Cięcia wychodzą im najlepiej

Posłowie z sejmowej komisji obrony chcą pytać szefa MON o kalendarz
modernizacji Marynarki Wojennej: kiedy i na co pieniądze będą wydawane, kiedy
zostaną ogłoszone przetargi, czy nowe okręty będą budowane w polskich
stoczniach, czy też znów kupimy jednostki, które popływają kilka lat i trafią na
złom, tak jak stało się w przypadku fregat.

W działaniach rządu Donalda Tuska podejmowanych wobec armii nie widać ani
ciągłości, ani jasnej wizji funkcjonowania Sił Zbrojnych. Cięte są kosztowne
projekty, jak dotychczas z obietnicą, że zastąpią je nowe. Pierwszym i ważnym
dla Sił Zbrojnych projektem zastopowanym przez rząd PO – PSL, jeszcze na
początku poprzedniej kadencji, był przygotowany przez Aleksandra Szczygłę
przetarg na zakup samolotów dla najważniejszych osób w państwie. Nowy przetarg
miał być przygotowany przez resort obrony kierowany przez Bogdana Klicha, ale po
katastrofie samolotu Tu-154M zdecydowano, że VIP-y będą korzystały z
czarterowanych maszyn. Tomasz Siemoniak, następca Klicha, poszedł o krok dalej.
Zlikwidował 36. Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego i problem zakupów został
"rozwiązany". Odnowienie w Siłach Powietrznych miał przynieść zakup samolotów
szkolno-bojowych, które zastąpiłyby wysłużone iskry. Kiedy jednak przyszło do
składania ostatecznych ofert, ponownie nowy minister uznał, że taki samolot
Siłom Powietrznym nie jest potrzebny, a ponadto projekt był zbyt drogi (ok. 1,5
mld zł). MON przetarg skasowało, a nowy ma zostać ogłoszony na wiosnę. Na
kolejne decyzje Siemoniaka nie trzeba było długo czekać. Już po powołaniu nowego
rządu zgodził się, by zrezygnować z remontu dwóch fregat, nad którego realizacją
długo głowił się tak chwalony przez premiera minister Klich. W zamian Marynarka
Wojenna, wzorem Sił Powietrznych, otrzymała obietnice. Jak zapewnił wiceminister
obrony narodowej Marcin Idzik, tak zaoszczędzone pieniądze (135 mln USD)
pozostają w puli modernizacyjnej MW przewidzianej do roku 2018. To w sumie 5,6
mld złotych. Tyle tylko, że dziś nie wiadomo, jak owa modernizacja będzie
przebiegała. Minister Idzik zasugerował jedynie, że raczej będziemy kupować nowe
jednostki i być może seriami oraz że może pojawią się nowe propozycje dla
Marynarki Wojennej, ale szybko dodał, że dotychczas nie podjęto konkretnych
decyzji, a MW po rezygnacji z remontu fregat musi na nowo określić swoje
potrzeby.
– Póki co podejmowane przez MON działania wskazują, że Marynarka Wojenna poszła
do zatopienia. To kolejny rodzaj Sił Zbrojnych, któremu najwyraźniej grozi
degradacja. Taki sposób działania pokazuje też, że rząd nie ma obecnie pomysłu
na kontynuowanie procesu modernizacyjnego Sił Zbrojnych. Działa na zasadzie:
dziś tniemy wydatki, a co potem? Zobaczymy – ocenił Marek Opioła, poseł PiS,
członek sejmowej Komisji Obrony Narodowej.
Wprawdzie padają deklaracje MON, że do 2018 r. na modernizację Marynarki
Wojennej zostanie wydanych 5,6 mld zł, to jednak obecne postępowanie resortu
wskazuje, że to raczej następna ekipa będzie borykała się z tym problemem.
– Tnie się wydatki, które dziś najbardziej obciążają budżet i niby wszystko jest
dobrze. Potem okaże się, że niby pieniądze są, ale mają być wydane dopiero po
roku 2015, kiedy tego rządu może już nie być. To nieodpowiedzialne. Chcemy znać
cały kalendarz modernizacji MW: kiedy i na co pieniądze będą wydatkowane, kiedy
zostaną ogłoszone przetargi, czy nowe okręty będą budowane w polskich
stoczniach, czy też znów kupimy jednostki, które popływają kilka lat i będą się
nadawały na złom, tak jak to stanie się z fregatami? – dodał poseł.
Jak zauważył Opioła, premier zapowiadał w swoim exposé, że na szeroko pojętym
bezpieczeństwie nie będzie oszczędzał, ale to ma się nijak do tego, co obecnie
robi minister Siemoniak.
– Tylko w ostatnim czasie dwa duże projekty, na które Siły Zbrojne czekały,
zostały wyrzucone do kosza i tak naprawdę nie wiemy, dlaczego podjęto takie
decyzje, bo z racji wyborów nie było możliwości, by sprawami zajęła się sejmowa
Komisja Obrony Narodowej. A to są kwestie, którym powinniśmy się przyjrzeć. Boję
się jednak, że przewodniczący komisji, marszałek Stefan Niesiołowski nie będzie
skory do tego, by taka merytoryczna dyskusja się odbyła. Choć może się tu mylę –
dodał Opioła.
Poseł przyznał, że faktycznie remont fregat byłby bardzo kosztowny i nie
gwarantował tego, że jednostki spełniałyby swoją rolę. MON jednak nie określiło,
co Marynarka Wojenna otrzyma w zamian. – Niby jest jakiś program modernizacji,
ale co z tego, skoro nic się z tym nie wiąże? Przecież jeden gawron niewiele
zmieni, a warto pamiętać, że czekamy na niego już bardzo długo. Fregaty w 2015
r. zejdą ze służby i w tej chwili nie widać okrętów, które będą mogły być
wykorzystywane przez MW, chociażby w ramach prowadzonych pokojowych operacji
NATO. Skoro pozostaje pula z remontu, to należało już teraz określić, na co
zostanie ona przeznaczona i w jakich latach te wydatki są planowane – dodał.
Są to kwestie, na które rząd powinien już znać odpowiedź, bo ze zmianą sprzętu
wiążą się szkolenia oraz zmiany w programie nauczania szkół wojskowych. – Nie
jest tak, że nowy okręt wchodzi do służby i wszyscy potrafią na nim pływać. Musi
zostać wdrożony program szkoleniowy dla MW już na etapie szkół. A może będziemy
wysyłać marynarzy za granicę na szkolenia? Na pytania dotyczące zarówno
kalendarza modernizacji, jak i szkoleń, odpowiedzi muszą być znane już teraz.
Inaczej skończy się na tym, że marynarze będą chodzili po nabrzeżach, piloci po
lotniskach, a żołnierze sił lądowych będą, jak w latach 90, biegać czwórkami po
poligonach i udajwać, że jeżdżą czołgiem – kwituje poseł.

Marcin Austyn
 

drukuj