Deja vu

4 sierpnia Sąd Okręgowy w Szczecinie wymierzył 50-letniej Annie S. karę 15 tysięcy złotych. Winą mieszkanki Wolina miało być skomentowanie homoseksualnego związku jej 25-letniego sąsiada Ryszarda G. – który zamieszkał z 44-letnim partnerem Tomaszem – słowami „pedał przyprowadził sobie pedała”. Anna S. jest osobą bezrobotną i bez prawa do zasiłku. Jest oczywiste, że nie ma z czego zapłacić tej gigantycznej dla niej kwoty. Uzasadniając wyrok, sąd jednak uznał, że Anna S. naruszyła „wolność, godność, cześć i intymność” Ryszarda G. Powołał się przy tym na rezolucję Parlamentu Europejskiego z 2006 r., która definiuje tak zwaną homofobię i określa ją „jako nieuzasadniony lęk i niechęć wobec osób homoseksualnych, biseksualnych i transseksualnych, oparte na takich uprzedzeniach, jak rasizm, ksenofobia, antysemityzm i seksizm”.

Ten wyrok jest precedensowy, bo ewidentnie polityczna poprawność wzięła tu górę nad sprawiedliwością. Wymyślona w lewicowych laboratoriach idei polityczna poprawność (political correctness) początkowo oznaczała zjawisko zastępowania w języku określeń uznawanych za negatywne na rzecz określeń bardziej „neutralnych”. W modelu demokracji liberalnej szybko jednak polityczna poprawność zastąpiła stosowaną w krajach autorytarnych instytucję państwowej cenzury prewencyjnej. W praktyce – również w Polsce po wyroku Sądu Okręgowego w Szczecinie – staje się bezwzględnym i totalnym instrumentem reglamentacji wolności słowa. Przy wykorzystaniu administracyjnej potęgi państwa, a więc na przykład sądów, albo zakazuje zajmować się pewnymi tematami, albo też nakazuje je przedstawiać w – nazwijmy to – „odpowiednim” świetle. Piewcy politycznej poprawności, sami się tolerancji domagając, są przy tym wyjątkowo nietolerancyjni i agresywni dla myślących inaczej.
Propagowanie politycznej poprawności opiera się na poglądzie, że stosowany przez kogoś język odbierany jako wartościujący przyczynia się do zwiększenia dyskryminacji grup mniejszościowych. Jednak język narzucony przez polityczną poprawność eliminuje wszystkie słowa wartościujące z wyjątkiem tych, które sama wartościuje. Administracyjne uznanie równości wartości i antywartości oraz żądania grup mniejszościowych domagających się przywilejów kosztem całego społeczeństwa rodzą chaos i nihilizm. Powodują odejście od zasady równości wszystkich wobec prawa na rzecz coraz większej liczby wyjątków od tej zasady w postaci specjalnych uprawnień i przywilejów dla hałaśliwych i posiadających wpływy w mediach różnych grup społecznych, rasowych, orientacji seksualnych. Homoseksualizm jest jednym z najbardziej zapalnych płaszczyzn konfrontacji. Ideolodzy politycznej poprawności uznają bowiem „gejów” za nową klasę uciemiężonych przez „opresyjne” i „reakcyjne społeczeństwo”.
Szczeciński wyrok ujawnia jeszcze inną twarz politycznej poprawności. W Polsce powinniśmy być szczególnie na nią wrażliwi ze względu na doświadczenia totalitarnej przeszłości. Powstaje bowiem wrażenie, że mamy do czynienia z czymś znanym z czasów PRL. Ze zjawiskiem określanym déj vu (fr. już widziane), czyli odczuciem, że przeżywana obecnie sytuacja miała już miejsce w przeszłości, połączonym z przekonaniem, iż to niemożliwe. A jednak jest możliwe! Bo przecież w tamtym okresie również była narzucana Polakom polityczna poprawność, różniąca się jedynie akcentami. W ówczesnej konstytucji też była zapisana zasada wolności słowa, lecz nie tylko w wymiarze publicznym, ale i prywatnym nie wolno było krytykować reżimu, Związku Sowieckiego, PZPR i jej członków, nie wolno było mówić o chrześcijańskich korzeniach naszej kultury i tożsamości narodowej, prawdy o wojnie polsko-bolszewickiej, Powstaniu Warszawskim. Ludzi karano wyrokami sądowymi za mówienie o tych sprawach, za słuchanie Wolnej Europy. Co prawda nie określano ich mianem „homofobów”, ale etykietowano za pomocą zwrotu „element antysocjalistyczny”. Jednak jedno i drugie służyło i służy temu samemu celowi, czyli społecznemu wykluczeniu, które może oznaczać na przykład koniec kariery zawodowej.
Czy w dzisiejszej Polsce wróciła cenzura i zakaz wolności słowa? Bo przecież okazuje się, że nie można wyrażać swojej opinii na przykład o stylach życia, o życiorysach „autorytetów moralnych”, nie można mówić o realnych zagrożeniach dla Polski, nie można mówić krytycznie o realizowanym przez eurokratów modelu Unii Europejskiej, nie można mówić o ludobójstwie na Polakach dokonanym przez ukraińskich nacjonalistów. Polityczna poprawność kwestionuje prawdę i propaguje relatywizm. Jest instrumentem fałszowania rzeczywistości i świadomości społecznej, a jej celem jest tworzenie „nowego człowieka” i „nowego społeczeństwa”, które jest całkowicie kontrolowane przez postmarksistowskich inżynierów dusz.


Jan Maria Jackowski
drukuj