Czuję się zdradzona

Z Małgorzatą Wassermann, córką Zbigniewa Wassermanna, który zginął w
katastrofie polskiego samolotu rządowego pod Smoleńskiem, rozmawia Paulina
Jarosińska

Mija kolejny miesiąc od katastrofy z 10 kwietnia i coraz bliżej jesteśmy
pierwszej rocznicy tragedii narodowej pod Smoleńskiem. Była Pani jedną z
sygnatariuszek listu rodzin do prezydenta z prośbą o przesunięcie uroczystości
państwowych na cmentarzu Powązkowskim tego dnia na godziny popołudniowe.
Kancelaria jednak nie wyraziła na to zgody. Jak Pani to odebrała?

– W związku z tą decyzją (choć nie tylko) postanowiliśmy – ja i moi najbliżsi –
że zostajemy 10 kwietnia w Krakowie. W ogóle nie wybierzemy się tego dnia do
Warszawy. W kontekście tej sprawy mogę spokojnie stwierdzić, że Kancelarię
Prezydenta nie bardzo interesują stanowisko i uczucia osób, które 10 kwietnia
będą najgłębiej przeżywały. Najwidoczniej dla pana prezydenta i dla jego
doradców znaczenie ma tylko to, jak medialnie wypadną uroczystości państwowe.
Powiem tak: obserwując to wszystko, co dzieje się wokół Smoleńska od 10
kwietnia, mamy prawo nie chcieć przeżywać wraz z obecnie rządzącą ekipą rocznicy
tej strasznej tragedii – naszej osobistej tragedii. Jeżeli wprost mówią oni o
tym, że najważniejsze są dla nich relacje z państwem rosyjskim czy nawet, jak to
sformułował prof. Tomasz Nałęcz – te relacje są "ołtarzem", na którym można
położyć każdą ofiarę, jeżeli można sugerować, aby nie komentować zbyt ostro
raportu MAK, bo później mogą nie odbyć się wspólne polsko-rosyjskie uroczystości
rocznicowe, to ja nigdy nie zgodzę się, żebyśmy ten niezwykle ważny dla mnie i
mojej rodziny dzień przeżywali, stojąc obok przedstawicieli obecnej władzy. Nie
powinno to dziwić nikogo. Z drugiej strony, proszę zauważyć, co się obecnie
dzieje wokół pamięci o prezydencie Lechu Kaczyńskim.

Co ma Pani konkretnie na myśli?
– Mamy do czynienia z sytuacją niebywałą. Prawo łaski to jest absolutnie niczym
nieograniczona wola i decyzja głowy państwa. To, jak dziś mówi się o tej
sprawie, ma jeden cel – bardzo niegodziwe uderzenie w nieżyjącego prezydenta.
Być może jest to kolejna już (prawdopodobnie trzecia) próba rozbicia jedności
Narodu w obliczu zbliżającej się rocznicy. Po raz pierwszy mamy do czynienia z
sytuacją, gdy urzędujący prezydent przeprowadza audyt w sprawie łaski,
dodatkowo, gdy nieżyjący prezydent nie może już się do tego odnieść… To jest
celowe działanie i niespotykane, mając na uwadze również to, że prezydent Lech
Kaczyński nad wyraz rzadko korzystał z tego przywileju. Przypomnę, że mieliśmy
różne prawa łaski, które wywoływały dużo większe kontrowersje. Poza tym nie
rozumiem, jak można poniżać swojego poprzednika, ujawniając dokumentację w
takiej sprawie. Jeśli jeszcze słyszę słowa prof. Nałęcza, że on to uczynił dla
dobra tragicznie zmarłego prezydenta, to uważam, że jest to niesłychany cynizm.
W obliczu tych spraw nie możemy zgodzić się na to, aby uczestniczyć w
uroczystościach państwowych w rocznicę katastrofy smoleńskiej razem z
przedstawicielami władzy.

Czy "przeciek" medialny dotyczący nagrania, na którym – jak uważa jeden z
pełnomocników – zapisana została "emocjonalna" rozmowa pomiędzy gen. Andrzejem
Błasikiem a kapitanem Arkadiuszem Protasiukiem, również wpisuje się według Pani
w proces "rozbijania jedności Narodu"?

– Co najważniejsze, prokuratura – z tego, co wiem – również nie potwierdziła,
jakoby miał miejsce jakikolwiek spór czy kłótnia na płycie lotniska przed
wylotem. Proszę zauważyć, że właśnie jeśli chodzi o sprawę katastrofy
smoleńskiej, widać, jak zabiegami socjotechnicznymi przykrywa się ogromną
nieudolność aparatu państwowego. Czuję się absolutnie opuszczona i zdradzona
przez władze naszego kraju. Natomiast wracając do kwestii tej rzekomej
emocjonalnej rozmowy: moje największe zdziwienie budzi fakt, że jeden z
pełnomocników stawia konkretną tezę wbrew temu, co zawiera materiał dowodowy.
Mało tego, czyni to w sposób, który przekracza pewną miarę – uczciwości i
zdrowego rozsądku. Chciałabym w tym miejscu jednak podkreślić jeszcze jedną
sprawę. Otóż tezy jednego z pełnomocników atakują jedną z ofiar, a chciałam
przypomnieć, jaka solidarność była wśród nas – rodzin i ich pełnomocników – w
chwili, gdy opluwany był honor majora Arkadiusza Protasiuka. Zachowanie
wspomnianego mecenasa nie znajduje według mnie żadnego usprawiedliwienia.

Konsekwencje publicznego artykułowania tego typu przypuszczeń mogą być
dalekosiężne; zaciemnia się obraz całej katastrofy, ale przede wszystkim narusza
dobra osobiste rodzin ofiar.

– Ja bym dostrzegła w tym jeszcze jeden cel, a mianowicie godzenie w dobre imię
prezydenta Lecha Kaczyńskiego poprzez sugerowanie na każdym kroku, że były
jakieś naciski z jego strony. Odnoszę takie wrażenie, że obecna władza przyzwala
na takie ataki i sama atakuje śp. prezydenta ze strachu przed tym, iż Lech
Kaczyński stanie się symbolem walki o honor, pamięć, o Polskę. Wraz z
upływającym czasem jego testament ideowy nie będzie tracił na wartości i tego
obawia się obecna władza. Ponadto postrzegam to również w kategoriach
bezwzględnej walki politycznej wymierzonej w obóz Jarosława Kaczyńskiego.
Najbardziej perfidne jest to, że do tego celu sięga się po metody niegodziwe,
wręcz cyniczne.

Sugeruje Pani, że obecni rządzący mają kompleks wobec osoby i postawy Lecha
Kaczyńskiego?

– Tak to odbieram i pragnę zaznaczyć, że nie jestem w tym osamotniona. Proszę
zauważyć, jak komentują zachowanie polskiego rządu i obecnego prezydenta
przedstawiciele innych państw, jak np. dysydenci rosyjscy, którzy dobrze wiedzą,
jak działa obłudna władza. Ocena premiera Donalda Tuska i jego ministrów przez
ludzi kompetentnych jest druzgocąca. Mówiąc wprost: świat widzi, co robi polski
rząd, i dziwi się temu ogromnie. Im bardziej kompromitacja premiera kłuje w
oczy, tym bardziej próbuje się ją przykryć różnymi manipulatorskimi zabiegami.
To jednak na dłuższą metę nie może odnieść sukcesu. Sprawa katastrofy w
Smoleńsku będzie wciąż i wciąż wracać, bo to nie był – jak chcieliby niektórzy –
jeden z wielu wypadków lotniczych. Nie uciekniemy przed Smoleńskiem, nie możemy
o tej tragedii zapomnieć.

Sądzi Pani, że ofiary kwietniowej tragedii na czele z prezydentem Lechem
Kaczyńskim doczekają się godnego upamiętnienia w miejscu najbardziej do tego
odpowiednim?

– Obecnie rozgrywana sprawa dotycząca ułaskawienia przez prezydenta Lecha
Kaczyńskiego ma na celu stłumić nastroje narodowe 10 kwietnia na Krakowskim
Przedmieściu. Jest bardzo prawdopodobne, że tam będzie bardzo dużo ludzi i
chodzi o to, aby dosłownie opluć prezydenta, żeby jak najmniej ludzi przyszło za
miesiąc pod Pałac Prezydencki. Jeśli natomiast mówimy o upamiętnieniu ofiar, to
pragnę zachować ogromną ostrożność w mówieniu o pomniku – proszę sobie
przypomnieć, ile razy obecna władza podsumowywała finansowo rodziny w związku z
katastrofą. Cel jest zawsze jeden: wzbudzenie agresji społeczeństwa w naszą
stronę. Nie chcę od tej władzy żadnego pomnika. Przyjdzie taki czas, że taki
monument powstanie z potrzeby serca i nikt nie będzie nam wypominał, ile on
kosztował. Wierzę głęboko, że taki czas przyjdzie. Jestem cierpliwa i poczekam
na ten moment.

Jakie plany ma Pani i Pani najbliższa rodzina na 10 kwietnia?
– Będziemy na pewno tego dnia przy grobie Taty w naszym rodzinnym Krakowie.
Planujemy również uczestniczenie we Mszy Świętej w intencji Taty. Jeśli będą
odbywały się jakieś uroczystości w Krakowie, to również weźmiemy w nich udział.

Na jakim etapie jest Pani wniosek o ekshumację?
– Nic się w tym zakresie nie zmieniło. Trudno mi to komentować i oceniać. Biorąc
pod uwagę to, co niedawno powiedział Jarosław Kaczyński, a mianowicie, że
prokuratura nie wykona żadnej ekshumacji i sekcji zwłok, póki nie otrzyma pełnej
dokumentacji z Rosji, obawiam się, że możemy na to czekać latami. Ta sprawa
jednak ma dla nas jeszcze jeden wymiar.

Może Pani podzielić się z nami, czego on dotyczy?
– Na chwilę obecną są dwie propozycje miejsca, w którym będzie spoczywał mój
Tato. Jest jeden grób tymczasowy i piękny, już wykonany pomnik, który będzie na
nowym miejscu. Jednak do czasu ekshumacji nie można zmienić miejsca, ponieważ
tam, gdzie zostanie postawiony nowy pomnik, może być tylko urna. Nie wyrażamy
zgody na to, ponieważ czekamy na ekshumację i sekcję zwłok. Oznacza to, że na
rocznicę pozostaniemy przy tym prowizorycznym grobie. To ma dla nas ogromne
znaczenie, ale jesteśmy konsekwentni i nie zmienimy wniosku. Pytanie tylko, jak
długo będziemy czekać.

Czy wiadomo, kiedy odbędzie się kolejne spotkanie prokuratorów z rodzinami i
pełnomocnikami?

– Nie mamy żadnej informacji na ten temat. Prokuratura czeka na rezultat pracy
komisji Jerzego Millera, na oblot Tu-154. Być może również na jakieś dokumenty z
Federacji Rosyjskiej. Kiedy one przyjdą – podejrzewam, że tego nie wie nikt.

Liczy Pani na to, że odbędzie się jeszcze spotkanie premiera Tuska i
przedstawicieli rządu z rodzinami?

– Uważam, że nie jest to już konieczne. Nie liczę na nie. Co pan premier ma nam
właściwie powiedzieć? Do tej pory opowiadał nam o wspaniałych relacjach ze
stroną rosyjską i o efektywnym wspólnym postępowaniu. Dziś już chyba nikt o
zdrowych zmysłach nie powie, że istnieje coś takiego jak dobre relacje z Rosją.
Czy jest w ogóle sens przychodzić na spotkanie, na którym wysocy przedstawiciele
naszego rządu mówią nieprawdę, a potem jeszcze tej nieprawdy bronią?

Co jest teraz dla Pani najbardziej niepokojące, jeśli chodzi o wyjaśnianie
okoliczności katastrofy smoleńskiej?

– Dzisiaj czekam na przełom, to znaczy mam taką nadzieję, że w którymś momencie,
być może bardzo zaskakującym, pojawi się ktoś, kto ujawni rąbek tajemnicy, jak
np. pracownik sądu w sprawie pana Michaiła Chodorkowskiego, co pozwoli nam
wrócić do początków postępowania. Dzisiaj wiem, że to, co utraciliśmy, jeśli
chodzi o materiał dowodowy, jest nie do odzyskania. Pytanie, ile lat będzie
musiało minąć, abyśmy poznali prawdę. Mam ogromną nadzieję, że nacisk opinii
publicznej i determinacja Narodu, by poznać prawdę o tym wydarzeniu, nie
osłabną. Jedność społeczna zogniskowana wokół tragicznej i niespodziewanej
śmierci polskiej delegacji nie jest w interesie obecnej władzy, dlatego cały
czas będą podejmowane działania mające na celu rozbicie tej jedności.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj