Co wie Ameryka?
Czy wywiad amerykański posiada wiedzę na temat tego, co wydarzyło się pod
Smoleńskiem?
Peter King, kongresman z Nowego Jorku, złożył w Izbie Reprezentantów rezolucję w
sprawie międzynarodowej komisji mającej zbadać przyczyny katastrofy smoleńskiej.
W obecnym klimacie amerykańskiej polityki szanse na jej zaistnienie są nieduże.
A jednak ma ona znaczenie. Dlaczego?
Kontekstem jest stosunek Amerykanów do Katynia 1940 roku. Tamta zbrodnia w kraju
poszkodowanych musiała czekać pół wieku na oficjalne uznanie tego, co się
wydarzyło. W Ameryce sprawa ta była głoszona publicznie i nigdy nie pozwolono na
dwuznaczne jej prezentowanie. Tu ukazywały się książki i artykuły wskazujące na
Rosjan jako sprawcę mordu.
Rezolucja Kinga staje się więc wstawieniem nogi w drzwi, których otwarcie przez
jakiś czas może nie być możliwe. A będzie niemożliwe właśnie z uwagi na klimat
polityczny, jaki otacza katastrofę.
Dla Stanów Zjednoczonych uwikłanych w Afganistanie i Iraku, nie jest to dobry
moment do upierania się przy polskich żalach, nawet jeśli uda się je
wyartykułować na forum Kongresu.
Pozostaje przy tym pytanie, czy wywiad amerykański posiada wiedzę na temat tego,
co wydarzyło się pod Smoleńskiem.
W sprawach polityki pracownicy CIA wypowiadać się nie mogą. Ich nieoficjalnym
rzecznikiem jest więc przewodniczący związku byłych pracowników. Taki jest
niepisany amerykański obyczaj polityczny. To, czego nie może powiedzieć
sprawujący władzę polityk czy ktoś zatrudniony w rządowej agencji, może właśnie
zgłosić ktoś taki. Emeryt z "przeszłością".
Eugene Poteat jest przewodniczącym byłych pracowników amerykańskiego wywiadu.
Jako specjalista od elektroniki i fizyki w odniesieniu do awiacji prowadził
niegdyś takie sprawy, jak ta choćby związana z U-2. Doświadczenie w pracy na
Bliskim Wschodzie, także w kilku krajach Europy, uczyniło go jednym z bardziej
liczących się ekspertów wywiadu.
Poteat zabrał głos w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem. Jego analiza – dostępna
także w internecie – jest nie tylko jednoznacznym stwierdzeniem, że pasażerowie
samolotu lecącego do Smoleńska stali się celem zamachu. Jest czymś więcej.
Poprzez kontekst polityki światowej Poteat pokazuje, że Ameryka nie ujawni
prawdy, nawet jeśli taką wiedzę posiada.
Autor tej analizy wskazuje też na zrozumiałą w tej sprawie bierność państw
Europy Zachodniej. Polska Lecha Kaczyńskiego narobiła wystarczająco dużo szkód
upominaniem się o Gruzję i Czeczenów, aby Niemcy czy Francja miały przyjaznym
okiem spoglądać na domagających się umiędzynarodowienia śledztwa. Zagroziłoby to
przecież potencjalnemu boomowi, jaki mógłby pomóc – poprzez otwarcie na Rosję –
w wychodzeniu tych krajów z recesji.
Amerykańskiemu wywiadowi jest znany nie tylko sposób, w jaki dokonano zamachu na
polską elitę polityczną, ale i zasięg wojny cybernetycznej prowadzonej wobec
Polski przez Rosjan. Polska z krajami bałtyckimi jest tu poligonem
doświadczalnym w potencjalnym konflikcie z NATO.
Można przypuszczać, że wobec negatywnego nastawienia obecnego rządu polskiego do
umiędzynarodowienia sprawy Stany Zjednoczone nie będą oficjalnie udzielać pomocy
w śledztwie dotyczącym katastrofy. Same posiadają bowiem ustalenia pozwalające
na wyciągnięcie wniosków, zwłaszcza że w USA rośnie przeświadczenie o skali
penetracji polskiego aparatu państwowego przez Rosjan. Sprawa szpiega Tomasza
Turowskiego w strukturach Ministerstwa Spraw Zagranicznych jest jedną z wielu.
Do dzisiaj nie powołano przecież w Polsce komisji do sprawy zbadania zamachu na
Jana Pawła II (!). I to mimo że o "polskim" udziale w tym zamachu napomykają
dostępne już archiwa Stasi. Gdyby jednak miała powstać komisja ds. zbadania
"zorganizowania" przez Tomasza Turowskiego wizyty prezydenta RP Lecha
Kaczyńskiego w Katyniu, to sprawą równie pilną musi być przesłuchanie go w
odniesieniu do jego możliwego uczestnictwa w dostarczeniu Rosjanom logistyki
zezwalającej na przeprowadzenie zamachu na placu Świętego Piotra.
Wielu Amerykanów jest przeświadczonych, że Putin stoi za przyczyną smoleńskiej
katastrofy. Sam dowiedziałem się o niej z rannego telefonu mieszkającej w
Melbourne mojej siostry Joanny. Zaraz potem otworzyłem komputer i sprawdziłem,
co na ten temat podaje izraelska prasa.
Dlaczego izraelska? Bo z niej można dowiedzieć się tego, czego nie poda żadna
gazeta na świecie. Ot, choćby to, że Gertrude Stein – która mimo swego
pochodzenia przeżyła całą okupację we Francji – w roku 1938 zgłosiła Adolfa
Hitlera do Pokojowej Nagrody Nobla! Ujawnił to przed laty na łamach
niskonakładowego izraelskiego pisma "Nativ" emerytowany profesor uniwersytetu w
Uppsali, a swego czasu członek jury nagrody, prof. Gustav Hendrikksen.
Tym razem tytuł był jednoznaczny: "Israeli press accuses Putin of Kaczynski´s
elimination". Komentatorzy izraelscy nie mieli wątpliwości. Za katastrofą w
Smoleńsku stoi Władimir Putin. W tym tonie pisał nie tylko "Ha´aretz" i "Maariv",
ale nawet takie, poświęcone sprawom religijnym pismo, jak "Be-Hadrei Haredim".
Warto może też przyjrzeć się katastrofie smoleńskiej w aspekcie psychologicznym.
Wiemy, i nie jest to żadne epokowe odkrycie, że podejrzenie jest naturalnym
prawem umysłu. Kiedy gubię okulary, pierwszy cień podejrzenia pada na moją żonę
Egle. Dopóki nie odnajdę ich w bucie czy kieszeni marynarki, dopóty nie jestem
przekonany o niewinności innych. Tak funkcjonuje umysł.
Kiedy korespondent "Ha´aretz" zagadnął polską ambasador w Izraelu Agnieszkę
Magdziak-Miszewską, co sądzi o możliwym udziale Rosjan w katastrofie, usłyszał,
że takie stwierdzenie jest zaskoczeniem, bo w Polsce NIKT nie oskarża Rosji o
działania mogące przyczynić się do rozbicia samolotu!
Rodzi się tu pytanie. Czy klasa ludzi, która powstawała za czasów PRL, tym razem
wzmocniona przez tych urzeczonych władzą, nie stanowi odradzającego się
staro-nowego wektora postrzegania Rosji? Przecież Tomasz Turowski nie tylko
sugestywnie przekonywał, ale także miał pokaźne grono tych, którzy byli w jego
argumentach zadurzeni. Włącznie z będącym z nim na "ty" prezydentem RP
Bronisławem Komorowskim!
Jeśli Rosjanie chcieliby uzyskać wiarygodność w kwestii śledztwa katastrofy pod
Smoleńskiem, to gestem wskazującym na ich dobrą wolę byłoby ujawnienie, co
zawierają archiwa KGB w sprawie zamachu na Jana Pawła II. Wtedy sprawa może
nabrałaby innej dynamiki.
Pożytkiem takich akcji jak ta kongresmana Kinga w Izbie Reprezentantów czy
zabranie głosu w tej sprawie przez Gene´a Poteata jest to, że pozwalają one, aby
rozkręcający się mechanizm poszukujących prawdy przetrwał do czasów, kiedy
będzie można głosić ją otwarcie. Chyba że świat na orwellowski sposób upubliczni
ją dopiero w ramach święta Ministerstwa Prawdy w roku 2084, kiedy to ujawnienie
przyczyn katastrofy smoleńskiej nikomu nie będzie zagrażać.
Henryk Skwarczyński
