Czułem zadowolenie, wydając wyroki na wrogów… (Stefan Michnik, 1999)

Stefan Michnik jest ostatnim żyjącym stalinowskim sędzią wojskowym
wymienionym w słynnym już Raporcie Komisji Mazura, powołanej w 1956 r. do
zbadania odpowiedzialności pracowników Głównego Zarządu Informacji, Naczelnej
Prokuratury Wojskowej i Najwyższego Sądu Wojskowego za łamanie prawa w okresie
stalinowskim. „Prawnicze” dokonania 27-letniego kapitana, w ocenie komisji,
stanowiły podstawę do wyciągnięcia wobec niego konsekwencji
służbowych.

Po ponad 50 latach Stefan Michnik może stanąć przed polskim sądem,
odpowiadając za wszystkie swoje czyny, nie tylko te z dalece niepełnego Raportu
Komisji Mazura. Wojskowy Sąd Garnizonowy w Warszawie podjął decyzję o jego
aresztowaniu, co umożliwi wszczęcie starań o ekstradycję sędziego do Polski.
Ewentualna, choć mało prawdopodobna, zgoda władz szwedzkich na wydanie go
polskim organom ścigania doprowadzić może do procesu i skazania sędziego za jego
osobisty udział w procesach politycznych lat 50., w tym także za orzekanie
wyroków śmierci, których skutkiem było zabijanie niewinnych ludzi.
Zapewne –
podobnie jak w każdym poprzednim przypadku, gdy podejmowano starania o
postawienie w stan oskarżenia któregoś z prawników komunistycznych – rozpęta się
wokół tej kwestii ożywiona dyskusja. Głosy zwolenników osądzenia sędziów i
prokuratorów stalinowskich wypowiadane w imię wierności dla elementarnych zasad
sprawiedliwości zostaną zagłuszone prawdopodobnie i tym razem przez – z pozoru
neutralny i spontaniczny – szum medialny. Jego celem jest przekonanie
społeczeństwa o bezzasadności ścigania sędziwych już dziś ludzi orzekających
wyroki zgodnie z ówczesnym prawem.
Nie zabraknie też prób przekonywania, że
rozliczanie osób winnych popełnienia przestępstw w systemie komunistycznym jest
de facto działaniem politycznym, mającym odwrócić uwagę Polaków od problemów
dnia codziennego.
W nurt dyskusji włączają się czasem sami oficerowie
komunistycznego wymiaru sprawiedliwości, usiłujący przekonać wszystkich do wiary
w antysemickie pobudki podejmowanych wobec nich działań ekstradycyjnych.
W
przypadku Stefana Michnika twierdzi się nawet, że rzeczywistym powodem jego
problemów z polskim wymiarem sprawiedliwości jest polityczna walka ze znanym
organem prasowym jego przyrodniego brata.
W tle publicznej dyskusji
rozgrywają się spory prawne o legalność Polski Ludowej i stanowionego w niej
zbrodniczego prawa, o instytucji niezawisłości sędziowskiej, w końcu o stanie
zdrowia oskarżonego i możliwościach zapewnienia mu właściwej opieki medycznej na
czas śledztwa i procesu.

Pod pseudonimem „Kazimierczak”
Sam Michnik mieszka
tymczasem pod Uppsalą w Szwecji. Urodził się w 1929 r. w Drohobyczu. Jego ojczym
Ozjasz Szechter był aktywnym działaczem Komunistycznej Partii Zachodniej
Ukrainy. Po wojnie został kierownikiem Wydziału Prasowego Centralnej Rady
Związków Zawodowych i zastępcą redaktora naczelnego „Głosu Pracy”. Matka –
Helena Michnik – uczyła kadetów Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i pisała
stalinowskie podręczniki do historii.
Przesiąknięty ideą komunistyczną Stefan
bardzo wcześnie włączył się w działalność polityczną. W 1947 r. wstąpił do PPR,
a rok później był już sekretarzem koła Związku Młodzieży Polskiej w elektrowni
warszawskiej. Rekomendowany przez partię 28 sierpnia 1949 r. wstąpił ochotniczo
do Oficerskiej Szkoły Prawniczej w Jeleniej Górze kształcącej nowe kadry, mające
zastąpić prawników wykształconych przed wojną i pracujących w wymiarze
sprawiedliwości II RP. Należał do najlepszych studentów. W charakterystykach
służbowych podkreślano jego pilność w nauce przedmiotów kierunkowych i
ideologiczne przywiązanie do „władzy ludowej”, wyrażane w aktywnej pracy członka
egzekutywy Oddziałowej Organizacji Partyjnej PZPR.
W trakcie nauki nawiązał
kontakt z Informacją Wojskową. 13 marca 1950 r. przed werbującym go oficerem
przyjął pseudonim „Kazimierczak”, a na osobiście sporządzonym zobowiązaniu do
współpracy napisał: „Ja, Stefan Michnik (…) zobowiązuję się do współpracy z
Organami Informacji Odrodzonego Wojska Polskiego, mając na celu wykrycie
szpiegów, sabotażystów, dywersantów i wszelkiego rodzaju innego wrogiego
elementu działającego na szkodę Wojska Polskiego i ustroju Polski
Ludowej”.
Odtąd zasłyszane i zapisane przez „Kazimierczaka” wypowiedzi i
zachowania innych podchorążych szkoły były znane Informacji Wojskowej. Zasługi
informatora były początkowo wynagradzane tylko finansowo. Szybko uznano jednak,
że jego zdolności w zakresie pracy agenturalnej są daleko większe. Jeszcze w tym
samym roku „Kazimierczak” awansowany został z informatora na rezydenta.
Po
18-miesięcznej nauce w Oficerskiej Szkole Prawniczej Stefana Michnika wyznaczono
na stanowisko asesora w największym i orzekającym największą liczbę kar śmierci
– Wojskowym Sądzie Rejonowym w Warszawie. Sądził tam w procesach politycznych i
równolegle pilnie wykonywał zlecone mu obowiązki rezydenta Informacji Wojskowej.
Pisał donosy na innych sędziów WSR w Warszawie, dopatrując się w ich
orzecznictwie zbytniej pobłażliwości w orzekaniu kar wobec przeciwników
politycznych. Jedną z częściej opisywanych przez niego osób był jego bezpośredni
przełożony, szef WSR w Warszawie ppłk Mieczysław Widaj. Niezależnie od
sporządzania własnoręcznych raportów nadzorował pracę podległych sobie
informatorów: „Chętkiego”, „Czarucha”, „Romańskiego”, „Szycha”, „Zborowskiego” i
„Żywca”.

Bezwiedne narzędzie terroru
Swoje pierwsze podpisy pod
wyrokami skazującymi złożył w połowie kwietnia 1951 roku. Wierność komunizmowi i
oddanie walce o „władzę ludową” spowodowało, że niespełna pół roku od
rozpoczęcia pracy w sądzie młodego asesora wytypowano do udziału w składach
orzekających w procesach odpryskowych grupy gen. Stanisława Tatara, płk. Mariana
Utnika i płk. Stanisława Nowickiego „TUN”. U boku doświadczonych, starszych
wiekiem sędziów 22-latek składał w latach 1951-1953 podpisy pod wyrokami śmierci
wobec: mjr. Jerzego Lewandowskiego, mjr. Zefiryna Machali, Karola Sęka,
Stanisława Okunińskiego, Tadeusza Moniuszki, Józefa Marcinowskiego, Henryka
Gutowskiego, płk. Maksymiliana Chojeckiego, Huberta Cieślaka i Felicji
Wolff.
Na podstawie podpisanych przez niego wyroków śmierci strzałem w tył
głowy zamordowano: mjr. Zefiryna Machallę, Józefa Marcinkowskiego, Stanisława
Okunińskiego i Karola Sęka. Po raz ostatni zetknął się ze śmiercią 10
października 1953 r., gdy osobiście uczestniczył przy egzekucji w więzieniu na
Mokotowie cichociemnego rtm. Andrzeja Rudolfa Czaykowskiego, ps. „Garda”.
Wyroków Michnika z karami wieloletniego więzienia nikt dotąd nie
policzył.
Jesienią 1953 r. objął stanowisko kierownika gabinetu Katedry Nauk
Wojskowo-Prawniczych Akademii Wojskowo-Politycznej im. F. Dzierżyńskiego w
Warszawie, a następnie instruktora Wydziału Szkolenia Oddziału I Organizacji i
Planowania Zarządu Sądownictwa Wojskowego.
Zanim w lipcu 1957 r. został
przeniesiony do rezerwy, publicznie wyraził swój stosunek do niedawnych
obowiązków sędziego wojskowego: „Używano nas – młodych sędziów – do
rozpoznawania tych spraw, dlatego że nas łatwo można było dostosować do sytemu,
używać jako bezwiedne narzędzie terroru w stosunku do niewinnych ludzi. Nam
wtedy imponowało powiedzenie o zaostrzającej się walce klasowej i nieprawdę
powie ten, kto by twierdził, że wtedy z niechęcią rozpatrywał sprawy. Ja wiem,
że raczej ludzie garnęli się do tych spraw, sam muszę przyznać, że kiedy
dostałem pierwszy raz poważną sprawę, to nosiłem ją przy sobie i starałem się,
żeby mi tej sprawy nie odebrano”.
Mimo niewątpliwych zasług dla PRL, w 1968
r. wypomniano mu jego żydowskie pochodzenie. Zmuszony do emigracji, osiadł w
Szwecji, gdzie dzięki współpracy z paryską „Kulturą” i Radiem „Wolna Europa”
pisał już zupełnie inny fragment swego bogatego życiorysu.
„Czułem
zadowolenie, wydając wyroki na wrogów” – mówił Stefan Michnik w 1999 r.
dziennikarzowi szwedzkiego dziennika „Dagens Nyheter”. „Wierzyłem, że służę
swojemu krajowi. Dzisiaj widzę, że zostałem oszukany…”.

Oprawcy mają się dobrze…
W kraju i za granicą żyje do
dziś kilkudziesięciu sędziów i prokuratorów stalinowskich pobierających
emerytury wielokrotnie większe od emerytur i rent skazywanych przez siebie
ofiar. Każdego roku z tego grona odchodzi kolejna osoba, wobec której wymiar
sprawiedliwości III RP okazał się bezsilny. Tylko w ostatnim czasie zmarli: były
przełożony Michnika – ppłk Mieczysław Widaj, i kobieta uznawana za symbol
stalinowskiego bezprawia – Helena Wolińska (Fajga Mindla Danielak).
Niewiele
brakowało, aby pierwszy z nich pochowany został z honorami wojskowymi w
Warszawie. Jedynie medialne nagłośnienie tego faktu zapobiegło sytuacji, w
której żołnierze kompanii honorowej Wojska Polskiego oddaliby salwę honorową nad
trumną sędziego wojskowego, mającego na sumieniu ponad 100, w większości
wykonanych, wyroków śmierci.
Niezwykłe okoliczności towarzyszyły także
pogrzebowi Heleny Wolińskiej w Wielkiej Brytanii. Uroczystość na cmentarzu w
Oksfordzie odbyła się dwa dni wcześniej, niż zapowiadano, a w ostatniej drodze
stalinowskiej prokurator towarzyszyła jedynie rodzina i nieliczna grupa
zaprzyjaźnionych z nią osób, w tym światowej sławy filozof Leszek
Kołakowski.
W 2009 r. Telewizja Polska przystąpiła do ekranizacji powieści
„Syberiada polska” autorstwa Zbigniewa Dominy – byłego prokuratora
stalinowskiego uczestniczącego 7 sierpnia 1952 r. w egzekucji polskich oficerów
płk. Bernarda Adameckiego, płk. Józefa Jungrawa, płk. Augusta Menczaka, ppłk.
Stanisława Michowskiego, ppłk. Władysława Minakowskiego i ppłk. Szczepana
Ścibiora (zob. www.spala24.pl).
Czy
kolejnym medialnym przedsięwzięciem telewizji publicznej będzie ekranizacja
wspomnień Stefana Michnika?

Krzysztof Szwagrzyk, IPN
Wrocław

drukuj