Czy nadejdzie czas rodzin?

Kiedy rząd PO – PSL obudzi się z letargu i przedstawi Polakom nowoczesną
politykę prorodzinną? Kiedy zakończy się eksperymentowanie na naszych dzieciach
łagodnie zwane reformą edukacji? Polska, przejmując 1 lipca przewodnictwo w Unii
Europejskiej, powinna – idąc za przykładem prezydencji węgierskiej – kontynuować
strategię wspierania i rozwoju rodzin w Polsce i w Europie.

Współczesne podejście do rodziny zostało zdominowane przez racjonalistyczny i
utylitarny sposób myślenia, który wprowadzony w życie prowadzi do jej
dezintegracji. Zrelatywizowane zostały, ustalone od pokoleń, wewnątrzrodzinne
prawa i relacje oraz wzajemne zobowiązania członków rodziny: małżonków, rodziców
i dzieci, wnuków i dziadków itp. W krajach wysokorozwiniętych, także i w Polsce,
coraz więcej osób patrzy na swoje życie osobiste w kategoriach "rachunku zysku i
strat", ponieważ dochodzi do wniosku, że zalety życia rodzinnego nie
rekompensują problemów z nim związanych, takich jak np. koszty ekonomiczne
utrzymania rodziny. Rodzina oznacza bowiem wysiłek, obowiązki, w miejsce
komfortu i wolności od trosk dnia codziennego. Tymczasem świat oferuje
"skuteczne" namiastki i możliwości cieszenia się alternatywnymi korzyściami, a
także przyjemnościami, bez konieczności ponoszenia trudu. Pozbawiona ciężaru
gospodarczego instytucja rodziny jest coraz bardziej uzależniana od struktur
państwa i prowadzonej przez nie polityki ekonomicznej i społecznej. Poza tym o
wiele łatwiej może być poddawana presji ideologii i kultury permisywnej, która
nie jest jej przyjazna ani nawet nie jest wobec niej neutralna. Współczesny
człowiek jest bowiem nadmiernie skoncentrowany na samym sobie, by uznawać
wspólnotę rodzinną za "podstawową komórkę społeczną", która jest najbardziej
trwałym, niezależnym związkiem, odpornym na naciski zewnętrzne. Prawidłowo
rozumiana rodzina wymyka się modelowi społeczeństwa czasów globalizacji.

Rodzina to nie tylko kłopot
W Polsce nadal brakuje spójnej i całościowej polityki rodzinnej rządu. Zdumiewa
również i niepokoi duża niezgodność podejmowanych przez rząd inicjatyw
dotyczących rodziny z systemem wartości polskiego społeczeństwa, dla którego np.
akceptacja "alternatywnych" modeli rodziny jest w większości nie do przyjęcia.
Poza tym władza traktuje rodzinę, a zwłaszcza dzieci, przede wszystkim jako
kłopot i obciążenie dla budżetu, pozostawiając rodziców samych sobie z
problemami chociażby pogarszającej się sytuacji ekonomicznej polskiej rodziny,
przemęczenia psychicznego i fizycznego, zaniku więzi społecznych, anarchizacji
postaw moralnych.
Naglącym i wciąż nierozwiązanym problemem jest spadek dzietności polskich
rodzin, który w konsekwencji prowadzi z jednej strony do starzenia się
społeczeństwa, a z drugiej do kurczenia się populacji. Największy spadek
dzietności nastąpił w 2004 r. i wyniósł 1,22, co oznacza, że pokolenie dzieci
urodzonych w tym czasie jest aż o 42 proc. mniej liczne od pokolenia ich
rodziców. Z prognoz demograficznych wynika, że w 2020 r. będzie w Polsce 37,2
mln ludzi, a więc o 1 mln mniej niż obecnie, a w 2030 r. niecałe 35,7 miliona. Z
kolei według prognoz ONZ dotyczących całej Europy, w roku 2050 ludność Polski
zmniejszy się o 20,5 proc., Niemiec o 10,3 proc., Rosji o 24,3 proc, a Ukrainy
aż o 33 procent. Ludność Francji zwiększy się o 10,7 proc., Wielkiej Brytanii aż
o 15 proc., a Hiszpanii o 4,8 procent. Według raportu CIA z tego roku, spośród
200 krajów świata jesteśmy wymieniani na szarym końcu w kontekście wielkości
przyrostu naturalnego, przy jednocześnie rozszerzającej się skali ubóstwa
naszych rodzin. W 2004 r., w porównaniu do 2001 r., zwiększył się odsetek
rodzin, które osiągnęły dochody poniżej minimum egzystencji oraz ustawowej
granicy ubóstwa (we wszystkich kategoriach rodzin z dziećmi na utrzymaniu).

Gospodarczy potencjał rodziny
Rodzina jest podstawą funkcjonowania zdrowego społeczeństwa i zdrowej
gospodarki. Dlatego twórcy nowoczesnych koncepcji politycznych podkreślają
konieczność uwzględniania praw i potrzeb rodziny we wszystkich aspektach życia
publicznego. Nie chodzi jednak o zastępowanie rodziny przez państwo, ale o takie
działania administracji publicznej, które stworzą odpowiednie warunki dla
realizacji w sposób niezakłócony właściwych dla rodziny funkcji.
Rodzina odgrywa również bardzo istotną rolę w gospodarce. Jest przecież nie
tylko wspólnotą życia i miłości, ale niejako też "jednostką" ekonomiczną. Każdy
jej członek stanowi twórczy potencjał, który jest realnym bogactwem narodów.
Nowoczesna ekonomia określa ten twórczy potencjał jako "kapitał ludzki".
Zapewnia on przyszłość ekonomiczną całemu społeczeństwu, natomiast jego
fundamentem jest naturalna rodzina, która niejako tworzy ten kapitał, bo w niej
następuje przekazywanie życia, wychowanie młodego pokolenia i przygotowanie go
do życia społecznego.
Zagadnienie to rozwija prof. Gary S. Becker, amerykański uczony z Uniwersytetu w
Chicago, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii w 1992 roku. W swoich
pracach zwraca szczególną uwagę, wydawałoby się na rzecz oczywistą, a mianowicie
na rangę rodziny. Podkreśla, że tzw. kapitał ludzki to ten, który tkwi w
ludziach, w postaci ich wyszkolenia, wychowania i innych cech, które czynią ich
wydajnymi, zdrowymi i poszukiwanymi pracownikami. Według niego, w nowoczesnej
gospodarce ponad 80 proc. wszelkiego kapitału tkwi w ludziach, a nie w maszynach
czy w majątku. Profesor Becker ostrzega nas: "Jeśli w Polsce zlekceważycie
kapitał ludzki i weźmiecie tylko pod uwagę inne postacie kapitału, zlekceważycie
najpoważniejszą postać kapitału w nowoczesnym społeczeństwie. Nie ma wzrostu bez
inwestycji w kapitał ludzki, a bazą kapitału ludzkiego jest rodzina" (por. Gary
S. Becker, Rodzina jest podstawową jednostką społeczną, "Polska Rodzina", nr
1/95, marzec 1995).

Antyrodzinna polityka rządu
Oczywistym prawem rodziny – na co zwraca uwagę Patrick Fagan, przewodniczący
wpływowej amerykańskiej fundacji "Dziedzictwo" – jest ochrona przed wszelkimi
podatkami wkraczającymi w sferę minimalnych ludzkich potrzeb. Jeśli nie zostały
zaspokojone podstawowe potrzeby rodziny, nie ma ona obowiązku wspomagania innych
czy też finansowania działań państwa, a takie wymagania ze strony państwa są
nieusprawiedliwione.
W Polsce polityka państwa jest antyrodzinna, choćby ze względu na to, że system
podatkowy dyskryminuje rodziny z dziećmi. Znany ekonomista i statystyk dr
Stanisław Kluza w swoich publikacjach mówi wprost o podatku płaconym dziećmi!
Zwraca uwagę, że prawo podatkowe traktuje dziecko jako zbędną konsumpcję, jako
luksus, od którego należy się państwu danina. Ba, można powiedzieć, że państwo
uważa za stosowne karać rodziców za to, iż posiadają dzieci. Podkreśla, że w
przyszłości dzieci tych, którzy ponoszą trudy ich wychowania, będą utrzymywały
coraz bardziej starzejące się społeczeństwo.
Zaspokojenie wszystkich potrzeb dziecka od urodzenia przez 20 lat kosztuje 510
tys. złotych. Minimalny koszt wynosi 150-200 tys. złotych. Szacunek nie
uwzględnia kosztu czasu rodziców. Ale wydatki na dzieci są źródłem ogromnych
przychodów podatkowych państwa. Rodzice, kupując towary i usługi dla dzieci,
zaopatrują kasę państwa w VAT i akcyzę, czyli główne źródło dochodów
budżetowych.
Karolina i Tomasz Elbanowscy ze stowarzyszenia Rzecznik Praw Rodziców wskazują
na paradoks polegający na tym, że dziecko, które przecież nie pracuje i nie
osiąga dochodów, jest w Polsce tak wysoko opodatkowane (zgodnie z wyrokiem
Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości od stycznia 2012 r. wzrośnie z 8 do 23
proc. podatek VAT na ubranka dla niemowląt i obuwie dziecięce). Koszty
oczywiście ponoszą rodzice, co w parze z niekorzystnymi rozwiązaniami fiskalnymi
nadmiernie obciąża polską rodzinę. Najwyraźniej, pomimo tragicznej sytuacji
demograficznej w Polsce, dziecko nie jest dla rządu obywatelem godnym uwagi.

Dziecko – obywatel drugiej kategorii
Ponieważ nie posiada także "głosu wyborczego" – stąd można doraźnie nie zauważać
jego kondycji i potrzeb w kontekście polityki państwa – dzieci nie staną przed
kancelarią premiera, żeby upomnieć się o swoje podstawowe prawa. Mogą za to stać
się przedmiotem obróbki socjotechnicznej, czego przykładem jest wprowadzana
Ustawa o systemie informacji oświatowej, która obliguje placówki dydaktyczne do
zbierania danych, także tzw. wrażliwych, o wszystkich uczniach od początku ich
ścieżki edukacyjnej. Znajdą się w niej informacje o zdrowiu, trudnościach
rozwojowych czy kondycji materialnej rodziny. Nasuwa się pytanie, po co i kto
będzie "czuwał" nad naszymi dziećmi?
Ta troska ustawodawcy wydaje się trącić fałszywą nutą, ponieważ jednocześnie
wprowadzono w ostatnich miesiącach ustawy godzące w siłę i spójność rodziny (z
Ustawą o przemocy w rodzinie na czele). Rodzice otrzymali również informację, że
od przyszłego roku szkolnego wycofuje się dofinansowywanie obiadów w szkołach
przez gminy. Szkoły będą zmuszone powierzać przygotowywanie obiadów firmom
cateringowym, co w konsekwencji może wpłynąć na wzrost ich cen. Innym przykładem
jest niewystarczająca opieka zdrowotna dzieci w wieku szkolnym – zlikwidowanie
opieki lekarskiej i stomatologicznej w placówkach. Statystyki mówią, że co
trzecie dziecko w wieku szkolnym ma problemy zdrowotne, nie mówiąc o szerzącej
się próchnicy. Rodzin w Polsce nie będzie także stać w tym roku na
zorganizowanie wypoczynku wakacyjnego swoim dzieciom – co drugie dziecko może
pozostać w domu. Tymczasem wypoczynek wakacyjny nie jest żadnym luksusem, ale
koniecznością poprawienia kondycji psychofizycznej naszych dzieci.
Wprowadzana kolejna reforma edukacji – zmuszająca pięcioletnie dzieci do pójścia
do szkoły, planowane zmiany w funkcjonowaniu uczelni wyższych w kontekście
chociażby likwidacji dotychczasowego systemu stypendialnego czy wprowadzenia
odpłatności za drugi kierunek studiów podważają wiarę rodziców w dobre, służące
rozwojowi ich dzieci i rodzin intencje rządu.

 

Agnieszka Jackowska
 


Autorka jest filozofem, pedagogiem, prezesem stowarzyszenia Edukacja i
Media, członkiem zarządu Związku Dużych Rodzin "Trzy Plus", matką sześciu córek.

drukuj