Chyba wygra Romney
Z Jennifer Marsico, analitykiem American Enterprise Institute,
specjalistą od kampanii wyborczych, rozmawia Łukasz Sianożęcki
Amerykanie mają za sobą już dwie tury republikańskich prawyborów. Który
z zaprezentowanych dotychczas kandydatów jest w Pani ocenie najlepszy zarówno
dla Partii Republikańskiej (GOP), jak i jako przyszły prezydent dla zwykłych
obywateli?
– Nie sposób odpowiedzieć, który z kandydatów GOP byłby najlepszym prezydentem
Stanów Zjednoczonych. W mojej ocenie, wszystko wskazuje na to, że Mitt Romney
zdobędzie nominację swojej partii w nadchodzących wyborach. Przemawia za tym
fakt, że Romney jest pierwszym od 1976 roku republikaninem, który wygrał zarówno
caucusy w Iowa, jak i prawybory w New Hampshire. Ponadto obecnie przewodzi
wszystkim sondażom przed głosowaniami w Karolinie Południowej i na Florydzie.
Jeśli wygra także w tych dwóch stanach, nic nie stanie na przeszkodzie, aby
nominacja była jego.
Czy w takim razie te najważniejsze z głosowań jeszcze przed nami…?
– Nie jestem co do tego przekonana. Według mnie, tradycyjnie najważniejsze są
wybory w Iowa i New Hamphire, czyli te, które już się odbyły. A to dlatego, że
to one dają zwycięzcom największe momentum, czyli nadają pęd ich kampaniom, tym
samym pomagając zdobywać głosy w dalszej części rozgrywki, a co najważniejsze –
ułatwiają pozyskiwanie niezbędnych funduszy. Ponadto – jak wiemy – kandydaci,
którzy nie są w stanie poradzić sobie we wspomnianych stanach, bardzo często
szybko odpadają czy wycofują się. Tak jak to zrobiła Michele Bachmann po
głosowaniach w Iowa, wcześniej faworytka wielu sondaży i medialnych spekulacji.
Ich głosy mają szansę przejąć inni, którzy pozostali w wyścigu, i bardzo często
dzieje się tak, że przypadają one właśnie faworytom. Być może, że rozstrzygające
będą prawybory w Karolinie Południowej. Jeśli w tym stosunkowo tradycyjnym
stanie, który niechętnie popiera kandydatów o tak egzotycznych przekonaniach
religijnych [Romney jest mormonem – przyp. red.], wygra Mitt Romney, wówczas nie
sądzę, aby ktoś inny mógł mu przeszkodzić w zgarnięciu całej puli.
Sztab Romneya już dziś, wprawdzie nieśmiało, mówi, że "całą pulą" będzie
fotel w Białym Domu, nie zaś tylko nominacja partyjna. Czy były gubernator
Massachusetts będzie republikańskim kandydatem także ze względu na to, że
obecnie jako jedyny w sondażach pokonuje Baracka Obamę?
– To prawda, Romney jest postrzegany przez wielu wyborców jako ten najbardziej
"wybieralny" spośród obecnych polityków GOP. Po wyborach w New Hampshire aż
sześciu na dziesięciu głosujących powiedziało, że możliwość pokonania prezydenta
Obamy była najważniejszym z czynników, jakie brali pod uwagę, oddając swój głos.
To wcale jednak nie oznacza, że Romney jest jedynym wybieralnym kandydatem. To
prawda, że jako jedyny obecnie pokonuje szefa Białego Domu w sondażach, ale
warto zwrócić uwagę, że pozostali kandydaci są bardzo blisko pokonania głowy
państwa.
Tak jak choćby Ron Paul. Kandydat, który w dotychczasowych wyborach
przedstawiany był jako "prawicowa ekstrema" i w wyniku tego rzadko kiedy był w
stanie zdobyć więcej niż 10 proc. głosów. Co się zmieniło w tym roku, że osiąga
on takie dobre wyniki?
– Ron Paul zakończył dotychczasowe prawybory z drugim wynikiem zarówno w Iowa,
jak i New Hampshire. Jego poparcie jest znacznie wyższe, niż kiedy startował w
wyborach prezydenckich w 2008 roku. Myślę, że za taki stan rzeczy odpowiadają
dwie kwestie. Po pierwsze, coraz silniejsze wśród Republikanów zaczynają być
tendencje antywojenne i izolacjonistyczne, a że są to jedne z głównych haseł
kampanii Paula, zdobywa on coraz większe poparcie. Po drugie, Paul powoli, ale
konsekwentnie przyciągał do siebie coraz większe grono młodych wyborców. To
właśnie młodzież zapewniła zwycięstwo Barackowi Obamie przed ponad czterema
laty, a fakt, że obecnie chcą oni w dużym stopniu przełożyć swoje poparcie na
kandydata republikańskiego, i to takiego wyrazistego, świadczy o sporym
rozczarowaniu rządami obecnego prezydenta.
Dziękuję za rozmowę.
