Dekonspiracja prostactwa

Dziennikarz TVN drwi z ofiar katastrofy pod Katyniem


Chodzi o słowa prezentera Marcina Prokopa: „Jeśli ktoś
chce być orłem, nie może latać z kaczkami”, wypowiedziane przez niego na
firmowej imprezie w jednym z warszawskich hoteli. Uczestnicy byli zszokowani.
Prokop nie wziął nawet pod uwagę faktu, że pod Katyniem zginął mąż jego
koleżanki z pracy Joanny Racewicz – kpt. Paweł Janeczek, szef ochrony
prezydenta.

„W niedzielę w jednym z warszawskich hoteli miała miejsce pewna firmowa
konferencja, którą prowadziła Kasia Cichopek i Marcin Prokop. Prezenterowi TVN
ponoć trudno było zachować powagę. Całości przewodniczyła pani Kasia Cichopek.
Jako gość specjalny zaproszony został Marcin Prokop, który wypowiadał się na
tematy motywujące: sukces, kariera itp. Należy zaznaczyć, że podczas imprezy
kilkukrotnie wspominane było, aby zachować powagę sytuacji w związku z ostatnią
tragedią. Pan Prokop w trakcie występu popełnił kilka karygodnych błędów. Zarząd
firmy określił słowem ‚cieniasy’ (co zostało mu wypomniane w przemowie dyrektora
krajowego), a na koniec swojej wypowiedzi stwierdził, że ‚jeśli ktoś chce być
orłem, nie może latać z kaczkami’, co wzbudziło ogólną konsternację” –
relacjonuje jeden z jej uczestników.
– TVN nie zamierza komentować tej
sprawy, ponieważ cytowana wypowiedź pana Marcina Prokopa nie miała żadnego
związku z tragedią z 10 kwietnia. Jednocześnie internauta, który rzekomo był
naocznym świadkiem wystąpienia red. Prokopa, umieścił jego wypowiedź w
całkowicie fałszywym kontekście – poinformował „Nasz Dzienniki” Karol Smoląg,
rzecznik prasowy Grupy TVN. Nie odpowiedział jednak na pytanie, kiedy i w jakim
dokładnie miejscu słowa te padły. Jak donosi portal internetowy Trendz.pl, słowa
te znany skądinąd prezenter stacji wypowiedzieć miał w jednym z warszawskich
hoteli podczas odbywającego się tam szkolenia „pewnej dużej firmy”. Prokop miał
tam poruszać tematy „motywujące”; opowiadał o sukcesie i robieniu kariery.
Kompromitujące słowa miały paść pod koniec wystąpienia. Prezenter miał też
wypowiedzieć się krytycznie o zarządzie firmy, który nazwał „cieniasami”. Warto
przy tym dodać, że w katastrofie z 10 kwietnia zginął Paweł Janeczek, oficer
BOR, mąż koleżanki Prokopa z pracy, dziennikarki TVN – Joanny
Racewicz.
Dziennikarz próbuje tłumaczyć się z wypowiedzi. „To jest ohydna,
ubecka kalumnia. Sprawa najprawdopodobniej znajdzie swój finał w sądzie.
Sugestia, że obraziłem uczucia Polaków, kpiąc z Lecha Kaczyńskiego, kpiąc z
pogrzebu. Trzeba być naprawdę idiotą, aby w ten sposób to potraktować. To zdanie
padło w zupełnie innym kontekście. Moją wypowiedź spuentowałem znanym, mam
nadzieję wszystkim, przysłowiem. Jeżeli komuś moja wypowiedź skojarzyła się z
tragedią pod Smoleńskiem, to albo naprawdę ma złe intencje, albo ma źle
poukładane w głowie” – stwierdził Prokop.
– Być może rzeczywiście nie należy
tu szukać żadnych skojarzeń z poważnymi politykami, jakimi byli i są bracia
Kaczyńscy. Jednak na miejscu pana Jarosława Kaczyńskiego nie chciałbym, by takie
skojarzenia powstawały. Czyżby intencją pana Prokopa było zdyskredytowanie
zasług tych polityków, którzy zginęli pod Smoleńskiem? – pyta Marek Czachorowski
z Katedry Etyki Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. – Poza tym
chciałbym podkreślić, że poległy prezydent latał jak orzeł i panu Prokopowi
należy tylko życzyć, by na takich wysokościach latał. Jak widać, prezenterowi
TVN trudno było zachować stosowną powagę nawet w czasie żałoby – mówi
Czachorowski.
Zdaniem dr Joanny Taczkowskiej-Olszewskiej, medioznawcy z
Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, wystąpienie prezentera
TVN świadczy o zaostrzaniu przez dziennikarzy stacji kojarzonej ze stacją
rządową atmosfery kampanii wyborczej.
– W moim przekonaniu, niektóre osoby,
które mienią się dziennikarzami, w ogóle nie dorastają do tego, by taki zawód
uprawiać. Przypuszczam, że z takimi wypowiedziami będziemy się spotykali
częściej – ocenia Taczkowska-Olszewska. – Rolą dziennikarza jest informowanie, a
nie doprowadzanie do konfliktów czy wymierzanie sprawiedliwości. W czasie żałoby
narodowej niektórzy z dziennikarzy ukazujący wcześniej postać prezydenta Lecha
Kaczyńskiego wyłącznie w negatywnym świetle przebrali się w szaty osób, które
przeszły nagłe przeobrażenie. Jak widać, była to jednak tylko gra pozorów i
hipokryzji. Zachowanie to nie wynikało z przemiany, ale z czystej kalkulacji
zysków i strat. Otóż media nie mogły zachować się inaczej, musiały stwarzać
pozory przyzwoitości. Ale jak widać, pojawiły się osoby, których nie było stać
nawet na to, by takie pozory zachowywać – ocenia Taczkowska-Olszewska.

Trudno komentować tak prymitywne wypowiedzi. Dziwię się, że TVN takich ludzi
zatrudnia. Trzeba taką głupotę dekonspirować. Widać tu wyraźnie, że niektórzy
dziennikarze żadnej żałoby narodowej nie przeżywali. Oni tylko na moment
zamilkli i teraz to sobie odbiją – komentuje Wojciech Reszczyński, były szef
Informacyjnej Agencji Radiowej.

Anna Ambroziak

drukuj