Czy to tylko nieznaczne opóźnienia?

Przez ponad pół roku rząd Donalda Tuska nie znalazł czasu na dostosowanie polskiego prawa w zakresie ochrony środowiska do dyrektyw UE, co jest jednym z warunków niezbędnych do uruchomienia środków unijnych w ramach Regionalnych Programów Operacyjnych

Fundusze unijne na przeprowadzenie szeregu inwestycji w ramach Regionalnych Programów Operacyjnych, jakie mogłyby trafić do właścicieli małych i średnich firm, prawdopodobnie przejdą polskim przedsiębiorcom koło nosa. Wszystko dlatego, że przez ponad pół roku rządów Donalda Tuska jego gabinetowi nie udało się doprowadzić do przyjęcia projektu ustawy harmonizującej polskie i unijne prawodawstwo związane z ochroną środowiska. Doraźne rozwiązania w postaci „wytycznych” dotyczących tzw. okresu przejściowego przygotowane przez Ministerstwo Rozwoju Regionalnego budzą spore zastrzeżenia. Resort problem traktuje jednak nader błaho i przekonuje, że w sumie… nic się nie stało. Ale zdaniem specjalistów – znacznie spowalnia to gospodarkę i stawia pod znakiem zapytania możliwość wykorzystania przydziału tych środków.

Pieniądze z funduszy unijnych są na zakup termosów, kubków i walizek dokonywanych przez Ministerstwo Edukacji Narodowej, są miliony złotych – również z funduszy UE – na opłacenie reklam „Narodowej Strategii Spójności”, ale – jak się okazuje – może zabraknąć ich dla polskich przedsiębiorców, którzy chcieliby uczestniczyć w inwestycjach regionalnych współfinansowanych z unijnych pieniędzy. Środki na ten cel są teoretycznie już przyznane, ale z ich uruchomieniem mogą być problemy. Powodem są rozbieżności polskich przepisów prawnych z wymogami dyrektywy unijnej w sprawie oceny skutków wywieranych przez niektóre przedsięwzięcia publiczne i prywatne na środowisko naturalne. By środki unijne mogły zostać uruchomione, niezbędne jest dostosowanie polskiego prawa w zakresie ochrony środowiska do wymogów unijnych. Ale choć wymagania Komisji Europejskiej w tym względzie są znane od dawna, do dziś stosowna ustawa nie została przyjęta. – Poprzedni rząd przygotował projekt ustawy likwidującej rozbieżności pomiędzy polskim a unijnym prawodawstwem w tym zakresie. Ustawa nie została jednak skierowana do Sejmu ze względu na wcześniejsze wybory. Jesienią 2007 roku szefem Ministerstwa Środowiska został pan Maciej Nowicki i ustawa najwyraźniej trafiła do kosza – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” poseł Grażyna Gęsicka (PiS), minister rozwoju regionalnego w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego.

Ministerstwo Rozwoju Regionalnego kierowane przez Elżbietę Bieńkowską bagatelizuje jednak całą sprawę i przekonuje, że problem zawieszenia lub anulowania przyjmowania wniosków konkursowych dotyczy – jak napisano w przesłanym nam oświadczeniu – „tylko nielicznych województw”: zachodniopomorskiego, warmińsko-mazurskiego, opolskiego.

Jak poinformowała nas Bogna Bartkiewicz, pełniąca obowiązki rzecznik prasowy marszałka – Zarząd Województwa Zachodniopomorskiego zdecydował się już ponownie przeprowadzić anulowany wcześniej konkurs. Ale do tego – jak ustaliliśmy – ma dojść dopiero na przełomie czerwca i lipca, a to oznacza kolejne opóźnienia. Podwładni minister Bieńkowskiej, choć zapewniają, że „przesunięcia” w harmonogramie realizacji Regionalnych Programów Operacyjnych były „nieznaczne”, to przyznają też, że w województwie mazowieckim nie uruchomiono jeszcze żadnych związanych z tym działań. Sama minister Bieńkowska już w maju wydała specjalne oświadczenie, w którym jednak zabrakło choćby słowa wyjaśnienia powodów skandalicznego opóźnienia w przygotowaniu niezbędnych zmian w prawie. Jest za to krytyka zarządów województw, które zadecydowały o wstrzymaniu lub zawieszeniu konkursów. I propozycja rozwiązań, delikatnie mówiąc, zaskakujących. „Ministerstwo rekomenduje kontynuowanie i rozstrzygnięcie konkursów. Beneficjenci wybranych do dofinansowania projektów zostaną zobligowani do uzupełnienia dokumentacji tak, by odpowiadała wymaganiom. Powinni oni mieć na to odpowiedni czas” – czytamy w oświadczeniu Bieńkowskiej. Jest to swoista powtórka z grudnia ubiegłego roku, kiedy to Bieńkowska wykreśliła z listy indykatywnej szereg projektów polskich uczelni wyższych. Wcześniej naukowcy dostali zaledwie kilkanaście dni na kosztowne dostosowanie projektów do nowych, niezbyt precyzyjnie określonych wymogów.

Bieńkowska: wstrzymać, zawiesić…

Ministerstwo Rozwoju Regionalnego przyznaje, że dostosowanie polskiego prawa w zakresie ochrony środowiska do dyrektyw unijnych jest niezbędne, i przekonuje, że w Ministerstwie Środowiska już „przygotowany został projekt ustawy harmonizującej nasze i unijne prawodawstwo środowiskowe”. Tyle że takie zapewnienia okazują się deklaracjami bez pokrycia. – Do parlamentu nie dotarł żaden projekt ustawy dostosowującej polskie prawo do wskazówek unijnych przygotowany przez rząd Donalda Tuska – podkreśla Gęsicka.

Zamiast ustawy są kolejne wytyczne przygotowane przez Bieńkowską. A te prowadzą do wstrzymania inwestycji lub ich znacznego opóźnienia. W dokumencie napisano m.in.: „(…) zaleca się wstrzymanie dokonywania zgłoszeń planowanych inwestycji do czasu wejścia w życie ww. regulacji. (…) Dla przedsięwzięć, dla których dokonano już zgłoszenia, zaleca się wstrzymanie rozpoczęcia ich realizacji do czasu wejścia w życie nowych przepisów (…). W przypadku inwestycji już rozpoczętych należy zawiesić prowadzone roboty budowlane (…)”.

Straci Polska, stracą przedsiębiorcy?

Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, co może zaskakiwać, przekonuje, że wstrzymanie – niekiedy na wiele miesięcy, konkursów na przeprowadzenie inwestycji w ramach RPO nie spowoduje strat finansowych, zwłaszcza dla przedsiębiorców chcących brać udział w realizacji danej inwestycji. Bieńkowska lekceważy również groźbę utraty środków unijnych zabezpieczonych na ten cel. – W opinii Ministerstwa Rozwoju Regionalnego, nie istnieje zagrożenie utraty dostępnych w ramach regionalnych programów operacyjnych unijnych funduszy dla przedsiębiorców – zapewniają pracownicy resortu.

Jednak dla przedsiębiorców, zwłaszcza właścicieli małych i średnich firm, upływ czasu oznacza wzrost cen i kosztów. A ewentualne przestoje w realizacji inwestycji to straty finansowe. – Jak można mówić, że takie wstrzymanie nie ma wpływu na gospodarkę i przedsiębiorczość? Chyba sobie żartują – komentuje Grażyna Gęsicka. – Takie działania ewidentnie spowalniają gospodarkę, mam wątpliwości, czy w takiej sytuacji damy radę wykorzystać tzw. przydział środków – dodaje.

Obawy nie są bezpodstawne. Dla pomocy przyznanej w ramach funduszy strukturalnych obowiązuje zasada „n+3”. A to oznacza, że Komisja Europejska anuluje automatycznie część zobowiązań finansowych wobec państwa członkowskiego z upływem czwartego roku od ich zaciągnięcia, które nie przekaże do Komisji Europejskiej poprawnego wniosku o płatność.

Wojciech Wybranowski


drukuj