Chrześcijańska tylko z nazwy
Coraz częściej hierarchowie Kościoła katolickiego i wspólnot protestanckich w Niemczech wskazują, że jedna z największych partii w Niemczech – Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna (CDU – Christlich Demokratischen Union) – nie ma moralnego prawa do wpisywania w swojej nazwie litery „C”, wskazującej na jej chrześcijańskie korzenie. Bo CDU w swoich działaniach coraz częściej odchodzi od chrześcijaństwa, popierając propozycje liberałów i lewicy, np. w kwestii ochrony życia i rodziny.
Dyskusja o systematycznym odwrocie CDU od chrześcijańskich wartości istnieje w Niemczech już od wielu lat. Laicyzacja państwa odcisnęła piętno także na chrześcijańskiej (przynajmniej z nazwy) partii, jaką jest niemiecka Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna (CDU). Dlatego Niemcy zadają sobie pytanie, co jeszcze oznacza litera „C” w nazwie tej partii. Katoliccy biskupi otwarcie mówią, że nie jest to już chrześcijaństwo.
Metropolita Monachium ks. abp Reinhard Marx ostro skrytykował partię rządzącą i w jednym z wywiadów zaapelował do Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej, aby w swojej codziennej polityce bardziej uwzględniała podstawowe wartości chrześcijańskie. „Litera 'C’ zobowiązuje wobec Jezusa Chrystusa, nie odnosi się tylko do przymiotnika 'chrześcijański’, który nie ma takiej samej wartości jak określenia 'liberalna’ czy 'społeczna’, których znaczenie można interpretować w dowolny sposób” – powiedział ks. abp Reinhard Marx w wywiadzie dla hamburskiego tygodnika „Der Spiegel”. I dodał: „Brakuje mi zdecydowanego przyznania się do wiary chrześcijańskiej i do Kościoła. Tezy programowe CDU mówią tylko bardzo ogólnie o wartościach chrześcijańskich, a to jest zbyt rozmyte”. Arcybiskup Marx skrytykował zarówno obecny rząd, jak i jego szefową Angelę Merkel, a szczególnie ostro potępił ministerstwo nauki i oświaty z minister Annette Schavan za jej podejście do badań, podczas których wykorzystuje się ludzkie embriony. Metropolita nazwał je badaniami pseudonaukowymi. Skrytykował również obecną niemiecką politykę podatkową i rodzinną. „W kwestii rodziny odniesieniem dla wszystkich chrześcijan powinien być wzór, w którym małżeństwo składa się z mężczyzny i kobiety” – stwierdził ks. abp Marx i dodał, że jest przeciwny tworzeniu jakichś innych społecznych norm życia, które zrównują ze sobą związki homoseksualne z małżeństwem. Ponadto arcybiskup poddał ostrej krytyce ministerstwo do spraw rodziny, które usilnie walczy o to, aby już roczne dzieci odbierać matce i oddawać je do żłobków. „Polityka schodzi na błędną drogę, roztaczając przed ludźmi błędne nadzieje, że można mieć wszystko jednocześnie: karierę, wysokie zarobki i dzieci” – zaznaczył ks. abp Marx. Skrytykował także politykę podatkową państwa, która jest zdecydowanie korzystniejsza dla ludzi bogatych.
Metropolita Monachium, widząc, jak CDU robi się bardziej protestancka niż katolicka, a nawet coraz bardziej staje się po prostu niewierząca, wystosował apel do jej polityków, aby założyli w ramach partii koło zaangażowanych katolików. Apele arcybiskupa już od pewnego czasu zostały wprowadzone w czyn przez część posłów CDU i siostrzanej bawarskiej CSU, którzy widząc postępującą laicyzację życia, jeszcze w listopadzie 2009 roku założyli w Bundestagu koło Arbeitskreis engagierter Katholiken in CDU und CSU. Członkowie koła uznali, że CDU systematycznie odchodzi od chrześcijańskich korzeni, co grozi całkowitym zerwaniem więzi z tradycyjnie katolickim elektoratem chadecji. W swoim założycielskim apelu członkowie koła stwierdzili m.in.: „Człowiek otrzymał od Boga wskazówki, jak powinien kształtować swoje życie prywatne oraz w jaki sposób powinno się politycznie kształtować przyrodę, życie społeczne i gospodarcze”. Koło rozrasta się regularnie i wychodząc poza parlament, liczy obecnie już 600 członków, ale akces do niego zgłasza coraz więcej osób.
Głównym zadaniem członków koła jest spowodowanie wzmocnienia katolickiego czynnika w partii. W niemieckim Bundestagu działa jeszcze jedna katolicka organizacja: koło kardynała Josepha Hoeffnera (rozumiane jako forum dyskusyjne), które zastało założone w 1993 roku z inicjatywy parlamentarzystów CDU i CSU. Minione dziesięciolecie pokazało, że istnienie kół katolickich nie wpłynęło ani na CDU, ani na CSU, aby partie te zachowały swój chrześcijański charakter, dlatego arcybiskup Marx pragnie utworzenia podobnego koła zaangażowanych katolików na bazie partii w całym kraju, a nie tylko w Bundestagu.
Tę inicjatywę z zadowoleniem przyjął także biskup Kolonii ks. kard. Joachim Meisner, który od wielu lat ostro krytykuje zarówno niemiecki rząd, jak i CDU oraz CSU za odwracanie się od wartości chrześcijańskich. Przede wszystkim ostro sprzeciwia się liberalnemu podejściu polityków do eutanazji i badań z wykorzystaniem ludzkich komórek macierzystych. Kardynał Meisner wielokrotnie określał zarówno eutanazję, jak i diagnostykę preimplantacyjną jako upadek cywilizacji. „Sztuczne produkowanie ludzi, manipulacja w embrionach czy też produkcja ludzkich części zamiennych można porównać z kanibalizmem. (…) Kiedy społeczeństwu zaczynają przeszkadzać starzy i chorzy ludzie i trzeba ich zabić, to oznacza to, że świat wyskoczył z szyn wszelkich wartości, a cywilizacja umiera”.
Poseł do Bundestagu z Badenii-Wirtembergii Peter Weiss (członek koła kardynała Josepha Hoeffnera) także skrytykował Angelę Merkel i partię CDU za jej antychrześcijański styl rządzenia. Jego zdaniem, od 2005 roku, kiedy Angela Merkel rozpoczęła rządzenie, zaczął się jednocześnie w partii kryzys chrześcijańskich wartości. – Konserwatywni wyborcy CDU coraz bardziej byli zdezorientowani. A wielu z nich zadawało sobie pytanie, czy na pewno ta partia ciągle jest ich partią – powiedział Weiss. Jego zdaniem, partia CDU zdecydowanie odeszła od chrześcijańskiego wizerunku, gdzie takie rzeczy jak tradycyjna rodzina, niedzielna wizyta rodziny w kościele czy też odpowiedni respekt i szacunek dla Papieża są rzeczą normalną. Tym sposobem polityk CDU odniósł się do publicznego skrytykowania przez kanclerz Angelę Merkel Ojca Świętego Benedykta XVI za sposób działania w sprawie brytyjskiego biskupa lefebrysty Richarda Williamsona.
Największy kryzys wartości chrześcijańskich w CDU uwidocznił się w okresie tworzenia unijnej konstytucji i traktatu lizbońskiego, w których nie umieszczono ani jednego zapisu nawiązującego do chrześcijańskich korzeni Europy, a żaden polityk CDU i CSU nawet o tym nie wspomniał. Sama Merkel na temat odniesienia do Boga w traktacie konstytucyjnym w jednym z wywiadów szczerze stwierdziła, że są kraje, takie jak Belgia czy Francja, które nie chcą nawiązania do chrześcijańskiej tradycji, i dlatego nie będzie zapisu nawiązującego do chrześcijańskich korzeni Europy.
Waldemar Maszewski, Hamburg
