liberałowie "uciekają" od socjalizmu. Tymczasem tylko garstka
ludzi ze wsi i małych miast może się wygrzebać z wielkiej nędzy, jeśli nie
kradną i nie oszukują na potęgę. Tutaj Kościół oficjalny nie powinien za żadną
cenę uciekać od problemów społeczno-politycznych, lecz z całą mocą powinien
brać w obronę ubogich, bezrobotnych, pozbawionych odpowiedniego wykształcenia
i przegranych życiowo. Trochę to robi.
Ale ogólnie obawiamy się, że z racji rozwoju techniki łapie ducha zbyt arystokratycznego,
bogackiego i wyniosłego wobec "ciemnoty". I, niestety, ataki niektórych ważnych
duchownych na miliony prostych odbiorców Radia Maryja i TV Trwam i próby wyniosłego
kneblowania ust, żeby nie dzwonili o swoich bolączkach, swoich sprawach i nie
wyrażali poglądów "nieliberalistycznych" – ma coś z ducha przedwojennej artystokracji,
no i z ducha judaszowego. Jeśli Kościół hierarchiczny w całości swej nie potraktuje
bardzo sprawiedliwie i z całą miłością chłopów, robotników i innych zwykłych
obywateli, a swoją obecność sprowadzi tylko do celebrowania uroczystości z
politykami i urzędnikami, to po latach i u nas może się zrodzić bękart rewolucji
francuskiej lub rewolucji październikowej. Nie wystarczy zdać wszystko na samą
Caritas i na siostry zakonne. Nie może też grupa krzykliwych i dominujących
duchownych szerzyć stylu artystokratycznego, antyludowego, liberalnego, odrzucać
Kościół ludowy jako rzekomo antysemicki i tworzyć sobie Kościół teatralno-salonowy.
Nie może też reszta milczeć jakby ze strachu przed wpływowymi i "nowoczesnymi",
choćby stali i wysoko. Przecież sam św. Paweł (po polsku znaczy: Mały) otwarcie
zganił św. Piotra, gdy ten jako Żyd zaczynał unikać pogan, ograniczając się
tylko do obrzezanych (por. Ga 2, 11-14). Każdy duchowny na swoją miarę odpowiada
za Kościół przed Bogiem. Nic tak nie degraduje duchownego, jak brak zmysłu
kościelnego i czucia z ludźmi.
Świadome
i podświadome
Postawa społeczno-polityczna i światopoglądowa społeczeństwa jest bardzo skomplikowana
i trudna do pełnej analizy, stąd takie wielkie pole do popisu różnego rodzaju
ideologów, a także apostolstwa religijnego. O ile więc względnie łatwo jest
wpływać na jednostkę, zwłaszcza niedojrzałą, to bardzo trudno jest modelować
różnymi strukturami mentalnymi całego społeczeństwa. Jednak i na polu społecznym
dużo mogą zdziałać osobowości wybitne, utalentowane i krytyczne. Dlatego tak
dużo znaczą w społeczności świeckiej wybitni politycy i twórcy, a w społeczności
religijnej święci i oddani apostołowie Boży. Niemniej tworzenie się wielkich
struktur mentalnych i ideologicznych jest w różnych krajach świata i w Polsce
więcej podświadome i nieświadome niż świadome. Dlatego na istotną zmianę czy
poprawę owych struktur muszą być skierowane całe arsenały środków wpływających
na człowieka od jego urodzenia aż do śmierci. Rozumiemy zatem, dlaczego inżynierowie
wielkich ideologii i modelowania umysłowości ludzkich zaczynają od zabierania
danym społecznościom mediów i niejako ich samoświadomości. Jasne jest więc,
po co w Polsce chce się odebrać ogólne religijne media ludziom wierzącym i
zastąpić je kontrolowanymi oraz ateizującymi. Niestety, pomocą w tym służą
i niektórzy duchowni, nawet wysocy, gdyż albo nie mają wiedzy społeczno-kulturalnej,
albo podoba się im "Ewangelia Judasza".
Wielkim obowiązkiem katolików świeckich i duchownych w Polsce jest rozwijać
społeczną samokrytykę i krytykę nowych ideologii. Każdy nowy system, czy to
liberalizm, czy to totalizm lub globalizm, czy wreszcie nowinki sekciarskie,
jakie są do Polski niesione, musi być poddawany, możliwie przez wszystkich,
odpowiedniej refleksji, głębokiej analizie i śmiałej krytyce – w wolności polskiej.
Ta ogromna nawałnica ateizującego liberalizmu na Polskę musi być powstrzymana.
Ważne w tym jest także zadanie filozofii chrześcijańskiej i teologii społeczno-politycznej,
której duchowni nie mogą nie znać. Kapłani nie mogą rozwijać działalności bezpośrednio
politycznej, ale powinni głosić katolicką naukę społeczno-polityczną, która
jest różna i od marksizmu, i od liberalizmu. W tej myśli katolickie media ogólne,
nieuzależnione od liberalizmu, nie odbierają wolności żadnym innym mediom naszym
i zachodnim, choć media zachodnie również gwałtownie atakują media redemptorystów,
zapewne napuszczane przez naszych różnych Judaszów. Zachód chce mieć również
dominację nad świadomością polską. I dlatego Polska znalazła się pod ogromną
presją obcych kapitałów, interesów i działań zaborczych. Tymczasem nie tylko
nie możemy stracić naszych mediów katolickich obronnych, ale też musimy odzyskać
media publiczne, które sprzysięgły się, żeby obalić rządy PiS i które są tak
umocowane obecnie, jakby były narzucone przez jakichś zaborców Polski.
Ostateczność
Obecnie pozycja PiS jest – z powodu jego wypośrodkowanego i trochę kompromisowego
stanowiska propolskiego – bardzo zagrożona, nie tylko przez tajne układy
oraz przez PO, ale także, niestety, i przez niektóre partie prawicowe, które
niekiedy zachowują się desperacko: niech Polska zginie, byle one zrealizowały
swoje programy, choć są w dużej mniejszości. Brakuje u nas dłuższej tradycji
politycznej.
Jeśli zatem nie powiedzie się rozumna koalicja, a ogólna sytuacja państwa choćby
jako tako się nie unormuje, to trzeba będzie chyba pomyśleć – jeśli nie będzie
to sprzeczne z epikeją Konstytucji – o zawieszeniu parlamentu, a potworzyć
liczne komisje złożone z wybitnych parlamentarzystów i z różnych innych wybitnych
postaci, także wziętych z mniejszości, żeby one przygotowywały prezydentowi
materię do dekretów, o czym myślał kiedyś p. Lech Wałęsa. Po trzech latach
można by parlament odwiesić, na kilka miesięcy przed nowymi wyborami. Jeśliby
zaszła taka potrzeba, można by zwrócić się do całego społeczeństwa polskiego
o pomoc, żeby stworzyło ono Ruch Odbudowy Polski. Może wtedy ukonstytuowałaby
się Polska bardziej wolna i prawdziwa.
O Wielki Różaniec
Trzeba poddać wszystko wielkiej modlitwie polskiej, zwłaszcza różańcowej. Niech
Matka i Królowa Polski okaże swoją "wszechmoc błagającą". Modlitwa różańcowa
ma cudowną skuteczność i bardzo usensownia nasze życie.
Weźmy tylko jeden drobny przykład, który opowiedział mi partyzant AK z autopsji.
W lasach koło Krasnegostawu w 1943 roku stacjonował partyzancki oddział AK
pod dowództwem "Podkowy". Partyzant ów był na czatach w nocy. Nad ranem przyspał
troszkę, a tu nagle wyrosły przed nim dwie postacie Niemców w mundurach, ale
bez broni. Zostali zatrzymani i mówili, że już mają dosyć służby niemieckiej.
Partyzant ów zaprowadził ich do komendanta "Podkowy". Uradzono, że muszą być
rozstrzelani, bo zdekonspirowali ważny oddział. Partyzant wziął ich w miejsce
ustronne i kazał kopać groby. Oni, kiedy wykopali, poprosili o to, żeby mogli
się pomodlić. Partyzant patrzy, a oni wyciągnęli różańce. Oczywiście wziął
ich z powrotem do komendanta i oznajmił, że on do takich ludzi nie będzie strzelał.
W rezultacie przyjęto ich do oddziału. Zaraz potem jeden z nich uratował życie
"Podkowie" w ataku na Orłów Murowany, choć sam został ranny. Długo po wojnie
nawiązali kontakt z owym partyzantem jako swym przyjacielem i towarzyszem broni.
Módlmy się za Kościół, za Radio Maryja, za w pełni wolną Polskę, no i za Judaszów.
ks.
prof. Czesław S. Bartnik
