Czy Tusk prosił Merkel o pomoc
Z Piotrem Naimskim, członkiem Zespołu ds. Bezpieczeństwa Energetycznego w
Kancelarii Prezydenta RP, śp. Lecha Kaczyńskiego, wiceministrem gospodarki w
latach 2005-2007, rozmawia Małgorzata Goss
Od kilku dni jesteśmy bombardowani informacjami, że na ten rok gazu jest za
mało, że dostawy do niektórych zakładów zostaną wyłączone… Te doniesienia mają
związek z negocjowaniem kontraktu gazowego, które jest w toku?
– Na całe to medialne zamieszanie spowodowane zarówno oświadczeniami Komisji
Europejskiej, jak i spółki Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo oraz
Ministerstwa Gospodarki trzeba spojrzeć spokojnie. W tym roku brakuje PGNiG
prawdopodobnie nieco ponad 1 mld m sześc. gazu do zaspokojenia potrzeb. Jeśli
PGNiG nie uda się załatwić dodatkowej dostawy, to oczywiście będzie problem, ale
to nie katastrofa. Brak gazu dotknie przede wszystkim zakłady chemiczne
produkujące nawozy. Warto dodać, że przemysł chemiczny używa gazu głównie jako
surowca do produkcji. Otóż gaz jako surowiec można zastąpić amoniakiem lub
mocznikiem. To technicznie możliwe, zakłady wiedzą, jak to robić. Surowiec można
dostarczać cysternami drogą kolejową. Wprawdzie wzrosłyby koszty, ale to nie
jest katastrofa dla sektora chemicznego. Niestety, zamiast racjonalnego
spojrzenia mamy sianie paniki, po to żeby opinia publiczna gładko przełknęła
niekorzystną umowę z Rosjanami przygotowaną do podpisu.
Straszenie brakiem gazu jest elementem nacisku w negocjacjach?
– Tak, uważam, że te informacje medialne są elementem nacisku na opinię
publiczną. Próbuje się nas przekonać, że to, co przygotowało PGNiG, jest jedynym
rozwiązaniem i trzeba je jak najszybciej przyjąć. A w dodatku – przekonać
Komisję Europejską, iż niesłusznie sprzeciwia się umowie. Paradoks polega na
tym, że Komisja Europejska w tym przypadku występuje w polskim interesie, bo to
w naszym interesie leży, aby polskim odcinkiem Jamału zarządzał polski operator
Gaz-System, żeby miał pełne uprawnienia, mógł składać wnioski taryfowe za
przesył gazu przez gazociąg jamalski i by inni klienci, oprócz Gazpromu i PGNiG,
mieli zapewniony dostęp do gazociągu. Przy okazji trzeba zaznaczyć, że nieprawdą
jest, iż ustanowienie operatora jest równoznaczne z wywłaszczeniem właściciela
gazociągu, czyli EuroPolGazu. EuroPolGaz pozostanie oczywiście właścicielem, a w
umowie operatorskiej między Gaz-Systemem i EuroPolGazem będą zawarte zasady
przekazywania właścicielowi pieniędzy z tytułu opłaty za przesył gazu.
Właściciel nic nie traci, to tylko kwestia wprowadzenia konkurencji na tym
rynku.
Przejęcie przez polski Gaz-System roli operatora polskiego odcinka Jamału
jest głównym punktem spornym?
– To tylko fragment sporu. Mówi się o przygotowywanym "aneksie do umowy
jamalskiej", ale w rzeczywistości tych umów jest sześć czy siedem i są one
zawarte na różnych poziomach – zarówno rządowym, jak i między spółkami. Rzecz
polega na tym, że Polsce brakuje 2 mld m sześc. gazu ziemnego do 2014 roku. W
normalnych warunkach biznesowych o kontrakcie na tę dodatkową ilość powinni
decydować dyrektor zakupów PGNiG i dyrektor sprzedaży w Gazpromie. A tutaj są
zaangażowani premier, wicepremier, cały polski rząd, premier Putin, prezydent
Miedwiediew, komisarz UE… Rosjanom udało się dokładnie pomieszać politykę z
biznesem. A my jesteśmy tego ofiarą.
Rosjanie wykorzystali tę sytuację do renegocjacji całego kontraktu gazowego.
Chodziło im o to, aby umowa była długoterminowa, przy stałych ustalonych z góry
cenach, i aby strona rosyjska miała wpływ na taryfy za przepływ gazu przez
terytorium Polski?
– Chodzi im o to, by umowa została podpisana na bardzo długo, do 2037 r. – z
możliwością przedłużenia do 2045 r., żeby gaz był odbierany przez PGNiG według
niekorzystnej formuły cenowej, która daje gaz najdroższy w Europie, a także o
to, aby EuroPolGaz, który jest właścicielem polskiego odcinka Jamału, a w którym
PGNiG ma 48 proc. udziałów, był spółką niedochodową, której roczny dochód – za
porozumieniem stron – będzie na poziomie zaledwie 21 mln złotych.
Rosja argumentuje, że takie długoterminowe umowy z Gazpromem, do 2035 r.,
zawarły np. włoski koncern ENI czy niemiecki E.ON.
– To – jak zwykle – jest tylko "półprawda". Gazprom ma rzeczywiście
długoterminowe umowy z koncernami zachodnimi, ale są to umowy komercyjne,
biznesowe. Nie ma żadnej umowy międzyrządowej w sprawie gazu, takiej, jaką ma
Polska z Rosją. Nasza sytuacja powoduje, że każda próba renegocjacji,
poprawienia umowy gazowej (teoretycznie co trzy lata jest możliwość otwarcia
negocjacji cenowych) natychmiast staje się problemem politycznym. Wszelkie próby
negocjacji biznesowych Rosjanie natychmiast przerzucają na poziom polityczny, a
– jak możemy obecnie obserwować – polski rząd, rząd Donalda Tuska, jest
nieodporny na nacisk polityczny.
W 2014 r. ma zostać oddany do użytku terminal gazu skroplonego w Świnoujściu.
Czy to jest właśnie perspektywa, która nas interesuje, jeśli chodzi o podpisanie
umowy na dodatkowe dostawy gazu? Po uruchomieniu dostaw LNG nie będziemy zdani
na gaz z Rosji…
– Jesteśmy oczywiście zainteresowani realizacją starego, dotychczasowego
kontraktu gazowego, zawartego do 2022 r., który przewiduje dostawy na poziomie 8
mld m sześc. rocznie. Do zbilansowania potrzeb brakuje nam jednak ok. 2 mld m
sześc. gazu do roku 2014. Dlatego interesuje nas drugi, krótkoterminowy kontrakt
na dostawy 2 mld m sześc. gazu do 2014 roku.
PGNiG stara się o zakontraktowanie brakującego gazu w niemieckim E.ON Ruhrgas,
ale firma nie może zagwarantować dostaw, ponieważ nie uzyskała zgody na
transport gazu do Polski przez terytorium Ukrainy. Bez rezultatu zakończyły się
też rozmowy z Kulczyk Holding. Odmówił dostaw ukraiński Naftogaz. Żadna z firm
zachodnich nie podjęła się dostaw gazu z zachodu, tj. realizacji odwróconego
przepływu na Jamale. Czy wszyscy są w zmowie z Gazpromem?
– To jest kwestia powiązań biznesowych. Zachodnie koncerny nie chcą narażać
swoich stosunków z Gazpromem dla realizacji małego kontraktu w Polsce. PGNiG
poinformowało, że podpisało kontrakt z E.ON Ruhrgasem, ale E.ON nie uzyskał
prawa przetransportowania gazu przez Ukrainę, czyli od wschodu. I tutaj znowu
dotykamy problemu politycznego: okazuje się, że w strefie wpływów Gazpromu o
tym, czy ktoś może przesłać gaz, decydują nie możliwości techniczne (które w tym
wypadku istnieją), lecz polityka. Spółka E.ON nie umie załatwić zgody. To
oznacza, że kwestia powinna być rozwiązana, niestety, na poziomie politycznym.
Pytanie otwarte do premiera Donalda Tuska brzmi: czy zwrócił się do kanclerz
Angeli Merkel z prośbą o udzielenie solidarnej politycznej pomocy w celu
rozwiązania problemu? W sytuacji gdy zarówno Tusk, jak i kanclerz Merkel
utrzymują, że stosunki Polski z Rosją są dobre i nadal się poprawiają, nie
powinno być żadnym problemem dla Berlina załatwienie w Moskwie zgody na tę
transakcję, korzystną przecież dla niemieckiej firmy.
Mamy powody do obaw, że zimą zabraknie gazu do ogrzewania mieszkań?
– Nie, te dostawy są zagwarantowane, zapasy gazu są także w magazynach.
Może dojść do dalszego ograniczenia dostaw z Rosji?
– Do tej pory się nie zdarzyło, aby Gazprom zamknął lub ograniczył dostawy ze
starego kontraktu jamalskiego. Ten kontrakt był i jest realizowany. Miejmy
nadzieję, że dalej tak będzie.
Polska ma jakieś atuty w ręku?
– Polska i polskie spółki powinny się zachowywać suwerennie i realizować własne
plany. Jeśli udałoby się przyspieszyć o kilka miesięcy oddanie do użytku
gazoportu – byłby to wielki sukces. Powinniśmy też wspierać firmy i
przedsięwzięcia zmierzające do wydobycia gazu ze złóż niekonwencjonalnych w
Polsce. Rozpoczynająca się historia gazu łupkowego w Polsce może zakończyć się
sukcesem. Komisja Europejska jest sojusznikiem Polski w kwestii umowy gazowej,
trzeba się tylko racjonalnie zachowywać. Polska od 2006 r. była rzecznikiem
zrealizowania zasady solidarności w dziedzinie bezpieczeństwa energetycznego.
Byliśmy jednymi z pierwszych, którzy ten problem podnieśli na forum UE. Ta
polityka przynosi obecnie pierwsze owoce, coś lepszego się dzieje, i trzeba z
tego korzystać, zamiast przekonywać Komisję Europejską, by odstąpiła od
korzystnych strategicznie dla Polski rozwiązań.
Dziękuję za rozmowę.
