Cyfryzacyjna erystyka
Odmowa miejsca na multipleksie dla Telewizji Trwam doskonale ilustruje
prawdę o kryzysie polskiej państwowości. Obejmuje on niestety wszystkie trzy
sektory: państwowy, rynkowy i organizacji pozarządowych.
Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji spotyka się obecnie z krytyką z wielu stron.
Łączą się w niej osoby i organizacje nierzadko ponad liniami podziałów ideowych.
Nieciesząca się od dawna autorytetem KRRiT tym razem naraziła się na zarzuty
fundamentalne z punktu widzenia administracji wysokiego szczebla.
Deficyt praworządności
Wiele wskazuje na to, że przy postępowaniu dotyczącym dopuszczenia nowych
nadawców do multipleksu cyfrowego Rada wykazała się niesolidnością w zakresie
samej procedury administracyjnej. Brak przejrzystych kryteriów podejmowania
decyzji, niedotrzymywanie terminów (a nawet znamiona bezczynności), zła
komunikacja z nadawcami telewizyjnymi (a raczej długotrwały jej brak) – to tylko
niektóre z formułowanych zastrzeżeń. W niejednej dobrze zorganizowanej gminie
urzędnik narażający się na takie zarzuty nie popracowałby długo… Jeżeli
dodatkowo przypomnimy sobie i członkom Rady w randze ministrów, że "organy
administracji publicznej obowiązane są prowadzić postępowanie w taki sposób, aby
pogłębiać zaufanie obywateli do organów Państwa oraz świadomość i kulturę prawną
obywateli" (art. 8 kodeksu postępowania administracyjnego) – skonstatujemy, jak
daleko odeszliśmy od rzymskich ideałów praworządności.
Próba uzasadnienia stanowiska Krajowej Rady podejmowana przez jej członków i
rzecznika prasowego ujawniła dużo poważniejszy problem. Oto organ administracji,
mający takie problemy z zachowaniem elementarnych procedur, stara się uzasadnić
naganne postępowanie erystycznymi chwytami, które były dotąd domeną podupadłej
"klasy" politycznej. A przecież wystarczyłoby skorzystać skrzętnie z prawnych
narzędzi do skorygowania fatalnych decyzji. Powrót z odmętów sofistyki na grunt
(tak niedoskonałego, ale jednak) prawa byłby korzystny dla wszystkich: nadawców
telewizyjnych, wzburzonej opinii publicznej i samych urzędników, którym obecnie
tysiące obywateli wytyka działania dyskryminacyjne. Zestawione okoliczności
stanowią czytelne exemplum, jak dramatyczny kryzys przenika machinę
administracyjną polskiej państwowości.
"Zła" Fundacja
Oto jak argumentuje odmowę dla Telewizji Trwam Katarzyna Twardowska, rzecznik
Rady: "KRRiT stwierdziła, że możliwość finansowania (koncesji przez Trwam)
własnymi środkami byłaby uzależniona od wysokości przyszłych darowizn
charakteryzujących się wysokim stopniem niepewności, od realizacji planów
dotyczących sprzedaży czasu antenowego, a także od warunków obsługi wysokiego
zadłużenia długoterminowego, które nie zostały we wniosku doprecyzowane"
("Rzeczpospolita", 9.01.2012). Zważywszy, że wątpliwość druga i trzecia dotyczyć
może (i w świetle doniesień medialnych dotyczy) innych nadawców, obdzielonych
już przez Radę koncesjami, pozostaje kwestia darowizn. Ponieważ jest to cecha
charakterystyczna dla działania organizacji pozarządowej, to właśnie status
nadawcy jako fundacji jawi się w oczach KRRiT jako wada. Czy powodzenie
niemających trwałego dorobku spółek jest czymś pewniejszym niż trwająca wiele
lat ofiarność społeczna na rzecz Fundacji Lux Veritatis? Jak można obronić
preferencyjne traktowanie korporacji w świetle art. 8 prawa prasowego, który
przedstawia otwarty i szeroki katalog podmiotów uprawnionych do działalności
medialnej, nie wyróżniając bynajmniej spółek? To niestety jeden z bardzo
licznych przykładów nieżyczliwości instytucji państwowej dla samoorganizowania
się obywateli. Dzieje się to w tym samym czasie, gdy administracja publiczna
wydaje potężne środki unijne na promowanie… działalności w organizacjach
pozarządowych, pod hasłem ekonomii społecznej. Jeżeli fundacje i stowarzyszenia
napotykają rzeczywiste przeszkody w kwestiach ekonomicznych, wiąże się to z
utrudnionym dostępem do instrumentów finansowych. Jest to problem rozpoznany i
podnoszony przez te organizacje od lat. Zaradzić mu może państwo (poprzez
udoskonalenie prawa), które – jak widzimy – woli jednak robić im zarzut z tego,
że nie są spółkami.
Ta bezzasadna niechęć do sfery pozarządowej i pozarynkowej powinna nas niepokoić
podwójnie. Oto bowiem Krajowa Rada zapowiada zajęcie się cyfryzacją radiofonii.
Przetasowania w zakresie koncesji nastąpią zatem także w tej części rynku
medialnego i będą dotyczyły Radia Maryja. Niechęć do nadawcy społecznego, którym
jest toruńska rozgłośnia, wyrażała się ostatnio sugestiami co do stosowania
przez nie ukrytej reklamy. Dzieje się to w tym samym czasie, gdy media publiczne
i komercyjne uzyskały prawo do reklamowania produktów poprzez lokowanie ich w
programach. Przy czym regulacje w tym zakresie są tak niejasne, że nadawcy i
pracownicy firm reklamowych interpretują je na swój sposób (por. K. Szczepaniak,
Lokowanie na ekranie, "Press" 2011, nr 9). Jednak urzędnicy KRRiT, zamiast
śledzić działania koncernów zarabiających krocie, przesłuchują katechezy,
programy kulturalne i społeczne w Radiu Maryja w poszukiwaniu ukrytej reklamy.
Cyfryzacja radia, choć teoretycznie powinna być jedynie zmianą technologiczną,
może stać się okazją do kolejnych dziwnych zestawień. Ofiarność słuchaczy
ponownie może się wydać KRRiT mniej wiarygodna niż prognozy rozwoju nikomu
nieznanych spółek in statu nascendi. Sytuacja, w jakiej znalazła się Fundacja
Lux Veritatis, ujawnia trwały kryzys w relacjach państwa polskiego z
organizacjami pozarządowymi i szeroko rozumianą samorządnością społeczeństwa w
ogóle.
"Dobre" spółki
Zrozumienie dla wolności gospodarczej obywateli ze strony państwa to wielkie
dobro. Przyjazne stosunki administracji z podmiotami rynkowymi to pożądany
ideał. Niestety, realia polskiej mediasfery zmuszają nas do wyostrzonego
krytycyzmu. Skoro (rzekomo niską) wartość Telewizji Trwam określono w relacji do
pięciu spółek prawa handlowego, nic dziwnego, że baczniej się im przyglądamy.
Rzecznik Rady, odpowiadając na pytanie, dlaczego Telewizja Trwam nie otrzymała
miejsca na multipleksie, powiedziała m.in.: "Chodziło nam o to, żeby odbiorcy
dostali zróżnicowaną ofertę programów na multipleksie, żeby znalazły się na niej
programy informacyjne, poradnikowe, muzyczne, rozrywkowe" ("Gazeta Wyborcza",
9.01.2012). Wewnętrzne zróżnicowanie programowe i unikatowość oferty toruńskiej
telewizji w stosunku do reszty rynku została na tych łamach omówiona szeroko.
Jeśli pozwoliłem sobie na określenie powyższej argumentacji jako zabiegu
erystycznego, to ze względu na świadomość następującego faktu. Grupa kapitałowa
Zjednoczone Przedsiębiorstwa Rozrywkowe, cyfrowy wybraniec KRRiT, otrzymała dwa
miejsca na cyfrowym multipleksie dla TV Polo i TV Eska, aby zróżnicować ofertę
programową przekazu telewizyjnego w Polsce. Paradoks polega na tym, że ZPR, obok
Agory, dokonały koncentracji rynku radiowego i związanego z tym ujednolicenia
(oraz sprymitywizowania) oferty programowej. Ze 150 lokalnych stacji radiowych
zaistniałych w latach dziewięćdziesiątych do dziś pozostało około 40, co pozwala
mówić o regresie elektronicznych mediów lokalnych w Polsce. To niekorzystne
zjawisko było możliwe na skutek wieloletnich zaniechań Krajowej Rady,
ustawodawcy i kolejnych rządów (por. Z. Kosiorowski, Regres elektronicznych
mediów lokalnych w Polsce, "Zeszyty Prasoznawcze" 2010, nr 3-4). Tak więc
eksperci od ujednolicania, których KRRiT nie zdołała upilnować, najęli się teraz
u niej jako fachowcy od różnicowania…
Innych specjalistów od różnorodności przekazu telewizyjnego Krajowa Rada
znalazła, mimo woli (?), w starej i sprawdzonej TVN. Spółka Stavka, wkrótce po
uzyskaniu miejsca na multipleksie, w tym koncernie znalazła udziałowca. W nowej
telewizji TTV możemy oglądać m.in. TVN-owskie programy, TVN-owskich dziennikarzy
i efekty pomysłowości TVN-owskiego reżysera i menedżera (por. E. Rutkowska,
Zagrają na emocjach, "Press" 2012, nr 1). Jeśli dodać do tego patent tego
nadawcy (ponoć efektywny ekonomicznie) polegający na oprowadzaniu po wielu
swoich programach tych samych celebrytów (M. Lemańska, Celebryci przynoszą
stacjom miliony, "Rzeczpospolita", 13.01.2012), perspektywy na różnorodność są
rzeczywiście wielce obiecujące. Zarysowane tło sporu o przyszłość Telewizji
Trwam ilustruje, jak widać, kryzys polskiej państwowości także w sektorze
rynkowym (a raczej rynkowo-koncesyjnym).
Najbardziej kuriozalna jest wypowiedź członka Rady Krzysztofa Lufta dotycząca
wpływu cyfryzacji na funkcjonowanie Telewizji Trwam. Stosuje on znany chwyt
erystyczny, mówiąc: "W mediach powtarzana jest całkowicie nieprawdziwa
informacja, że jak nie będzie Telewizji Trwam na multipleksie, to ona w ogóle
zniknie…". Przypisuje zatem krytykom Rady twierdzenie nieprawdziwe, którego
nie głoszą, gdyż spotkałem je dotychczas tylko… w wypowiedzi Lufta. Poprzez
taki zabieg chce uzasadnić kolejną przewrotną wypowiedź: "Tymczasem będzie
dokładnie tak samo funkcjonować jak obecnie" ("Nasz Dziennik", 9.01.2012).
Podobny jest w swojej mowie do złej macochy, która po rozdaniu swym tłustym
córkom kolejnej porcji cukierków zwraca się do Kopciuszka z pustymi rękoma i
rzecze: "A ty będziesz dokładnie tak samo się odżywiać jak obecnie".
Największym dramatem w odniesieniu do ładu medialnego, istotą kryzysu całej
polskiej państwowości jest kłamstwo. Nieprawda zawarta w przebiegu procesu
koncesyjnego ma tę niezwykłą siłę niszczącą, że może się zwielokrotnić. Masowy
przekaz medialny miliardy razy powtórzy to kłamstwo: prawdy, dobra, piękna,
świętości już nie ma. Nie możemy do tego dopuścić.
Radosław Brzózka
Autor w latach 2004-2008 był członkiem Rady Programowej TVP Lublin i Rady
Programowej Radia Lublin; jest teologiem, redaktorem naczelnym lubelskich
"Zeszytów Społecznych KIK" oraz portalu Realitas.pl.
