Czekam na dementi

Z Tadeuszem Zemułą, prezesem Stowarzyszenia Lotników Polski Południowej
im. mjr. pil. Karola Pniaka, Dowódcy 308. Krakowskiego Dywizjonu Myśliwskiego,
rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler

Od jak dawna działa Pana Stowarzyszenie?
– Od 1998 roku, a więc już kilkanaście lat. Cały czas współpracujemy z
Dowództwem Sił Powietrznych, mamy podpisane porozumienie z ministrem obrony
narodowej, które zawarł z nami śp. pan minister Aleksander Szczygło. Przez te
kilkanaście lat utrzymywaliśmy kontakty z wieloma dowódcami, począwszy od
generała Jerzego Gotowały, poprzez generałów: Kazimierza Dzioka, Andrzeja
Dulębę, Ryszarda Olszewskiego, Stanisława Targosza, po generała Andrzeja Błasika
włącznie i obecnego generała Lecha Majewskiego. Kiedy dowódcą Sił Powietrznych
został gen. Andrzej Błasik, od początku przejął tradycję wzajemnych kontaktów i
współpracy z naszym Stowarzyszeniem.

Jak układała się ta współpraca?
– Bardzo dobrze. Pana generała Błasika bardzo ceniliśmy. Mogę o nim wypowiadać
się w samych superlatywach. Był zawsze dla nas bardzo życzliwy i pomocny, oddany
naszym sprawom, z którymi zwracaliśmy się do niego jako dowódcy. Szereg razy
miałem okazję widywać się z panem generałem, byliśmy przez niego zapraszani do
Dowództwa Sił Powietrznych w Warszawie na Święta Lotnictwa i inne obchody
związane z lotnictwem. Jednym z takich spotkań z panem generałem, które bardzo
dobrze zapamiętałem, był 4. Festyn Lotniczy w Katowicach na Muchowcu im. 304.
Dywizjonu Bombowego Ziemi Śląskiej. Pan generał objął ten festyn, za zgodą
ministra, honorowym patronatem. Był to festyn o dużym wydźwięku. Wtedy to mój
zastępca ppłk pil. Józef Skulich, były dowódca eskadry Migów-21 w Toruniu i
pilot roku, został uhonorowany wyróżnieniem od pana generała, które sobie na
pewno wysoko ceni, bo wisi u niego na ścianie na honorowym miejscu, wśród wielu
innych takich wyróżnień. Za dowództwa generała Błasika doszło również do bardzo
ważnego wydarzenia, pierwszego po II wojnie światowej, a mianowicie przekazania
na Wawelu sztandaru 8. Bazie Lotniczej.

Ale generał Blasik nie był jedyną osobą na pokładzie tupolewa, z którą był
Pan w jakiś sposób związany.

– Co najmniej trzydzieści kilka osób, które zginęły w tej katastrofie, było mi
znanych i same wiedziały, czym jest Stowarzyszenie Lotników Polski Południowej.
Współpracowaliśmy z osobami "z najwyższej półki" z kręgów władzy, polityki czy
wojska. Jak wspomniałem, porozumienie współpracy Stowarzyszenie podpisywało z
ministrem Aleksandrem Szczygłą, ale bywał u nas również m.in. pan marszałek
Stanisław Zając, który jeszcze wtedy, gdy był wicemarszałkiem Sejmu, był
delegowany przez marszałka Macieja Płażyńskiego w imieniu Sejmu Rzeczypospolitej
na nasze obchody rocznicowe. Współpracował z nami prezydent Ryszard Kaczorowski,
ks. bp Tadeusz Płoski. Ponieważ "nie bawimy się" w politykę, lecz robimy
wszystko to, co sławi lub upamiętnia lotnictwo polskie, co wynika z naszych
założeń statutowych, mieliśmy kontakt z osobami z różnych stron sceny
politycznej. Mieliśmy kontakt jako z ministrem obrony narodowej z panem Jerzym
Szmajdzińskim, na naszych uroczystościach bywała pani senator Krystyna Bochenek.
Wszyscy oni, jak wiemy, zginęli 10 kwietnia 2010 roku.

Dlaczego, Pana zdaniem, Rosjanie skupili się na generale Błasiku, kolportując
informację o alkoholu etylowym w jego krwi i naciskach na załogę? Jak odebrał
Pan raport MAK?

– Z oburzeniem. Nie daję temu zupełnie wiary. Informacja podana przez Rosjan, że
pan generał miał być pijany na pokładzie samolotu lecącego do Smoleńska, jest
absurdalna. Tak się składa, że moja żona jest lekarzem i w momencie, gdy ją
usłyszała, powiedziała mi, że to musi być alkohol endogenny, bo w zwłokach po
jakimś czasie pojawia się on podczas procesu gnilnego. Od razu wysłałem SMS-a
m.in. do Dowództwa Sił Powietrznych z tą informacją. Miałem nadzieję, że wybitne
autorytety ze świata medycyny potwierdzą publicznie ten fakt. Niestety, żadne
dementi nie ukazało się z marszu, co – uważam – jest wielką krzywdą, nie tylko
dla pani Błasik i jej rodziny, rzutuje to na cały świat lotniczy. Przecież pan
generał chyba nie zaczynał dnia od kielicha. To jest zupełnie absurdalne, żeby
człowiek przed godz. 9.00 wypijał jakąś miarkę alkoholu. Być może w Rosji tak
się dzieje, ma bowiem ten naród swoje tradycje. U nich może takie śniadania są,
ale nie w Polsce, gdzie oprócz meneli, chyba nikt więcej tego nie robi.

Kto powinien wystosować takie dementi? Prezydent, premier, Dowództwo Sił
Powietrznych?

– Przede wszystkim powinny je wystosować władze odpowiedzialne za cały przebieg
tego dochodzenia, które – trzeba przyznać – odbywa się w bardzo dziwny sposób.
Przecież opinia publiczna oczekuje jasności, a nie jakiegoś kamuflażu. Czekam na
raport polskiej komisji, raport MAK mnie zupełnie nie interesuje, bo jest już z
założenia stronniczy. Muszę zauważyć, że według mnie w ogóle zastosowanie
konwencji chicagowskiej i bezapelacyjne powierzenie Rosji całego śledztwa było
nie na miejscu, ponieważ samolot był wojskowy, mało tego – NATO-wski, tak samo
załoga, jak i cały lot był wojskowy. Śmiech, ale i zgrozę budziła prezentowana w
mediach komedia, że samolot, który wylatywał, był wojskowy, po czym w trakcie
lotu przeszedł jakąś metamorfozę i przestawał być wojskowy. To absurd.
Przyrównując to do malarstwa, to jakby jakiś domorosły malarz fatalnie namalował
jakiegoś jelenia na rykowisku i chciał, żeby to uchodziło za światowe dzieło. W
lotnictwie są określone standardy, które wszystko regulują, i ich trzeba się
trzymać.

Sugeruje Pan, że komuś zależy na tym, by komunikaty dotyczące katastrofy
smoleńskiej były niejasne i mało precyzyjne?

– Być może. Myślę, że nie odbiegam od przeciętnego człowieka w Polsce, który
chce mieć jasno podane rzeczy, a nie mieć do czynienia z żonglowaniem faktami
lub ich przekręcaniem w zależności od tego, komu się to podoba czy przydaje do
określonych celów politycznych. To są rzeczy nie do przyjęcia. Po to mamy rząd
na utrzymaniu, bo to my jesteśmy suwerenem, a nie on, by go ze wszystkiego
rozliczać. Dziś natomiast rząd funduje nam "raj na ziemi", sprawując władzę nie
w taki sposób, jakbyśmy wszyscy oczekiwali, bo próbuje nam mącić w głowach.
Jeżeli samolot jest wojskowy, jest zabukowany wylot i wszystko odbywa się
zgodnie z literą prawa lub się nie odbywa, trzeba te sprawy jasno postawić.
Jeśli były jakieś mankamenty, musi je wyjaśnić komisja.

Ale komisja Millera nie dysponuje wystarczającym materiałem dowodowym, a
Rosjanie w swoim raporcie całkowicie pominęli wątek odpowiedzialności
kontrolerów z Siewiernego.

– Sprawa kontrolerów jest oczywista. Kontroler od początku do końca naprowadza
samolot. Jego rola jest taka, że bez przerwy ma obowiązek komunikować się ze
statkiem powietrznym. To nie jest tak, że w Rosji jest inaczej niż w
Bangladeszu, Polsce czy w jakimś innym kraju, bo wszędzie mniej więcej są takie
same procedury. Natomiast ten, który jest w powietrzu, bezapelacyjnie ma
zaufanie do tego, który go naprowadza, bo samoloty, które lądują nieraz w
ekstremalnych warunkach, zwłaszcza pasażerskie, bez kontrolera nie wylądują.
Dzisiejsze lotnictwo to nie to samo, co sprzed pierwszej czy drugiej wojny
światowej, kiedy to na łące się lądowało. W lotnictwie wszystkie służby muszą
spełniać swoją rolę, a Rosjanie w Smoleńsku tego nie zrobili. W raporcie MAK
wybielili swoich kontrolerów, a przecież badając tak straszną katastrofę, nikogo
pomijać nie można. Przecież lot odbywa się nie tylko w samym powietrzu, bo
przygotowuje się go dużo wcześniej. Średnio na jeden wylot samolotu pracuje plus
minus około 70-80 osób, biorąc wszystkich pod uwagę, w tym również mechaników i
osoby ten lot przygotowujące. Więc oprócz kontrolera, są jeszcze jego
przełożeni.

Był Pan świadkiem lub słyszał o "naciskach", sugerujących łamanie regulaminu
wojskowego, wywieranych przez gen. Błasika na podwładnych?

– Nigdy. A mam bez przerwy kontakt z różnymi ludźmi na różnych stanowiskach w
wojsku. Nie słyszałem też, by generał Błasik miał być człowiekiem niewłaściwym
na to stanowisko, wręcz odwrotnie. Były co prawda na początku, gdy obejmował
dowodzenie Siłami Powietrznymi, głosy obawy, czy sobie poradzi. Okazało się
jednak, że w krótkim czasie zyskał taki mir, zwłaszcza wśród kadr młodego
pokolenia, które wymieniał i angażował na różne stanowiska, że były mu bardzo
oddane. Wyrazy uznania i sympatii dla generała Błasika słyszało się na każdym
kroku, to, że doskonale sobie ze wszystkim radzi. Nie wiem, czy cynizm, czy
złośliwość powoduje tymi, którzy wypowiadają się dziś w mediach na temat
generała Błasika, mówiąc, że miał na kogoś krzyczeć, coś wymuszać. W lotnictwie
niczego się nie wymusza.

Większość mediów wykreowała jednak odmienny wizerunek generała, m.in. przy
pomocy wirtualnej – jak się okazało – awantury gen. Błasika z mjr. Protasiukiem
na Okęciu.

– Trochę już żyję na tym świecie i podobne sytuacje nasuwają skojarzenia z
czasami PRL. Za czasów Polski Ludowej, co pokutuje po dziś dzień, bo ludzie z
tamtego systemu nadal wszędzie zajmują ważne stanowiska, o nikim dobrze się nie
mówiło, jak odchodził. Gdy był na świeczniku u władzy, to się go gloryfikowało i
podlizywało mu się, gdy natomiast władza kończyła swój byt, to się go
krytykowało i wieszało na nim wszystko, co najgorsze. To występuje dalej wśród
ludzi, zwłaszcza tamtego pokolenia. Pokolenie to musi dopiero wymrzeć, by coś
się zmieniło. Niestety, na bazie tego, jak kreowany jest wizerunek dzisiejszego
polityka czy określonej władzy przez ośrodki czy dziennikarzy takich, jak pan
Michnik czy pan Lis. Obawiam się niestety, że wyhodują następców, którzy będą
dalej psuli w Polsce to, co wypadałoby już naprawić.

Generał Błasik powinien zostać publicznie oczyszczony z bezpodstawnych
zarzutów?

– Generał Błasik w naszych sercach i sumieniach jest czysty jak łza. Rzecz więc
nie na tym polega, że zostanie oczyszczony przez nas, bo to musi zrobić władza
państwowa. Należy wyjaśnić, dlaczego generała pozostawiono po śmierci na żer
Rosjan i tego, co się w Polsce wokół jego osoby działo i dzieje. Należyte
miejsce generałowi i jego honor może przywrócić jedynie władza państwowa. Nie
może być tak, jak jest w tej chwili, to jest nie w porządku. Generał Błasik miał
określoną pozycję, wypracowaną przez znawców przedmiotu w NATO, dał się poznać
jako sprawny dowódca, człowiek, który przeprowadzał całą reformę w Siłach
Powietrznych i miał na uwadze dobro kraju i armii. Gdy ktoś mówi inaczej, to
znaczy, że ma w tym cel polityczny.
Błasik był człowiekiem na miejscu, bardzo taktownym w obejściu. Nigdy nie
słyszałem o jakiejkolwiek z jego strony arogancji, bufonadzie czy wymuszaniu, a
więc nic, co by miało świadczyć o nim źle. Powiem nawet, że gdy zaczęto głośno
mówić o tym, że kończy mu się kontrakt i krążyły już wieści, że ma objąć
stanowisko gdzieś poza Polską, to raczej żałowano, że Siły Powietrzne zostaną
pozbawione jego jako dowódcy. To nie jest żadna tajemnica, bo to się powszechnie
słyszało.

Stowarzyszenie, któremu Pan szefuje, zamierza jakoś upamiętnić generała?
– Tak. Mamy u siebie pewną tradycję, ponieważ jesteśmy twórcami kaplicy
lotników, która nosi tytuł Kaplicy Pamięci Narodu, z racji tego, co się w niej
znajduje. Odsłaniał ją swego czasu prezydent Ryszard Kaczorowski, który również
zginął w tej katastrofie. Gromadzimy w niej urny z miejsc pochówków lotników
polskich rozsianych po świecie. Zaczęliśmy od urny katyńskiej, ponieważ w
Katyniu zostało zamordowanych przez Sowietów ponad trzystu pilotów, m.in. córka
generała Józefa Dowbór-Muśnickiego, której ci nie rozpoznali jako kobiety. W
ubiegłym roku do tej galerii urn dołączyła urna z ziemią ze Smoleńska, którą w
asyście dwóch generałów z Sił Powietrznych przekazała kustoszowi sanktuarium
Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Jaworznie, ks. prałatowi Józefowi Lendzie
wdowa po dowódcy pani Ewa Błasik. Są tu również tablice pamiątkowe, które
wmurowujemy w ścianę kaplicy. Znajduje się tu tablica majora pilota Pniaka,
ponieważ jego imię nasze Stowarzyszenie nosi jako patrona, gen. bryg. pil.
Stanisława Skalskiego, gen. bryg. pil. Tadeusza Andersza, z którym mieliśmy
bliskie kontakty. W tym roku taką tablicę chcemy ufundować panu generałowi
Andrzejowi Błasikowi i załodze Tu-154M. Planujemy ją odsłonić 18 września
podczas corocznych obchodów chwalebnych dziejów lotnictwa polskiego.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj