Ahmadineżad wyprowadza ONZ z równowagi

Przedstawiciele delegacji amerykańskiej, a także innych państw – krajów
Unii Europejskiej, Kanady, Nowej Zelandii i Kostaryki – opuścili obrady
Zgromadzenia Generalnego ONZ po tym, jak prezydent Iranu Mahmud Ahmadineżad
powiedział, że większość ludzi wierzy, iż to Stany Zjednoczone są odpowiedzialne
za przeprowadzenie ataków na wieże WTC we wrześniu 2001 roku.

Biały Dom określił przemowę prezydenta Iranu jako "nienawistną i pełną urojeń".
W czasie swojego wystąpienia Ahmadineżad jednak zupełnie nie zraził się
manifestacją zachodnich delegacji i w dalszym ciągu atakował Stany Zjednoczone
oraz ich głównych sojuszników, w szczególności Izrael. Niemal cała mowa
irańskiego prezydenta mogła być scharakteryzowana jako jedna długa tyrada
przeciwko cywilizacji zachodniej. Jeśli chodzi o słowa, które skłoniły do
opuszczenia sali dużą część delegatów, to Ahmadineżad nie oskarżył Waszyngtonu
bezpośrednio o przeprowadzenie zamachów z 2001 roku. Zasugerował jednak, że
bardzo popularne są teorie głoszące, iż to rząd USA sprowokował w jakiś sposób
te ataki, aby usprawiedliwić swoją interwencję militarną na Bliskim Wschodzie.
Po tych słowach wstali i opuścili salę dyplomaci amerykańscy, za ich przykładem
poszli Brytyjczycy, a zaraz po nich kolejne delegacje.
Rzecznik delegacji USA Mark Kornblau powiedział, że dziwaczne opinie przywódcy
Iranu nie odzwierciedlają dobrej woli irańskiego społeczeństwa. – Zamiast
reprezentować swoich ludzi, Ahmadineżad po raz kolejny wybrał się, by rozgłaszać
teorie spiskowe – powiedział Kornblau. Także szefowa unijnej dyplomacji
Catherine Ashton podkreśliła, że stanowczo odrzuca tego typu sugestie. –
Oskarżenia prezydenta Iranu, jakoby USA były w jakikolwiek sposób odpowiedzialne
za zamachy z 11 września 2001 roku albo jakoby sądziła tak większość
amerykańskiego narodu, są oburzające i nie do przyjęcia – oświadczyła Ashton.
Po manifestacji zachodnich dyplomatów Ahmadineżad kierował swoją przemowę do
wypełnionej zaledwie w połowie sali. Wielokrotnie podkreślał, że podjęte wobec
jego kraju sankcje są niesprawiedliwe, ale jednocześnie nieefektywne. Dlatego –
jak zauważył – jest w pełnej gotowości, aby rozmawiać z prezydentem USA, żeby
obydwaj mogli głośno przedstawić swoje stanowiska. W tym celu złożył propozycję,
aby to właśnie Iran gościł przyszłoroczny szczyt na temat terroryzmu i aby rok
2011 ogłosić rokiem rozbrojenia nuklearnego. Po raz kolejny stwierdził, że
program wzbogacania uranu, który ściągnął na Iran międzynarodowe sankcje, nie ma
nic wspólnego z produkcją broni atomowej, a jedynie z zapewnieniem dostaw
energii. Zwrócił się do władz ONZ, aby nie zrównywały prowadzonego przez jego
kraj "pokojowego programu energii nuklearnej z bombami nuklearnymi".
Kwestia rozbrojenia nuklearnego była wczoraj jednak podejmowana bez względu na
sugestie irańskiego dyktatora. Ministrowie spraw zagranicznych z USA, Wielkiej
Brytanii, Chin, Francji, Niemiec i Rosji spotkali się, aby dyskutować o tej
kwestii.

Łukasz Sianożęcki

drukuj